Wacław Nowotny (23.03.1904 – 23.04.1985)

Po II wojnie światowej stan naszego przemysłu szklarskiego był niezwykle trudny, by nie powiedzieć – opłakany. Na uruchomienie oczekiwało około 100 hut szkła. Niestety wszędzie brakowało kadry inżynieryjno-technicznej. Przyczynił się też do tego zwyczaj sprzed I i II wojny światowej, że zatrudniano do tego celu głównie cudzoziemców, którzy niestety już nie wrócili do pracy i część kadry także wyginęła. Konieczność przejęcia i możliwie najszybszego uruchomienia kilkunastu hut na ziemiach zachodnich jeszcze bardziej dramatyzowała ten problem, gdy trzeba było uzupełniać brakujące maszyny, sprzęt i ratować opuszczone huty przed gangami złodziejskimi zwanymi wówczas szabrownikami. Priorytetem dla zniszczonego kraju stała się pilna potrzeba szkła okiennego i gospodarczego. Trzeba było szybko i błyskawicznie zasilić chociaż trochę przygotowaną kadrę by kierowała uruchamianymi zakładami. Cały ośrodek pionierski przemysłu szklarskiego w tym czasie skupił się w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie zaczęły powstawać pierwsze 8-miesięczne kursy hutmistrzowskie w latach 1946-1948 oraz powstanie w 1948 r. Gimnazjum Hutnictwa Szkła. Tam właśnie również tymi problemami zajęli się głównie inż. Dobrzański i nasz Wacław Nowotny. Tam powstały również pierwsze zręby biura projektów pod nazwą Biuro Studiów i Projektów Przemysłu Szklarskiego oraz firma zarządzająca zjednoczonymi hutami pod nazwą Południowo-Zachodnie Zjednoczenie Przemysłu Szklarskiego. Tam również zaczęły powstawać czasopisma poświęcone szkłu i pierwsze podręcznikowe i informacyjne materiały dla kursantów czy uczniów.

Podstawy do opracowania tych materiałów zdobywano z Europy zachodniej i ZSRR, które sprowadzano przeróżnymi drogami i przemyślnymi zabiegami. Jednakże postępująca odbudowa stolicy i okolic zdecydowała, że postanowiono przenieść te wszystkie ośrodki w pobliżu stolicy. I tak w 1948 r. rozpoczęto budowę Technikum Przemysłu Szklarskiego w Wołominie, której dyrektorem został inż. A. Dobrzański, a współorganizatorem Wacław Nowotny. Zanim jeszcze powstało technikum, nasz „Wacek”, jak go popularnie nazywali uczniowie, uczył technologii szkła z nielicznymi uczniami w kierunku technologii szkła w Państwowym Liceum Chemiczno-Ceramicznym w Warszawie, a następnie od 1952 r. w Wołominie, gdzie zamieszkał z rodziną na ul. Legionów 68 na rogu ul. Wiejskiej. W miedzy czasie przeniesiono do Wołomina również z Piotrkowa w/w biuro projektów w miejsce byłej garbarni, gdzie profesor równolegle pracował i nim kierował do 1957 r., kiedy na skutek reorganizacji ową placówkę przeniesiono do Warszawy. Wraz z nią opuściło technikum również kilku nauczycieli będących wykładowcami przedmiotów zawodowych. Nasz pedagog dojeżdżał do Warszawy do pracy i uczył w wołomińskim technikum, tą sytuację wytrzymał 2 lata i na skutek trudności zdrowotnych od 1959 r. całkowicie poświęcił się pracy pedagogicznej aż do 1969 r., kiedy to odszedł na emeryturę.

Nie do zapomnienia były wykłady prowadzone przez naszego Wacka, wówczas preferował jeszcze mało znany sposób nauczania w zespołach, który zdecydowanie pozwalał na szybsze przyswajanie materiału, a zarazem wymagał od uczniów i od Niego ciągłego przygotowania do lekcji technologii szkła. Wacek był surowym, ale dobrym nauczycielem, był wymagający trochę w połączonym stylu drylu wojskowego i starego zwyczaju obsługi profesora na przedwojennej uczelni. Każdy już od 2 klasy musiał mieć jasną koszulę i krawat, być w miarę czysty, skromnie ubrany i zachować się przyzwoicie. Z miejsca potrafił jednym spojrzeniem , jak szef kompanii w wojsku – zlustrować ucznia i wyciągnąć braki w ubiorze czy wyglądzie i potem je np. po odpowiedzi uwypuklić. A do naszego technikum uczniowie przyjeżdżali z całej Polski ze szkół podstawowych o różnych tradycjach i różnym stopniu poziomu nauczania i właśnie głównie On, nasz Wacek, potrafił nad tą młodzieżą zapanować. Bano się Wacka, a zarazem kochano za sprawiedliwość. Potrafił przestraszonych maturzystów po pozytywnie zdanych przedmiotach zawodowych wybronić, gdy im nie poszły egzaminy z innych przedmiotów (j.polski, matematyka, nauka o Polsce i świecie współczesnym) uzasadniając np. że to będzie dobry technik itp. Zawsze miał asystę uczniowską w drodze z domu do szkoły i z powrotem, a w czasie tych spacerów zawsze miał nowy temat do rozmów. Jego opowiadania o szkle, o historii, o szczegółach lekcji były zawsze poprzedzane powiedzonkiem, które zawsze musiało być: „tego na tego powidzmy sobie”, do którego przywykliśmy i przyzwyczailiśmy się.

Wystawiana ocena za odpowiedź ustną czy pracę pisemną, to też oddzielny rozdział, bowiem w zapiskach profesora składała się z cząstek dodatkowych punktów składających się na ogólne podsumowanie. Do dzisiaj pamiętamy czasem zbierając się na zjazdach czy spotkaniach absolwentów o Jego pracowni technologicznej i wiszącym tam przez cały okres haśle „wszystko, czego wymagam od was potrzebne jest nie mnie, lecz wam„. Sala technologiczna to również interesujące zbiory przepięknych wazonów, często prywatnych zdobyczy profesora. By przyspieszyć dopływ kadry zorganizowano z polecenia Zjednoczenia Przem. Szklarskiego – Technikum Zaoczne w trybie sobotnio-niedzielnym, 2-letnie w którym Nowotny był nauczycielem przedmiotów zawodowych. Wszystkie programy nauczania w technikum czy szkołach zawodowych o profilu szklarskim powstawały wg jego pomysłów. Za pracę pedagogiczna był wielokrotnie doceniany i nagradzany. Pogrzeb Wacka zgromadził kilkadziesiąt autobusów i delegacje z każdej prawie huty szkła w Polsce i zarazem nieformalny zjazd szklarzy wszystkich roczników.

1 Komentarz

  1. jerzy

    Tak było .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.