Przywódca komitetu

Wśród żydowskich uchodźców, którzy osiedlili się w Wołominie, był Grinberg, który za rządów Kiereńskiego był przywódcą gminy żydowskiej w Kijowie. Kiedy myślę o nim, uważam go za człowieka zasłużonego dla historii żydowskiej tradycji i działalności społecznej. On czerpał wiele z żydowskiego folkloru żydowskiej mądrości. Był faktycznym przywódcą żydowskiego komitetu uchodźczego zorganizowanego w Wołominie. Ale nie mając polskiego obywatelstwa nie mógł formalnie stać na czele żadnej organizacji. Zdecydował zatem, że to ja powinienem figurować oficjalnie jako przewodniczący komitetu. Faktycznie to on był całą duszą tego przedsięwzięcia. Jego brat i żona byli krewnymi bankiera Szereszewskiego i całe życie spędzili w Wołominie. Jego córką była sławna pieśniarka Wiera Gran.

Moja współpraca z Grinbergiem była dla mnie uniwersytetem. Przytaczał on tysiące przykładów, jak na przestrzeni dziejów nasi żydowscy przodkowie przeżywali kłopoty, trudności i szykany, ale wychodzili z nich obronną ręką. Nie rozumiał, dlaczego polskie społeczeństwo patrzy na Żydów jak chłop na złego wilka w nocy. Miał w sobie ducha walki, z jego ust padało wiele życiowych prawd i mądrych sformułowań. Wiedział, że można wyjść cało nawet z krwawej rewolucji bolszewickiej, nawet z prześladowań Żydów w Rosji. Dawał wskazówki, jak stawiać czoło antysemityzmowi, który wzrastał w polskim narodzie.

Między pierwszymi współpracownikami w komitecie był także Gadensztajn, uczony przewodniczący gminy żydowskiej z Proskurowa. Żyd wymowny, światły, a do tego z gorącym żydowskim sercem. Wśród uchodźców społeczników był jeszcze jeden, którego nazwiska niestety nie pamiętam. Ale pamiętam mnóstwo jego cennych wskazówek, wryły się w pamięć nie tylko mnie, ale wszystkim rówieśnikom…

Już w pierwszych tygodniach po przybyciu, uchodźcy spotkali się z niechętnym nastawieniem PPS–u, który uważał, że trzeba ich odesłać. Takie nastawienie motywowano niedostatkiem, który się wtedy szerzył. Napływ tysięcy ludzi spowodował popyt na artykuły pierwszej potrzeby i jedzenie. Kupcy podnieśli ceny, a to uderzyło w robotników. W mieście zaczynało się robić niespokojnie. Prawda jest taka, że także wśród żydowskiej biedoty zaczęto narzekać na niedostatek, ale po rozmowach i wyjaśnieniach ucichło.

Fragment Księgi Pamięci Żydów Wołomina
tłumaczenie: Katarzyna Brodacka i Mirjam Boehm
redakcja tekstu: Marzena Kubacz i Agata Sobczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.