Od rana wyważyli furtkę i weszło ich czterech. Ten, co mu „do widzenia” mówiłam. Przyszli na gruszki, ale z tych tylko blondyn był ten sam, chmurny i zły. Pytali o miód, o owoce. Pytałam się, co to za błyski czerwone. Wybuchy. Ale czego? To amunicję wysadziliśmy. Inni mi mówili, że to sygnały.

Otworzyli do ula, ale jakoś nie ruszali nic, tylko gruszki zjedli. Podobno zajęci Pragą i podobno bolszewicy w Białymstoku! Skąd bolszewicy? Nie chce się wierzyć. Wieczorem ruch, jeżdżenie, zdjęli telefon i pojechali w stronę Lipin. Widziałam karetki z Czerwonego Krzyża, więc się biją, bronią Warszawy, jeśli są ranni.

19 września 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.