Był nalot na Klembów. Lecą te szatany tak nisko nad torem, że omal nie po czubkach drzew. Najpierw lecą na Warszawę, tam zaczynają strzelać armatami przeciwlotniczymi. Widać obłoczki na niebie, jak pękające granaty gonią samolot. Czasem widać smugę dymu, jakby jeden z samolotów pisał ogonem białą linię na niebie. Pewno to maskowanie, bo w tej smudze lecą inne srebrne w powietrzu. To znów od strony Warszawy leci nasz. Nie wiadomo czy się kryć, czy patrzeć, bo nie można oczu oderwać.

Mamy tu coś jak schron i okop, po prostu rowek i już. Ale raczej patrzymy, co się dzieje. Na Duczkach zleciał samolot. A podobno dwa,  i jeden z nich nasz. Widziałam zbombardowany pociąg pełen uciekinierów. Maszyna był postrzelona, woda lała się z boku, brakowało szyb. Podobno pociąg pod lasem stanął, a ludzie uciekali do lasu. Z samolotu strzelali z karabinów maszynowych. Był też ostrzeliwany drugi pociąg wojskowy. Na stacji w Wołominie doktor opatrywał rannych.

5 września 1939

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.