„Mało rodaków wie lub pamięta, że w okolicach Wołomina rozegrała się, we wrześniu 1944 roku jedna z najkrwawszych i największych bitew jednostek pancernych podczas II wojny światowej. Dla pancerniaków Związku Radzieckiego tutaj właśnie, po słynnej batalii czołgów pod Kurskiem, była druga z kolei, najtrudniejsza przeprawa z hitlerowskimi tankami.

Przypomniano o tym podczas tegorocznych obchodów 39 rocznicy wyzwolenia Wołomina w dniu 6 sierpnia. Uroczystość tegoroczna była okazalsza od minionych. W tym roku. bowiem Wołomin obchodzi również „dekadę” z okazji 60-lecia istnienia miejscowego MZKS „Huragan” — kolejarskiego klubu o bogatych. tradycjach. Kulminacyjne obchody tego jubileuszu, jakim poszczycić się może tylko czołówka najbardziej zasłużonych klubów sportowych w Polsce, odbędą się w listopadzie br. Od kilku miesięcy jednak pracuje już  komitet organizacyjny jubileuszu „Huraganu” z niezmordowanym Jerzym Cudnym na czele, który choć mieszka już sporo lat w Warszawie, nadal sercem i czynem jest w Wołominie.

Otóż z okazji rocznicy wyzwolenia Wołomina i jubileuszu kolejarskiego klubu zorganizowano wspólnie z władzami miasta, miejscową organizacją ZBoWiD, zakładami pracy, szkołami i działaczami „Huraganu” — niecodzienne uroczystości.

Pod pomnikiem Bohaterów Ziemi Wołomińskiej poległych w walce z okupantem hitlerowskim wygłoszono przemówienia przypominające tradycje sprzed 39 laty i te sportowe sprzed 60, gdy „Huragan” grał w nogę jeszcze „dziko”, na terenach obok glinianek. Złożono pod pomnikiem w centrum miasta wieńce i wystartowali zawodnicy — amatorzy do małego biegu maratońskiego na
dystansie 17,5 km z zakończeniem na stadionie „Huraganu”. Wystartowały też sztafety dzieci ze szkół podstawowych Wołomina, by również finiszować na bieżni „Huraganu”.

Mieszkańcy Wołomina i liczni sympatycy kolejarskiego klubu — także z okolic i z Warszawy, przenieśli się spod pomnika na trybuny stadionu, by oglądać finisz biegaczy, uroczystość wręczenia pucharów i dyplomów najlepszych w maratonie i w sztafecie oraz wziąć udział w uroczystościach klubowych.

Odsłonięty został obelisk upamiętniający 60-lecie „Huraganu” (kamień — postument bezpłatnie zdobył nieoceniony Jurek Cudny od władz dzielnicy Wola w Warszawie). Na kamieniu są metaloplastyczne postacie sportowców 4 dyscyplin uprawianych obecnie w „Huraganie”: piłkarza, siatkarza, ciężarowca i koszykarki, a pod spodem napis — ..1923-1983”. Pod obeliskiem przemawiał wiceprezes klubu, jeden z zasłużonych seniorów Miron Cichecki. Następnie goście zwiedzali otwartą niedawno staraniem Seniorów klubu Izbę Sportową „Huraganu” pełną pamiątek zdobytych od byłych członków, zawodników, sympatyków, działaczy z prywatnych kolekcji, nieco od prezesa byłej RKFiT „Kolejarz” a także z gablot sekretariatu klubu (puchary). W ten sposób zrobiło się miejsce w gablotach sekretariatu na nowe puchary w następnym 60-leciu a Izba Sportowa stała się zalążkiem przyszłego, lokalnego Muzeum Sportów w Wołominie.

Są w tej izbie puchary, kroniki klubu sprzed wojny i z lat okupacji, zdjęcia, w tym unikalne z 1923 r. i z rozgrywek „podziemnych” w. latach 1939-44, dyplomy, udana kompozycja plastyczna upamiętniająca konspiracyjne rozgrywki piłkarzy w czasach okupacji, proporce, sztandar klubu z 1933 r. (przechowany przez okupację w skrytce sporządzonej przez jednego z działaczy „Huraganu”, trofea międzynarodowe i krajowe, legenda z nazwiskami działaczy, zawodników itp.

Wewnątrz obiektu „Huraganu” (hotel: turystyczny, sala gimnastyczna, świetlica. sekretariat, pomieszczenia sanitarne dla zawodników) eksponowano na ścianach setki rysunków dzieci ze szkół wołomińskich. Dzieci rysowały na konkurs z okazji 60-lecia „HIuraganu”. Twórcy najlepszych rysunków zdobyli nagrody, a klub nowych, młodych kibiców i kapitalne pamiątki. Któż inny niż dziecko mogłoby wymyślić… piłkarza z siwą brodą z napisem na koszulce „60-letni Huragan”!

A później ci 60-latkowie i starsi od nich seniorzy klubu, spotkali się na wieczorze wspomnień. Byli na tym spotkaniu naczelnicy miasta, dyrektorzy miejscowych zakładów pracy (oprócz naczelnika
stacji — a szkoda!), wodzowie tutejszej milicji, zbowidowcy, przyjaciele i działacze klubu a nade wszystko ci z przedwojennych i wojennych działaczy i zawodników, którzy dotrwali do jubileuszu 60-lecia „Huraganu”.

To co opowiadali seniorzy na tym spotkaniu, nadawałoby się na piękną, grubą księgę (zresztą drukowana jest obecnie kronika klubu w zaprzyjaźnionej drukarni w Warszawie na ul. Smolnej, gdzie też dyrektoruje jeden z byłych działaczy „Huraganu”. Zacytujmy choć dwa wspomnienia:

„Jak głosi legenda nazwa klubu wzięła się od pseudonimu pewnej dziewczyny z lat dwudziestych, zadziornej, pełnej temperamentu, która grała z chłopakami w piłkę nożną i której nadano przezwisko „Huragan”. Później doszło do historycznego meczu: między dwoma dzikimi wówczas drużynami Wołomina — „Huraganem” i „Koroną”. Stawką meczu miała być nazwa łączącego się wówczas klubu. Wygrał „Huragan” 2:1 i taka nazwa już została…”

A oto drugie wspomnienie:

„Jechaliśmy na mecz konspiracyjnych rozgrywek tajnego Warszawskiego OZPN w 1942 roku do Legionowa — opowiada bramkarz tej drużyny z lat okupacji, Świrczak. — Na miejscu okazało się, ze nasi przeciwnicy nie mogli się stawić na boisku, bowiem otoczyła go kołem stacjonująca tutaj jednostka Wehrmachtu i kolaboracyjnych wojsk bułgarskich. Gdy podeszliśmy do boiska Niemcy zaproponowali nam w stanowczej formie rozegranie meczu z nimi. Później okazało się, że mieli w swoim składzie kilku graczy ekstraklasy niemieckiej ze „Schalke 04” — mistrza Niemiec i kilku Bułgarów reprezentantów tego kraju. Nie mieliśmy wyboru: chciał, nie chciał trzeba było grać…

Za bramką stało dwóch umundurowanych „kibiców” z karabinami skierowanymi na boisko. Przed moją bramką zaś — wspomina golkiper „Huraganu” — rozsypano szkło. Wrzask niemiecki był okrutny. A mimo tego nasz sędzia podyktował dla nas jedenastkę! Miał chłop odwagę. Wzięli go na bok za boisko, poszturchiwali, grozili, ale decyzji nie zmienił. Strzał i prowadzimy 1:0! Do przerwy było 1:1, a na końcu 2:1 dla nas. Tego meczu niej zapomnę nigdy. Wialiśmy z boiska w Legionowie tak, że zgubiliśmy buty i ciuchy. Do domów w Wołominie docieraliśmy pojedynczo, w niekompletnych sportowych strojach…”

Szkoda, że nie słyszeli tych wspomnień młodzi piłkarze „Huraganu” trenujący akurat na boisku. Myślę, że jeszcze je usłyszą lub przeczytają i zrobią starszym kolegom niespodziankę awansując
z okazji jubileuszu do III ligi! Życzę im tego z całego serca.

Romuald Kowalski

Sygnały – tygodnik kolejarza
1983

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.