Pomimo, że każdy wieśniak nie gardzi zarobkiem, owszem idzie chętnie, byle mu tylko czas pozwalał, to jednak jest pewien rodzaj zarobku, od którego ludzie wiejscy uciekają, jak od zarażonego powietrza. Są to podwody pod wojsko. Chociaż władze wojenne plącą rzetelnie za każdą wiorstę, i to nawet z góry, to jednak każdy, jeśli tylko może, to się rublem wykręca zaraz w gminie, albo ucieka już przyjęty przez wojsko z narażeniem własnej skóry na tęgie razy, albo, jeśli już nie może inaczej, opłaca się kilku kopiejkami żołnierzom, aby mu się dostał lżejszy ładunek.

Z tego to właśnie powodu miało miejsce następujące zdarzenie: Dnia 5 sierpnia r. b. nakazane były podwody z gminy Ręczaje (powiat Radzymiński). Pomiędzy innemi wyjechał także S. Stankiewicz, gospodarz ze wsi Wola Cygowska. Wojsko wyruszało z poligonu pod Warszawą, a stacya naznaczona była we wsi Wiązowna, o kilkanaście wiorst odległej. Żołnierz obiecywał Stankiewiczowi, że weźmie jego furmankę pod rzeczy oficerskie i żądał od niego za to 50 kopiejek. Stankiewicz nie rozumiejąc dobrze mowy żołnierza był pewny, że żąda od niego tylko 15 kop. które też chętnie obiecywał zapłacić na miejscu przy składaniu rzeczy. Gdy jednak przyszło do płaty i Stankiewicz wręczył żołnierzowi kop. 15, ten się okrutnie rozgniewał, rzucił monetę na ziemię przeklinając po swojemu. Stankiewicz nic sobie z tego nie robił, najspokojniej podjął monetę, włożył do kieszeni i wszedł do sklepu kupić sobie coś na obiad.

Niebawem powróciwszy do wozu spostrzegł ze zdziwieniem, że na wozie pod słomą jest szabla; wyjął ją z pod słomy, obejrzał i nie wiedział co z nią robić. Obecni tam ludzie radzili mu aby zaniósł ją tam, gdzie rzeczy składał, on jednak nie posłuchał, twierdził, że to nie ich szabla, gdyż oni wszystkie swoje rzeczy z wozu zdjęli, to ktoś zapewne dla niego położył i on ją weźmie do domu — akurat będzie dobra do wycinania kapusty. Nie czekając na towarzyszy pojechał do domu. Zaledwie ujechał dwie wiorsty, aż tu za nim pędzi kilku żołnierzy z ziemskim strażnikiem na czele. Szablę u niego znaleźli, wrócili nazad, niekoniecznie łaskawie z nim się obchodząc, spisali protokół i osadzili w więzieniu do sprawy, strasząc go co najmniej trzyletniem więzieniem. W domu stroskani rodzice i żona nie wiedzieli co na razie począć, aż im ktoś poradził udać się do adwokata. Adwokat umiejętnie sprawą pokierował: po zeznaniu świadków dowiódł, że szabla była umyślnie podrzucona, więc S. został uniewinniony, przesiedziawszy tylko cztery tygodnie do sprawy.

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 25 (26 października 1907)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.