Stoją też dwa konie, najpierw koło bramy, potem koło kapliczki. Prosiłam, żeby odsunęli. Ciągle coś jedzą ci niemcy. Rano myją się, twarz, ręce i szyję, golą się, myją menażki i twarze w beczce od śledzi spod rynny! Gruszki objedli, kalarepki też, zajrzeli do uli, ale ciągle pilnuję, żeby szkody nie było. Dziewczęta chodzą po zboże i po kartofle. Wciąż mówią o bolszewikach, że mają przyjść i po Pragę zająć, a dalej już niemcy. Każdy mówi co innego.

Zapomniałam zapisać, że pierwszego dnia, gdy weszli do nas na kwaterę, Basia i Marysia były tylko w domu, no i ja i Cieślakowe. Zosia, Jadzia, Jasia i Stasia Beczakówna poszły po kartofle. Tymczasem po wejściu zaraz rozstawili posterunki i nikogo nie puszczali w stronę wsi. A dziewczęta umówiły się, że Basia i Marysia po nie wyjdą. One miały czekać u Sałańskiej. Tu noc idzie, tamte nie wracają, bo czekają na Basię i Marysię. Nie mogłam niemcom wytłumaczyć o co chodzi, że pójdą dwie, a wróci sześć. Wreszcie ogarnęli p. Rode nauczyciela, ten im wyłożył. Bałam się, bo ciemno było, no ale przyszły.

Odpadły nocne dyżury, bo warty chodzą dookoła, tylko łuny spać nie dają, no i zmiany warty, bo sufit dudni.

27 września 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.