Prawda o Ossowie jest jedna

– Spotykaliśmy się u Giertugi w pokoju. Ja, Ela Szymaniak, Kazio Mazurek, Edzio Urbanowski i Krzysiek Urbanowski, Krysia Sokół, Ania Szklarska. To był pomysł Giertugi, żebyśmy zrobili porządek w kaplicy w Ossowie. Chyba była to wiosna 1973 roku. Wziąłem konia od mojego dziadka Nowaka i z kolegami, nie pamiętam dokładnie ile osób wtedy pojechało, ale na pewno Edek, Krzysiek i Kazio, pojechaliśmy na Zalasek, na pole mojego pradziadka. Wycięliśmy brzózki, z których zrobiliśmy krzyże – wspomina Sławek Dorociak.

– Formowaliśmy groby, zrobiliśmy brzozowe krzyże, wypisaliśmy i przybiliśmy blaszane tablice z nazwiskami poległych. To, że tam pracowaliśmy, zawdzięczamy śp. księdzu Bogdanowi Giertudze, który nas do tej pracy zmobilizował, wręcz zapędził – mówi Konrad Rytel.

Przed 80 rocznicą Cudu nad Wisłą „pozbieraliśmy” wspomnienia ludzi, którzy jako pierwsi w powojennej historii tego miejsca zadbali o to, by ludzie o nim nie zapomnieli. Dziś, po wielu latach zacierają sie wspomnienia. Niektóre fakty uległy zapomnieniu, zamazały się szczegóły. Warto więc przypomnieć niektóre nazwiska, osoby, warto przypomnieć ten kawałek historii.

Próba dotarcia – lata 1964-1969

KS. MIECZYSŁAW STEFANIUK, proboszcz parafii p.w. Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonce: – Pracowałem w parafii razem z księżmi Grzegorzem Kalwarczykiem i Januszem Kuśnierczykiem (juz nie żyjącym – przyp. red.) Uczyłem dzieci religii na Stefanówce i w Ossowie. Przed mostkiem były wtedy tablice informujące, że dalej to już jest poligon, że strzelanie, że grozi śmiercią. Chodziliśmy wtedy z dziećmi do kaplicy w Ossowie, na ten poligon. Proszę sobie wyobrazić taki widok: wszystkie okna wytłuczone, kraty pordzewiałe. Nosiliśmy tam czasami kwiaty, najczęściej polne.

Czyniłem również w tamtych latach próby oficjalnego dotarcia do tego miejsca. Raz nawet udało mi się dotrzeć do jakiegoś wysokiej rangi oficera w jednostce wojskowej w Zielonce. Jakoś mnie tam wpuszczono. Chciałem to z ludźmi jakoś oszkilić… Ale wojskowy tylko rozłożył ręce. Że to teren państwowy i nic nie da się w tym temacie zrobić. Żadnego pozwolenia na to nie dostanę. A w ogóle to się wręcz zabrania tam wchodzić. Proszę pamietać, że to były lata 1964-1969.

Pojawialiśmy się tam czasami

MICHAŁ JAKUBOWSKI: – Pierwsze próby zaopiekowania się tym miejscem, jeszcze za księdza Grzegorza Kalwarczyka czy księdza Stefaniuka, były skierowane do środowiska ministranckiego. Księża nam opowiadali, że jest takie miejsce, że należałoby zająć się nim, ale nie skutkowało to właściwie żadnymi wymiernymi efektami. Pojawialiśmy się tam czasami, zapalaliśmy świeczki i to było wszystko. Za księdza Bogdana Giertugi nastąpił dopiero jakiś przełom. To on jako pierwszy powiedział nam, że powinniśmy się chlubić, że na naszym terenie jest takie miejsce. Był to rok 1973. Wielu z nas było wtedy po maturze. Było sporo wolnego czasu. inspiracje Bogdana Giertugi spowodowały to, że zaczęliśmy zmieniać to miejsce. Do dzisiaj pamiętam, jak przyjeżdżamy tam na swoich składakach, z grabiami, wiadrami i zastanawiamy się co tam robić.

KONRAD RYTEL: – Wtedy koło kaplicy było pastwisko, wszędzie były widoczne ślady pobytu krów. Kaplica była zdewastowana: w środku były ślady po palonych ogniskach. Ściany były wymalowane różnymi napisami jakich i dziś nie brak na różnych budynkach, technika tylko była trochę inna. Ktoś, kto tego nie widział, nie uwierzy, że mogło to tak wyglądać. Była to jedna wielka ruina. Co my, młodzi, mogliśmy wtedy zrobić, to zrobiliśmy.

MIREK BUJALSKI: – Właściwie to niewiele pamiętam. Tyle tylko, że było to w okropnym stanie. Tam po prostu było wysypisko śmieci. Porządkowaliśmy to. Przy takiej wielkiej lipie składaliśmy śmieci. Pamiętam taki jeden wyjazd: robiliśmy coś przy samym grobie. W piaskowcu wykuwaliśmy napisy, właściwie od nowa. Żadnych grobów tam nie było. Ktoś, nie wiem, może Celina, może Konrad, malowali tablice z nazwiskami poległych…

Myśleliśmy normalnie, że nas zgarną – wiosna 1973

SŁAWEK DOROCIAK: – Spotykaliśmy się u Giertugi w pokoju. Ja, Ela Szymaniak, Kazio Mazurek, Edzio Urbanowski i Krzysiek Urbanowski, Krysia Sokół, Ania Szklarska. To był pomysł Giertugi, żebyśmy zrobili porządek w kaplicy w Ossowie. Chyba była to wiosna 1973 roku. Wziąłem konia od mojego dziadka Nowaka i z kolegami, nie pamiętam dokładnie ile osób wtedy pojechało, ale na pewno Edek, Krzysiek i Kazio, pojechaliśmy na Zalasek, na pole mojego pradziadka. Wycięliśmy brzózki, z których zrobiliśmy krzyże. Potem krzyże były położone na wóz i pojechaliśmy.

Na teren cmentarza dojechaliśmy przez rzeczkę, mostu wtedy nie było. Wjechaliśmy na teren poligonu. Nikt nas nie zatrzymał, ale pomyśleliśmy sobie, że może nas normalnie zgarną. Dojechaliśmy na szczęście bez przeszkód na teren cmentarzyka. Wszystko to był teren poligonu. Podjechalismy tam. Jacyś ludzie, pamiętam, plątali się – miejscowi, którzy paśli tam krowy. Podjechaliśmy i zamontowaliśmy te krzyże.

KRZYSIEK URBANOWSKI: – Każdy z nas miał jakieś zadanie do wykonania. Każdy wiedział, co ma robić. Jechało się, robiło, co było trzeba i już.

ksiądz Bogdan Giertuga

ksiądz Bogdan Giertuga

On przekroczył tablice z zakazami

KSIĄDZ BOGDAN GIERTUGA przewija się we wszystkich tych wspomnieniach. Ci, którzy go znali, mówią o nim: kapłan szczególny, zapaleniec. Pisząc o kaplicy w Ossowie, nie sposób zapomnieć o nim.

– Byłam wtedy jeszcze bardzo młoda. Pamiętam jednak, że ksiądz Bogdan Giertuga przychodził do naszego domu, do mojego brata Sławka. Gdy był w Kobyłce, to właśnie on pokazał nam, że można coś w Ossowie zrobić. Wszyscy się przyzwyczaili, że to był teren wojskowy, że nie za bardzo można tam wchodzić. On przekroczył tablice z zakazami i wszedł z grupą młodzieży na teren cmentarza – wspomina Grażyna Dorociak, obecnie Murawska.

– Ksiądz Bogdan Giertuga był kapłanem specyficznym. Dzięki niemu zainteresowaliśmy się historią najbliższego nam terenu. od niego dowiedzieliśmy się, że historia jest w zasięgu ręki, jest tak blisko nas – mówi Michał Jakubowski.

– To zaangażowanie udało się z nas, młodych, wydobyć księdzu Bogdanowi Giertudze, który przyszedł do parafii chyba w roku 1972. Był to kapłan szczególnie zaangażowany w pracę z młodzieżą. Należał do ludzi, jakich trudno w ogóle spotkać. Niezwykły kapłan – twierdzi Konrad Rytel.

Wiedzieliśmy co robimy

EDZIO URBANOWSKI: – Mieliśmy świadomość tego, co robimy. Widzieliśmy obojętność mieszkańców Ossowa, którzy co najwyżej w okolicy cmentarza pasali krowy. Ksiądz Giertuga pokazał nam inną historię, historię prawdziwą. Inną Polskę, zwłaszcza tradycję, kulturę, walcząca o wolność i wartości chrześcijańskie. Dzisiaj wielu, szczególnie z Wołomina, głośno mówi, że coś robili. To łgarstwo. Pamiętam, gdy w 1978 roku ksiądz Konowrocki mnie i Andrzejowi Parysowi polecił oczyszczenie kaplicy i usunięcie rdzy z krat. Był z nami wtedy blacharz, który łatał dziury w dachu na kaplicy. Wtedy nadjechało czarną wołgą UB. Zostaliśmy spisani i musieliśmy powiedzieć, dlaczego tu pracujemy. Prawda o Ossowie jest jedna: ksiądz Bogdan Giertuga, który rozumiał i umiał to przekazać nam, wtedy 16, 17-letnim ludziom.

Ksiądz Bogdan Giertuga z parafii św. Trójcy w Kobyłce został przeniesiony do Józefowa. Cały czas utrzymywał kontakt ze swoimi przyjaciółmi z Kobyłki. Zginął w wypadku samochodowym w połowie lat 90.

Tygodnik Wołomiński, rok 2000

2 Komentarzy

  1. Pingback: portal Wołomin | Prawda o Ossowie jest jedna

  2. Łukasz

    Wszystko pięknie napisane– tylko nikt nie wspomina o ks. Konowrockim z Kobyłki. To on wywalczył z władzą to co teraz nazywamy świątynią (kaplicą)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.