Do kościoła nie idę, bo w razie wejścia niemców nikt tu w domu nie dogadałby się z nimi. Dookoła niemcy. W szkole jakaś władza. Augustyniak lata przerażony, bo go tam nie puszczają, a on woźny i miał pilnować. U Roczka też niemcy, furgony, auta, jeżdżą tam i z powrotem. Przy drodze stoi stacja benzynowa. Coraz podjeżdża samochód po paliwo. Na naszych akacjach od drogi zakładają telefon, na polu za drogą zamaskowane armatki z lufami ku niebu. Powyłaziły szumowiny z kątów. Tu i ówdzie słowa zachwytu, że dali „darmo” talerz grochówki. Nawet ktoś fotografował to dawanie. Tam znów jakaś rozwódka skromnie dotąd ukryta, okazała się wielką przyjaciółką armii, którą o wszystkim informuje, wszystko wie i na zwróconą jej uwagę wymyśla od polskich świń. Od razu jasnym się stało, z czego się dotąd utrzymywała i na co tu czekała. Ile takich było w gościnnej naszej ziemi?

17 września, niedziela 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.