Liczne klęski pożarowe co rok nawiedzają nasz kraj pozostawiając bez dachu tysiące rodzin, niszcząc i ubożąc dobytek narodowy. Szczególnie wielkie spustoszenia czynią pożary we wsiach i osadach, gdzie domy drewniane, kryte słomą sprzyjają rozszerzaniu się ognia. Często bywa tak, że nieszczęścia jedną okolicę omijają, drugą zaś nawiedzają dosyć często. Jedną z tych nieszczęśliwych okolic stał się powiat Radzymiński: w samej tylko parafii Klembowskiej w ciągu jednego roku było dziewięć pożarów, z których dwa były dosyć groźne. Mianowicie przed rokiem spaliła się prawie cala wieś Klembów, składająca się z pięćdziesięciu kilku osad, a przed paroma tygodniami we wsi Lipka spaliło się dziesięć domów z całemi zabudowaniami gospodarskiemu Prócz tego, w sąsiedniej parafii pod Radzyminem przed paroma tygodniami w samo południe wybuchł pożar we wsi Dybów, spaliło się przeszło dwadzieścia zabudowań, a nadto ofiarą ognia padła jedna kobieta ratująca swe mienie. Żywiołowi sprzyjał wiatr i słomiane strzechy, i byłaby może cała wieś poszła z dymem, gdyby nie straż ochotnicza, która przybyła z Radzymina, i udzieliła po mocy w miarę swych sil.

Wypadki te skreśliłem dlatego, że na nie patrzałem, własnemi oczyma, lecz aby poznać całą grozę pożarów, dosyć jest wyjrzeć w nocy na świat i obejrzeć się wokoło, a już to na wschodzie lub zachodzie, południu lub północy, bliżej lub dalej widać łunę, zwiastującą nieszczęście. Wobec tego należyte zabezpieczenie od pożaru wiosek, osad i dworów staje się naglącą i pilną potrzebą. Dla skutecznej walki z ogniem niezbędne są narzędzia pożarnicze i zastęp ludzi wdrożonych i wprawnych w gaszenie pożarów. Zadaniu temu odpowiada dobrze zorganizowana straż ogniowa, zaopatrzona w odpowiedni tabor.

Myśl założenia straży ogniowej ochotniczej była już niejednokrotnie poruszana w parafii Klembowskiej przez ludzi dobrej woli. W tym celu zostało nawet zwołane zebranie gminne jesz cze 14 lipca b. r. Ks. proboszcz już w kościele po kazaniu, w imię miłości bliźniego, gorąco zachęcał, aby nie odkładano na później, lecz żeby się tylko naradzono w jaki sposób zrobić, żeby już raz straż została założona. Po skończonem nabożeństwie zebrało się przed gminą około czterystu gospodarzy. Jeden z nas zabrał głos i bardzo przystępnie i zrozumiale starał się przedstawić znaczenie straży ogniowej ochotniczej. Lecz wszystkie te wysiłki na razie nie od niosły pożądanego skutku. Spytasz zapewne, Kochany Czytelniku, dlaczego? Na pytanie to muszę odpowiedzieć, że chociaż słońce dla wszystkich jednakowo świeci, to lud nasz od wieków był pogrążony w ciemnościach, i chociaż dziś już mamy wielu ludzi takich, którzy o własnych siłach próbują walczyć z tym strasznym wrogiem, ciemnotą, to jednakże tam, gdzie o wszystkiem decyduje ogół, trudno jest coś zdziałać, zwłaszcza gdy się ma kilku przeciwników.

Przyglądając się temu zebraniu z boku i śledząc pilnie wszystko to, co się wewnątrz całego zgromadzenia działo, widziałem jak się tam kilku warchołów uwijało, prowadząc zupełnie przeciwną agitacyę, siląc się na różne nieprzyzwoite dowcipy. Zniecierpliwiony tem wszystkiem, pytam swego kolegi obok stojącego: „Po wiedz że mi, dlaczego nawet niektórzy z pogorzelców są stanowczo przeciwni założeniu straży ogniowej?” Ten mi odpowiada: „Ha! to są tacy, co to nawet z nieszczęścia potrafią wyciągnąć dla siebie korzyści; taki człowiek gdy zostanie zniszczony przez pożar, włóczy się później po wsiach i miasteczkach wyzyskując szczodrobliwość staropolską i nieraz taki nieszczęśliwy ma możność stanąć na lepszym gruncie, aniżeli poprzednio”. Znowu pytam: „A cóż to za jeden, ten wysoki, tęgi mężczyzna, co to się tak sili na różne dowcipy, odwodząc ludzi od pożytecznej rzeczy?” „O! to jest jeden z najzamożniej szych gospodarzy; mieszka sam na kolonjach, więc mniej się obawia o siebie, a że się ktoś tam czasem spali, to co? Przecież ten człowiek, który został dotknięty nieszczęściem, przedtem czuł się równym obywatelem nawet wobec bogatszego od siebie, a dziś musi iść do niego i błagać litości, prosić o wsparcie; ten zaś, dumny z tego, że jest proszony, wyrzuca hojną ręka, wiecheć słomy ze stodoły i myśli że już spełnił wielki miłosierny uczynek względem bliźniego. Albo znowu ten biedny musi się budować i sprowadzać potrzebny materyał nieraz o kilkanaście wiorst, to znowu idzie do bogatego i prosi w imię miłości bliźniego, aby mu do pomógł; ten się znowu nigdy nie wymówi temu, od kogo się spodziewa dobrego poczęstunku, który nieraz dubeltowo przewyższa wartość owej pomocy; ale niechno się ktoś tylko z tem trochę liczy, to może się sam zamordować, każdy wtenczas nie może, bo ma coś pilniejszego. Na to nieraz patrzyłem własnemi oczyma; naprzykład w Klembowie najłatwiej o sprowadzenie materyału było szynkarzowi. O, drogi bracie! Ten tylko spełni sumiennie swój obowiązek względem bliźniego, kto nie czeka, aż będzie proszony, lecz sam śpieszy z pomocą, nieraz z narażeniem własnego życia.”

Zebranie Klembowskie skończyło się na niczem; jednak że była tam garść ludzi, którzyby się byli zgodzili na założenie straży ogniowej ochotniczej; byli tam członkowie Klembowskiego kółka rolniczego im. Staszica, którzy gorąco popierali tę sprawę, postanowili jej nie zaniedbywać i dołożyć wszystkich sił, aby straż została założona, o czem w przyszłości znowu na piszę.

W. Koskowki

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 24 (19 października 1907)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.