Polakówa Górka

Pierwsza wizyta

W kwietniu 2007 roku wraz z moją przyszłą szefową Izoldą i płk dr Markiem Tarczyńskim, historykiem wojskowości i znawcą historii wojny 1920 roku, autorem wielu publikacji na jej temat, odwiedziłem „Polakówą Górkę”. Zaciekawiony historią boju pod Ossowem i jej szczegółami, jakie przekazywał pułkownik, oraz przekazaną przez niego legendą, że tu oto spoczywają żołnierze sowieccy polegli w boju pod Ossowem, zacząłem bacznie rozglądać się po okolicy. Wiedziałem że to, co pod ziemią, może wyjść na wierzch za sprawą lisów i kretów – no i narozrabiałem. W jednej z lisich nor znalazłem kość. Wyobraźnia podpowiadała potwierdzenie opowieści: bolszewik. Kość, a właściwe krąg kręgosłupa, biały i wysuszony, aż chciał być bolszewikiem. Zwróciłem na niego uwagę pułkownika, któremu również oczy zabłysły. „Zabieramy!” – podpowiedział. Zrobiłem parę zdjęć znaleziska kładąc dla porównania obok niego oczywisty i łatwy do zwymiarowania przedmiot – zapalniczkę i zapakowałem znalezisko do folii z paczki papierosów. No i się zaczęło… Tego samego dnia obiegłem trzech lekarzy nie wyłączając ostrego dyżuru w szpitalu wołomińskim z przepakowanym już do eleganckiej koperty kręgiem. Żaden z nich nie potwierdził „ludzkości” znaleziska. Izolda w tym czasie przygotowała pismo, przekazała znalezisko Policji i sama naraziła się na zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Została przesłuchana, a kość przekazana do właściwej rejonowo komendy policji w Zielonce. Po roku przyszła ekspertyza z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie i umorzenie postępowania w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, gdyż kość okazała się kością cielęcą którą lis zwędził w zabudowaniach, ogryzł i wywalił za norę.

Opowieści

Wcześniej, odkładając sprawę kręgu, przygotowywaliśmy się do przebadania górki.

W przeddzień świąt wielkanocnych Pani Grażyna Więch – sołtys Ossowa zorganizowała spotkanie na które zaprosiła pana Ignacego Rudnickiego i mieszkańców, którzy pamiętają okres II wojny światowej i których rodzice przekazali historię działań  wojennych w 1920 roku w Ossowie. Na spotkaniu obecni byli również: Margerita Szulińska – dyrektor Reginalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszwie, Jakub Wrzosek – archeolog, przedstawiciel Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków. Ciekawe opowieści mieszkańców potwierdziły informacje przekazane przez pułkownika dr. Marka Tarczyńskiego co do wzgórza nad podmokłymi łąkami Ossowa za rzeką Czarna Struga zwanego „Polakówą Górką”. Również według ich przekazu tam zostali pochowani polegli bolszewicy.

Sondaż

Spotkanie zakończyło się podjęciem decyzji o przeprowadzeniu badań na wskazanym terenie w celu potwierdzenia historii. Przygotowano program badań i Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków wyznaczył maj jako termin przeprowadzenia sondażu archeologicznego.

15 maja 2008 roku przystąpiliśmy do badania „Polakówej Górki”. Uzbrojeni w specjalnie wykonaną mapę geodezyjną wskazującą teren, którego nie ma ewidencji gruntów, wyznaczyliśmy obszar badań. Dysponując pomocą ze strony czterech  pracowników komunalnych zaopatrzonych w łopaty i szpadle, zaczęliśmy odkrywać wyznaczone przez Jakuba Wrzoska i archeologów z KOBIDZ sondaże.

Padło hasło „wszyscy do łopat” i wzięliśmy się do roboty. Jeden wykop 2×10 m i nic. Potem drugi, trzeci i to samo… Idąc troszkę na pozorną „łatwiznę” zaproponowałem Kubie robienie wykopów węższych o połowę, ale za to dwa razy dłuższych (jakoś tak łatwiej patrzy się na wąski pasek, nawet jak jest dłuższy). Nasze „archeo”  pieczołowicie wytyczyło nowy wykop, dalej na południe od poprzednich, pod brzózkami jak mówili asystujący nam mieszkańcy, długi i wąski, jak zaproponowałem.

I znowu czysty piasek pod nogami. Następny wykop Kuba wytyczył od środka ostatniego w kierunku północnym do trzech pierwszych, na szczycie górki. Nasza cierpliwość była na wyczerpaniu, czas przeznaczony na badania się kończył, czwarty dzień machania łopatą a rezultatów nie było, gdy w końcu wykopu pojawiło się dziwne przemieszanie gruntu i ślad ludzkiej, a nie lisiej, ingerencji. Podczyszczanie dna wykopu, czyli skrobanie łopatami zdejmujące cienką warstwę ziemi, wskazało linię mogiły. Trafiliśmy na nią dosłownie ostatnim metrem wykopu. Skoncentrowani obserwowaliśmy ukazywanie się pierwszej, drugiej, trzeciej kości. Przypominała się historia z kością cielęcą i historia górki na której kiedyś stały wiaty dla wypasanego w pobliżu bydła. Znowu rok identyfikacji? Policja, cmokający i nic nie stwierdzający lekarze, śledztwo? W końcu przy samej ścianie wykopu natrafiliśmy na dobrze znany anatomiczny kształt ludzkiej czaszki. Nie wiem, czy można to nazwać zadowoleniem – na pewno połączonym ze zgrozą ukazującego się obrazu, ale również była to satysfakcja porównywalna do trafienia w totka przy jednym obstawionym zakładzie. Górka duża, wykopów mało i jest MOGIŁA.

Badania

Ponieważ czas się kończył, potwierdzenie opowieści było w zasięgu ręki ale trzeba było ustalić odpowiedni tok postępowania, znalezisko zostało oznaczone, opisane i zasypane.

Wiedzieliśmy już że na górce jest przynamniej jedna mogiła i mieliśmy podstawy do dalszego prowadzenia badań.

Badanie mogił wymaga zgody wojewody, więc Gmina Zielonka wystąpiła o zgodę na ich przeprowadzenie. Kuba skontaktował się z antropologiem Andrzejem Ossowskim (nazwisko jak znalazł dla naszej akcji) z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Szczecinie, który dysponował potrzebnym nam na tak rozległym terenie georadarem. Po długim ustalaniu terminu badań, między dwoma naukowcami o bardzo napiętych terminarzach wyszło na to, że badania zaczniemy 7 września, akurat wtedy kiedy miały się odbywać gminne dożynki w Ossowie. Otrzymaliśmy zgodę na badania i ekshumację ewentualnych szczątków.

Trochę się obawiałem że widok osób wyglądających jak nauka jazdy wózkiem dziecinnym wzbudzi taka sensację, że dożynki przeniosą się na „Polakówą Górkę”, ale na szczęście w tym słońcu i za niskimi krzakami nie wzbudziliśmy niczyjego zainteresowania. Archeolodzy wytyczali ary do badania, a wózek systematycznie skanował grunt wzdłuż i w poprzek. Każda anomalia wykazana na ekranie urządzenia była natychmiast sprawdzana głębokim wykopem wykonywanym wspólnie z Piotrem Brzezińskim, który wraz z Andrzejem na co dzień zajmuje się poszukiwaniem żołnierskich mogił. Niestety teren górki, przeryty przez lisy i stanowiący wieloletni zasobnik piasku do budowy okolicznych domów, nie był idealnym poligonem badawczym. Pełno dziur i naruszeń warstw gruntu, żadnej dużej mogiły, która wyznaczyła by nam nowe tereny poszukiwań nie znaleźliśmy. Następnego dnia archeolodzy wyznaczyli teren wykopu o wymiarach 10 na 10 metrów nad znalezioną przez nas w maju mogiłą i parę innych sondaży. Po usunięciu pierwszej warstwy ziemi ukazał się zarys mogiły o wymiarach około 2 na 3 metry. W nią trafiliśmy końcem majowego wykopu.

Jakieś dziwne były te majowe znaleziska. Luźno leżące kości nie  wskazywały na całość szkieletu tylko na jego kawałki. Na powierzchni również mogiła rysowała się czysto, ale oprócz tego widać było że ktoś później ją penetrował. Parę centymetrów pod płaszczyzną dna arowego wykopu, w obrębie ujawnionej mogiły, dr Wiesław Więckowski (antropolog i archeolog z Uniwersytetu Warszawskego) natrafił na pierwsze kości szkieletu. Odkrywany powoli metodami archeologicznymi szkielet ukazał się po jakiś 4 godzinach. Był to pełny szkielet młodego żołnierza z resztkami munduru zwiniętymi przed piersią. W resztkach munduru widać było guzik. To nam pozwoli na określenie co to za żołnierz.  Było późne popołudnie i nasz antropolog musiał jechać na umówiony wieczorny wykład.

Guzik

Żeby nie przerywać prac archeologów, zaofiarowałem pomoc w odwiezieniu go do Warszawy. Gdy wróciłem przywożąc  ze sobą Margeritę aby również obejrzała prowadzone wykopaliska, przywitał nas Kuba z tajemniczą miną wygwizdując hymn angielski i trzymając w palcach wydobyty guzik. Szok, konsternacja – to bolszewik czy Anglik? Z kim prowadziliśmy tę wojnę lub kto z nami walczył? Nasz czy obcy, a może to zaginieni lotnicy angielscy z serialu Alo-alo? Telefon do pułkownika i tylko monotonne nagranie sekretarki automatycznej. Zabezpieczyliśmy wykop przed wieczorem i przed przygodnymi ciekawskimi zostawiając parę mylnych wskazówek na wypadek, gdyby ktoś niepowołany szukał pamiątek na własną rękę i wróciliśmy do domu z wielkim znakiem zapytania między uszami. Późnym wieczorem udało mi się w końcu dodzwonić do pułkownika Tarczyńskiego. Jego spokój w trakcie mojej relacji dał mi do zrozumienia, że znalezisko jest jak najbardziej na miejscu. Jak mi wyjaśnił – bolszewicy przejęli olbrzymie dostawy umundurowania wysłane przez Anglików do Archangielska i Murmańska jako pomoc dla wojsk kontrrewolucyjnych. Bolszewicy umundurowani w angielskie mundury atakowali Ossów.  Następnego dnia po załatwieniu najniezbędniejszych spraw w Urzędzie znowu pojechałem na wykopaliska, znowu rozstawiłem namiot – daszek  jako zabezpieczenie znalezisk przed słońcem lub deszczem. Sprawdziłem wykrywaczem metali wysypany z wykopów piasek, żeby nie przeoczyć żadnego, towarzyszącemu badaniom, znaleziska. Co odsłonięto warstwę wykopu, archeolog Michał Bugaj wykonywał dokładną dokumentację znalezisk ze zdjęciami i rysunkami położenia każdej kosteczki co do centymetra, z chirurgiczną dokładnością. We fragmentach wyjętego z wykopu munduru zachowały się kieszenie, a w kieszeniach pełno amunicji do mosina, regulaminowego karabinu armii bolszewickiej. Na szczęście nie wykorzystanej.

Każdy z tych naboi uświadamiał, że jego moc skierowana była by w naszą stronę, jego działanie osłabiło by nasze pozycje, mogło zabrać życie jednemu z obrońców Ossowa. Ich widok w kieszeni munduru bolszewickiego żołnierza, bardziej niż gdyby przy nim znaleziono karabin, uświadamiał zatrzymanie czasu, powstrzymanie natarcia, obronę pozycji. Nie raz miałem w ręku amunicję, strzelając sportowo,  ale nigdy widok naboju nie wzbudził we mnie takich refleksji.

Druga mogiła

Następny dzień przyniósł nowe sensacje. Znowu, i chyba jest to cecha naszych badań, w samym narożniku wykopu sondażowego, jednego z trzech wytyczonych tego dnia, ukazał się charakterystyczny ślad na piasku. Część ekipy w tym czasie odsłaniała kolejną warstwę pierwszej mogiły. Wyszkoleni już w pracach archeologicznych pracownicy zakładów komunalnych z Wołomina i Zielonki szybko uporali się z wyznaczonym wykopem, który odsłonił ślad następnej mogiły. Tym razem mniejszej, jakieś 1 na 2 metry. I znowu zagadka: mogiła czy nie? W miarę usuwania piasku zaczęły ukazywać się kości. Michał trafił z wykopem. Podzielona od tej pory ekipa eksplorowała dwie mogiły, Michał szalał odkopując i dokumentując swoje znalezisko, co jakiś czas zawieszając swoje przyrządy pomiarowe nad mogiłą numer 1 i utrwalając kolejną odsłoniętą warstwę, a mnie ciągle dręczyło pytanie: ile takich „dołków” znajdziemy jeszcze na tej górce? Tego dnia mieliśmy istny nawał odwiedzających, obaj wice burmistrzowie Krzysztof Antczak i Radosław Wasilewski, kolega z pracy Leszek Boruc przekonujący mnie cały czas, że to nie są bolszewicy i że w ogóle ich tu nie ma, a jak ktoś jest to są to ukryte przez mieszkańców (Wołomina) zwłoki, ale który zapewnił pomoc w postaci pracowników komunalnych. Paru mieszkańców Ossowa z panem Ignacym, który opowiadał nam wcześniej o pochowanych tu żołnierzach przyszło pooglądać wykopaliska, pojawiła się również asysta w postaci przedstawiciela lokalnej telewizji internetowej. Pod koniec dnia w mogile numer 2 ukazały się dwa szkielety i fragment trzeciego. Co najciekawsze – przy głowie jednego z nich tkwiła manierka. Pogoda tego dnia była taka, że rozgrzał nas sam jej widok. Nie dość, że ciekawe znalezisko, to jeszcze prosty ciąg skojarzeń doprowadził obserwatorów do jednej myśli unoszącej się od tej chwili nad wykopami – kieliszek czegoś na rozgrzewkę. Pragnienie nie spełnione. Temperatura zaczynała spadać, deszcz powodował, że namiot-daszek powędrował nad stanowisko, a ja z tego, co pozostało, czyli kawałków plandeki, znalezionych w okolicy żerdek i sznurka od Kuby, zmontowałem coś na kształt namiotu dla zabezpieczenia znalezisk i wydobywanych szczątków. Namiot spełniał zadanie, tylko zielony kolor sznurka wybrany przez Kubę powodował że co chwila wszyscy o niego zawadzali. Wykopaliska nabierały charakteru: namioty, sprzęt, góry piasku, wydawało się że zaraz ktoś odkryje grobowiec Tutenchamona. W mogile nr 1 trwała walka pomiędzy Wiesławem a dziwnie ułożonymi szczątkami drugiej warstwy. Ta część mogiły była nienaruszona, a szkielety – mimo, że w układzie anatomicznym – wyglądały jakby znalazły się tam w częściach. Kuba snuł hipotezy na temat stanu w jakim były pochowane, czasu po jakim zostały odnalezione i sierpniowych upałów, które w tej chwili trudno było nam sobie wyobrazić. Druga część tego wykopu stanowiła istną mieszaninę kości i żadnej czaszki. Wcześniejsze stwierdzone przez Michała ślady wkopu w mogiłę przypomniało mi o opowieściach niektórych mieszkańców o dawnej ekshumacji i przeniesieniu pochowanych na górce żołnierzy na cmentarz do Radzymina. Jeśli tak wyglądała ich ekshumacja, że zabrali parę kości i czaszki wykopane byle jak to jest nadzieja, że pozostałe mogiły będą nienaruszone. Tezę tą potwierdzał również stan drugiej mogiły. Nienaruszona, ale tak głęboka, że woda gruntowa prawie rozmyła zwłoki. Zbliżając się do  dna mogił zaczęliśmy zastanawiać się nad właściwym zakończeniem tego etapu badań. Kuba zasugerował, że należy zaprosić prawosławnego duchownego. Chodziło mi to po głowie wcześniej i wiedziałem, gdzie w Wołominie znajduje się cerkiew. Zastanawiałem się tylko, kiedy i jak to zorganizować. Ustaliłem z pułkownikiem że właściwy pochówek zorganizujemy gdy będzie już wiadomo że więcej mogił i spoczywających w nich żołnierzy na górce już nie będzie. Należy natomiast zaprosić na miejsce duchownego.

Ostatni dzień

Następnego dnia już nie padało, za to temperatura spadła i wiał zimny przenikliwy wiatr. Po szybkim wykonaniu porannych zadań w pracy, pojechałem znowu rozstawić namiot daszek i wróciłem po ojca Włodzimierza Kuprianowicza z parafii prawosławnej w Wołominie. Trochę obawiał się naruszenia zasad hierarchii kościelnej, nie był kapelanem wojskowym, po jakichś dwudziestu minutach przekonywania i uścisków rąk oraz po stwierdzeniu, że nie ruszę się spod jego drzwi jeśli ze mną nie pojedzie, za namową żony pojechaliśmy we troje do Ossowa. Na miejscu zastaliśmy odsłoniętą trzecią, ostatnią warstwę pierwszej mogiły. I znowu dwa szkielety w układzie anatomicznym do połowy mogiły i grupy kości w drugiej, przekopanej połowie. Widok spoczywających obok siebie szkieletów uświadamiał nam, jak małym i nie znaczącym trybikiem wojny jest człowiek. Druga mogiła prawie skończona. Ojciec Włodzimierz pobłogosławił szczątki żołnierzy i widać było, że tak jak wszyscy odwiedzający to miejsce i widzący mogiły zastanawiał się nad sensem ich ofiary. Przyjechał również Burmistrz Wołomina i pułkownik Tarczyński. Spotkanie tych osób w tym miejscu i w tym czasie było jakby podsumowaniem naszej tygodniowej pracy. Tego dnia mieliśmy zakończyć badania. Archeolodzy odsłaniali i dokumentowali ostatnie znaleziska, ja przygotowałem pudła  do przechowania szczątków i przywiozłem zrobiony naprędce krzyż prawosławny  dla oznaczenia mogiły. Miałem na szczęście trochę listew i dobrego doradcę jak to zrobić, żeby zachować zasady prawosławia. Wiesław w tym czasie grupował, kompletował  i dokumentował luźne kości. Gdy już wszystko było uporządkowane, szczątki dla zabezpieczenia przed wilgocią umieszczone w foliowych torbach i spakowane w pudłach, a na dnie wykopu widać było tylko biały piasek, postanowiliśmy kończyć zadanie. Spakowaliśmy sprzęt i wynieśliśmy do samochodu pozostawiając jedynie łopaty, zniknął namiot-daszek, znieśliśmy pudła ze szczątkami na dno mogiły, opisaliśmy ich układ i kolejność, osłoniliśmy plandeką, żeby stanowiła znak na wypadek, gdyby trzeba je było wydobyć przed pochówkiem, oznaczyłem obszar wykopu stalowymi szpilkami na wypadek, gdy by ktoś kiedyś szukał jego lokalizacji . Słońce wieczorem wyszło spomiędzy chmur i niskim światłem oświetlało nasze pole bitwy. Zostaliśmy tylko my, żołnierze i lśniący w zachodzącym słońcu krzyż.   Wszyscy czuliśmy szczególność tej chwili. Zaczęliśmy zasypywać mogiłę. Pracowaliśmy tak w milczeniu zastanawiając się nad oczywistymi nasuwającymi się w takich momentach pytaniami. Co Oni tu robią, po co tu przyszli, dlaczego tak to się kończy. W pewnym momencie było mi nawet żal, że musieli zginąć i wtedy  przychodziła myśl, że gdyby Oni tu nie zostali, to nas mogło by nie być.

Podczas zakopywania mogiły towarzyszył nam  pan Ignacy z córką.  W jego mowie było słychać wzruszenie faktem, że opowieści jego ojca wysłuchane długo po wydarzeniach 1920 roku okazały się prawdą. Zakończyliśmy o zmroku, staneliśmy przed mogiłą i zapadła cisza po której Michał silnym głosem zaintonował  „wieczne odpoczywanie racz im dać Panie”… odpowiedzieli wszyscy – dla pamięci o ludziach, których wojna zostawiła w tym miejscu.

1 Komentarz

  1. Pingback: Polakówa Górka | WWL Media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.