— Z Jeżowa (archid. warszawska). W dniu 19 marca r. b. upłynęło półwieku cichej i wiernej służby poświęconej dla dobra Kościoła, ołtarza i społeczeństwa, ks. Andrzeja Stypułkowskiego, proboszcza parafii Jeżów i długoletniego proboszcza parafii Klembów, w dekanacie radzymińskim położonej. Ks. Andrzej Stypułkowski ujrzał światło dzienne w d. 3 lutego 1821 r., w obwodzie łomżyńskim, we wsi rodzinnej Stypułkach, z Mateusza herbu Lubicz i Anastazyi Stypułkowskich. Początkowe nauki (z powodu wątłego organizmu) dość długo w domu rodzicielskim odbywał, poczem wpisany zostaje w poczet uczniów gimnazyum gubernialnego w Suwałkach, które następnie, po złożeniu egzaminu dojrzałości z całego kursu, kończy w r. 1846. Pierwiastkowo ks. Andrzej miał zamiar poświęcić się służbie wojskowej i w tym celu składa egzamin do korpusu inżynierów wojskowych. Po chłodnem jednakże zastanowieniu i rozważeniu „pro” i „contra” – porzuca pierwotny zamiar, zamieniając go na inny, i w tym celu wstępuje do seminaryum archidyecezalnego przy katedrze ś. Jana w Warszawie. W połowie 4-go roku swego pobytu w seminaryum, to jest 1850 r., po złożeniu egzaminów odpowiednich – ks. Andrzej wyświęcony zostaje na kapłana. I na tern właśnie stanowisku Najwyższy pozwolił mu tak dobrze zasłużyć się Kościołowi i społeczeństwu.

Po wyświęceniu na kapłana ks. Andrzej zapragnął spróbować swych sił i zdolności na niwie uczenia głuchoniemych, lecz to trwa niedługo: organizm jego słaby i wątły nie pozwala mu na podobną pracę. Z powodu nadwątlonego zdrowia posłany zostaje na wikaryusza i jednocześnie zastępcę proboszcza (ks. Józefa Hollaka) do Radzymina. W Radzyminie ks. Andrzej zamiast poprawić swe zdrowie jeszcze je więcej pogarsza dla nadmiaru pracy, zwłaszcza, że miał liczną parafię do obsłużenia. W takiem położeniu rzeczy, władza duchowna, chcąc mu ulżyć i polepszeniu zdrowia dopomódz, w r. 1853 przenosi go na komendarza do Pustelnika wśród lasów, niedaleko Radzymina; a w następnym, to jest w r. 1854 przeznacza go na proboszcza parafii Klembów.

Klembów to kiedyś klucz majątku ś. p. generała Żymirskiego, dowódzcy grenadyerów, którego szczątki w kościele klembowskim zmartwychwstania powszechnego oczekują. Na tern właśnie miejscu ks. Andrzej, ponieważ zdrowie zaczęło mu lepiej dopisywać – rozwinął w całej pełni swe piękne przymioty duszy: jużto jako sługa ołtarza, który niczego nigdy nie lekceważy, to znowu jako dobry obywatel kraju. Tak, za pozwoleniem dyrektora gimnazyum gubernialnego, otwiera w Klembowie szkółkę kościelną, którą następnie utrzymuje swym własnym kosztem przez lat 10: krzewiąc w niej, ze szczególniejszem zamiłowaniem, oświatę wśród dziatwy wiejskiej. Później znowu widzimy ks. Andrzeja powołanego na członka korespondenta Towarzystwa Rolniczego. W r. 1862 wybrany zostaje członkiem rady szczegółowej opiekuńczej zakładów dobroczynnych dawnego powiatu stanisławowskiego; i w końcu na znaczony na członka rady nadzorczej szpitala w Mieni.

Z włożonych nań obowiązków ks. Andrzej starał się zawsze wywiązywać z tą ścisłością, jakiej tak piękne dawał dowody już od młodzieńczych swych lat; a zawsze ku ogólnemu zadowoleniu, a szczególniej ku chwale tego Boga, który mu tak piękny cel życia wskazał tu na ziemi. Jeżeli takim był wogóle ks. Andrzej w sprawowaniu swych obowiązków plebana, to jakże ciepła musiała być jego miłość dla domu Bożego, w którym parafianie jego zwykli byli tyle codziennie łask i błogosławieństw od Boga otrzymywać. To też zgodnie z uchwałą swych parafian w r. 1888, za wiedzą władzy, otrzymuje pozwolenie na powiększenie kościoła w Klembowie. Gdy tak gromadził materyały i fundusze potrzebne do powiększenia kościoła, w nocy został na padnięty w mieszkaniu przez złoczyńców i następnie przez nich zrabowany i uszkodzony na zdrowiu; dla tego w tymże samym roku, za wolą władzy duchownej, przeniesiony zostaje na proboszcza parafii Jeżów.

Po przybyciu na miejsce nowego swego naznaczenia, boleje przede wszystkiem nad opuszczonym przybytkiem Bożym; sam też mając mieszkanie w domu zrujnowanym, bierze się ochoczo do pracy i po uzyskaniu pozwolenia, przy porozumieniu się z parafianami, w krótkim stosunkowo czasie odnawia kościół na zewnątrz, a głównie wewnątrz, przy prowadzając w nim wszystko do pierwotnego porządku i stanu: w końcu dopiero bierze się do wyreparowania swego skromnego zamieszkania i tego wszystkiego, co jeszcze do zrobienia pozostało. Nie dosyć na tern, w trakcie tych robót, za zgodą parafian i władzy, w r. 1897 zamawia anszlagi i kosztorysy u znanego budowniczego p. Wojciechowskiego, mające na celu powiększenie kościoła w Jeżowie, który w tych warunkach, na tak liczną parafię, jest wprost niewystarczającym.

Zdrowie wątłe już od lat najmłodszych, przy tern 80 lat życia na barkach, wszystko to razem czyni, że po wziętej myśli powiększenia kościoła, mimo najlepszych chęci, nie może ks. Andrzej dotychczas jeszcze w czyn zamienić. A nawet tak uroczysta dlań chwila (jak mi sam w liście donosi), jaką jest złoty jubileusz jego kapłaństwa, nie mogła być tak, jakby tego pragnął, w dniu 19 marca r. b. urzeczywistniona: w dniu tym w łóżku przeleżeć był zmuszony, odkładając uroczystość tę do miesięcy ciepłych, to jest do lipca. Ks. Stypułkowski, patrząc zawsze w przyszłość po kapłańsku, już dawno swą ostatnią wolą rozporządził, przeznaczając swe nie wychodzące z granic szczupłości mienie na cele miłości Boga i bliźniego. Mamy też niepłonną nadzieję, że skoro Najwyższy dozwolił ks. Andrzejowi tak sędziwych lat doczekać (co jest wyraźną oznaką błogosławieństwa Jego), niemniej także pozwoli mu obchodzić ten drogi dla niego dzień „złoty,“ który będzie niejako punktem wytycznym, szczególniej zaś dla tych, którzy po nim tęż samą co i on niwę uprawiać będą.

Ks. Ign. Gliński.

Przegląd Katolicki – tygodnik poświęcony sprawom religijnym, społecznym i kulturalnym
R.38, nr 14, 5 kwietnia 1900

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.