Pewnik Euklidesa a życie

W geometrii Euklidesa czytamy: przez punkt poza prostą można przeprowadzić tylko jedną prostą równoległą do danej prostej. Nie można jednak odnieść pewnika tego do życia społecznego, do życia indywidualnego, do sztuki. Wszystko to jest w życiu bardziej skomplikowane niż linia prosta, jako najbliższa łączność między dwoma punktami. W życiu, od człowieka do człowieka ciągną się meandry, powstają przerwy w transmisji, przerwy oczywiście pozorne, gdyż i one wypełnione są często burzliwymi uczuciami, choćby nawet najwytworniej maskowanymi.

O tym na ogól każdy z nas wie i wychowanie społeczne, współudział w wielkim dziele budownictwa socjalistycznego w różnych formach stara się łagodzić powikłania między ludźmi. Istnieją jednak w naszym kraju powikłania tak osobliwe, że nie uwierzyłbym w ich trwałość, gdyby nie akta sądowe, cierpliwie dokumentujące ich żywotność. Zdarzają się w naszym kraju konflikty i antagonizmy regionalne – niektóre z nich odzywają się sporadycznie, inne, jak na przykład „antagonizm” krakowsko-warszawski, zdały się przejść już ostatecznie w krainę żartobliwych opowieści i anegdot. Ale czy przyszłoby nam na myśl, że mogą u nas istnieć antagonizmy szlachecko-chłopskie? W roku dwudziestolecia Polski Ludowej?

A jednak akta sądowe powiatu wołomińskiego notują takie fakty. Być może nikt by się o nich nie dowiedział, gdyby nie masowe bójki, które na tym tle wybuchły. Okrzyki: Wybijem dziś szlachtę! Dalej na kołtunów! – rozbrzmiewają we wsiach tego powiatu do dziś, powodując tak zwane mordobicie. Jedno z orzeczeń sądowych nie lekceważy tego stanu rzeczy, choć doniesienia takie chętnie przyjęlibyśmy za żarty. „Przestępstwa tego rodzaju na terenie powiatu wołomińskiego – czytamy we wspomnianym orzeczeniu – są zjawiskiem bardzo groźnym społecznie, ze względu na ich duże nasilenie”.

Dodajmy jednak — żeby rzecz wyglądała śmieszniej — iż zarówno owa szlachta jak i chłopi powiatu wołomińskiego, a więc niedaleko Warszawy, są we wszystkim do siebie podobni, są równie biedni lub równie bogaci, w taki sam sposób się ubierają i tak samo piją wódkę. Mimo to z niewytłumaczalnej otchłani dobywają rekwizyty dawnych antagonizmów i sieką się niemiłosiernie. Dla publicysty, obserwującego z daleka tego rodzaju konflikty, są to obyczaje i malownicze, i śmieszne zarazem, ale socjolog staje tutaj przez chwilę bezradny: zastanawia się on przede wszystkim nad trwałością namiętności, kiedyś impregnowanych klasowo, dziś przez stosunki w Polsce panujące całkowicie przecież pogrzebanych. Ideolog i polityk ma okazję raz jeszcze powtórzyć: Dopóki nowe wychowanie społeczne w naszym narodzie nie przeniknie powierzchni zjawisk, dopóty jego efekty będą miały tylko doraźne znaczenie. Rzecz w tym, iż niejeden wychowawca zadowala się jedynie efektami powierzchownymi, często wyreżyserowanymi przez ludzi. Wypadki w wołomińskim powiecie nie są wprawdzie typowe i godne są najwyżej pióra satyryka, ale ostrzeżenia sądów trzeba brać poważnie.

Trybuna Robotnicza, 1964, nr 151

Trybuna Robotnicza, 1964, nr 151

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.