Z Warszawy donosi (Łot): Na wiadomość o krwawych rozruchach w Jadowie pod Radzyminem wyjechał na miejsce specjalny Wysłannik „I. K. C.“, który zebrał szczegółowe informacje o tle i przebiegu wypadków.

Od szeregu lat gmina osady Jadowo pobierała opłaty za przyjazd na targowisko z furmanką, za miejsce spędu świń, krów albo cieląt. — Oprócz tego pobierano opłaty pieniężne za przywóz jarzyn i pomimo spadku cen i domagania się wieśniaków, aby zniżono opłaty — opłat tych nie obniżono, lecz przeciwnie podwyższono je, albo też pobierano dowolnie w wypadkach indywidualnych. Oprócz opłat, pobieranych przez poborców gminnych przy wejściu na targowisko, pobierano od sprzedawców nabiału, jarzyn i innych artykułów spożywczych każdorazowo po 7 zł. za miejsce na targowisku. Wskutek tego między okolicznymi gospodarzami a zarządem gminy wynikł zatarg już w czasie świąt Wielkiej Nocy i gdyby nie taktowne stanowisko policji, byłoby już wówczas doszło do krwawych rozruchów.

Również należy zwrócić uwagę na fakt, że z chwilą wejścia w życie ustawy o podatku drogowym, w tym samym dniu wygasła ustawa o pobieraniu jakichkolwiek opłat rogatkowych, wjazdowych i t. d.

W ubiegły poniedziałek miał się dorocznym zwyczajem odbyć w Jadowie wielki jarmark, połączony z wielkim zjazdem furmanek i handlarzy. Wszystkie wejścia na rynek i na targowisko zostały obstawione posterunkami poborców, którzy — jak twierdzą włościanie — w swoich żądaniach byli wobec jednych nieustępliwi, zaś z drugich ściągali niższe opłaty, redukując je indywidualnie z 7 zł. do 5, 4 i 3 zł. Postępowanie to wywołało wśród włościan i handlarzy olbrzymie niezadowolenie. Gdy do tego znaczna liczba podżegaczy poczęła się uwijać wśród tłumu, tłum, uzbroiwszy się w kłonice, orczyki, kamienie i cegły, rzucił się na policjantów. Policjanci, którzy wystąpili pod komendą przod. Jachniewicza, zachowali zimną krew i taktownie poczęli tłum uspokajać, co odniosło chwilowy skutek.

Wieśniacy uspokoili się. a policjanci powrócili na posterunek. W międzyczasie o zajściach powiadomiono komendanta powiatowego w Radzyminie, który samochodem wysłał do Jadowa liczny oddział policji, oraz wezwał posiłki z okolicznych posterunków. Gdy do Jadowa poczęły przybywać oddziały policji — agitatorzy wmieszali się w tłum i poczęli agitować, aby nie słuchać policji, gdyż ta przybyła, aby ściągnąć z chłopów opłaty na rzecz gminy. W chwili, gdy oddział policji pod komendą komisarza Perkowskiego wkroczył na rynek, aby usunąć agitatorów, został obrzucony ze wszystkich stron kamieniami, cegłami oraz zaatakowany kołami i kłonicami.

Pierwszy został ranny posterunkowy Adamski. Następnie komisarz Perkowski otrzymał silny cios kłonicą w plecy tak, że upadł na jezdnię. Na pomoc obu rannym rzucili się policjanci i kilka osób cywilnych. Ci ostatni wyrwali nieprzytomnego posterunkowego Adamskiego z rąk rozszalałego tłumu i przenieśli go do pobliskiego szpitala. Komisarz Perkowski, obok którego zjawił się starosta radzymiński. Morawski, wezwał tłum do rozejścia się. Wezwanie to jednak przeszło bez echa. Wobec tego oddano salwę ostrzegawcza w powietrze, a gdy to nie odniosło skutku z powodu nieustanengo podburzania tłumów przez agitatorów, padła salwa w tłum, jedna, a po chwili druga. Na placu boju pozostał jeden zabity i ranni. Zwłoki zabitego Trzcińskiego przewieziono z rynku do kostnicy, do szpitala zaś przewieziono rannych: Stanisława Kurowskiego lat 25, Jana Siwińskiego lat 26. Obaj wkrótce zmarli. Dalej przywieziono rannych: Juljana Przyborowskiego lat 40 (naruszenie kręgosłupa), Witolda Kurka, lat 30 (rana postrzałowa prawej ręki), Władysława Górskiego, Waltera Stefana i Marję Jaczewską (rany postrzałowa nóg). Oprócz wymienionych, w aptekach i u felczerów udzielono pomocy kilkudziesięciu osobom, które zostały ranione bądź od kul, bądź też od klonie i drągów.

Na miejsce wypadku przybył natychmiast komendant policji wojewódzkiej z Warszawy inspektor Tomaszewski, nacz. urzędu śledczego insp. Chmaj, nadkom. Chełmicki i kilku wywiadowców. W wyniku przeprowadzonych dochodzeń aresztowano i osadzono w więzieniu: Józefa i Kazimierza Bieńków, Antoniego Rudzkiego, Ignacego Knota, Stanisława Żelazowskiego, Stanisława Beredę, Władysława Dryznę i Piotra Gąsiorka. Przy aresztowanym Józefie Bieńku, kasjerze kolejowym z Tłuszcza, znaleziono wiele obciążającego materjału oraz instrukcje dla swych dziesiętników, jak mają występować przy demonstracjach przeciw policji. Wszystkich aresztowanych widziano w tłumie, jak dowodzili nim, kierując i zachęcając do walki z policją.

W późnej porze wieczornej przed domami gromadziły się grupki mieszkańców, którzy biadali nad tragicznemi wypadkami dnia.

Ilustrowany Kuryer Codzienny
1932, nr 194 (15 VII)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.