Obóz nr 17 

Pewnego dnia Mirosława wraz z dwoma współwięźniami wywieziono opancerzonym samochodem do obozu zbiorczego, do celi, gdzie byli i Ukraińcy, i Rosjanie. Skazanym dyktował prawo więzień Rosjanin, starosta celi, zwykły bandzior. On wybierał to co chciał z paczek żywnościowych współwięźniów i on decydował co wolno, a czego nie wolno w celi. 

10 grudnia 1945 roku Mirosław z grupą więźniów został wsadzony do pociągu w Lwowie, a 6 stycznia znalazł się w Workucie. 

– Głodowaliśmy podczas drogi. Początkowo dawali nam kawałek razowego chleba dziennie, który wyglądał jak chleb, ale to było błoto. Z początku dawali też wodę do picia i malutką soloną rybę, którą nazywali komosa. Wpierw dawali nam jedzenie codziennie, źniej raz na trzy dni. Z czasem wody już nie było, jedynie dostarczano nam balie ze śniegiem. Tak dotarliśmy do Workuty, a jedynym naszym marzeniem była woda. Poznałem wówczas głód wody, który jest gorszy od głodu jedzenia. 

Tym transportem przyjechało ponad pięciuset łagierników, których rozdzielono do baraków. W baraku Mirosława było szećdziesięciu współwięźniów. Do jedzenia, poza zbitym razowcem dostawali kawałek ryby i wodnistą zupę. Mirosław nie mógł przełknąć ani kawałka ryby i swoją porcję wymieniał na tytoń. Potem tytoń wymieniał na chleb. 

To był obóz numer 17. Zaczynali od zera tworzyć kopalnię węgla. Jak przyjechali do Workuty, to w szczerym polu, w jednym miejscu był wbity w śnieg kołek, tu miała być kopalnia, drugi kołek wskazywał miejsce przyszłego obozu. Prace zaczęli od odgarniania śniegu łopatami. Nie prowadzono żadnych wierceń, rozgrzewano metalowe szpice w ognisku i wbijano je młotami  ziemię. Potem przyjeżdżali strzałowi, rosyjscy Niemcy. 

– Niby byli wolni, ale kiedy zostali zesłani na Workutę i mimo upływu lat wciąż mieli zakaz jej opuszczania. 

Całe lato Mirosław budował kopalnię, jesienią trafił do innej kopalni, już czynnej, a także do innego obozu. Tu było ponad pięć tysięcy więźniów, a wśród nich wielu kryminalistów. Nowi więźniowie stawali przed komisją lekarską, a raczej pseudolekarską. Mirosława uznano za zdolnego do średnio ciężkiej pracy fizycznej i posłano go na przodek kopalni. Osiem godzin dziennie pchał wagony, na zmianę puste i naładowane węglem. Niedożywiony młody mężczyzna słabł z dnia na dzień. Pewnego dnia w jego baraku pojawiło się dwóch Polaków, więźniów, jeden z nich był przedwojennym profesorem Uniwersytetu Wileńskiego. Załatwili Mirosławowi lżejszą pracę, w dziale kontroli technicznej. 

– Starsi Polacy skupiali wokół siebie młodych rodaków. Ale były też przyjaźnie między różnymi nacjami. Na przykład Polacy przyjaźnili się z Litwinami. Jedynie Estończycy tworzyli raczej zamkniętą grupę i nieco się wywyższali. 

W obozach panowała duża śmiertelność. Bywało tak. Ludzie spali obok siebie na pryczach, w nocy jeden umierał. Rankiem jego sąsiad szybko zjadał podwójną porcję żywności, póki nikt się nie zorientował, że o jednego więźnia jest mniej. 

– Słabszy nie wytrzymywał i musiał umrzeć. Do tego dochodziły wypadki w kopalniach. 

Tak było do 1951 roku. Powoli jednak zaczęły się poprawiać warunki w obozach, które dotychczas były gorzej niż tragiczne. Wybudowano pomieszczenie łaźnią i suszarnią, zaczęto wydawać dwa komplety odzieży, do pracy i na zmianę. 

ł wolny 

Więźniowie mogli pisać listy, ale tylko dwa razy w roku i jedynie do adresatów na terenie Związku Radzieckiego. Na pięć tysięcy łagierników było 150 Polaków, środowisko dobrze zintegrowane. W obozie prowadzono nawet tajne nauczanie. Po 1951 roku poprawiły się również warunki mieszkaniowe, zaczęto też lepiej karmić więźniów. Mimo tej względnej poprawy, po śmierci Stalina w 1953 roku łagiernicy zaczęli strajkować. Obóz za obozem wstrzymywał prace. Więźniowie otrzymywali normalne jedzenie, tylko dookoła obozów były ustawione karabiny maszynowe. 

– Wszyscy czekali nie wiadomo na co. 

Przyjechała specjalna komisja z Moskwy. Pytali o przyczyny strajku. Ludzie mówili o wysokich wyrokach, złym żywieniu, ograniczeniu możliwości pisania listów do domu, o zamykaniu baraków itp. W jednym z obozów nie chciano wpuścić komisji, rzucano w nią kamieniami, aż wpadli żołnierze i zaczęli strzelać do więźniów. Ponoć wtenczas zostało zastrzelonych trzystu więźniów. 

Mirosław rozpoczął nową pracę jako monter łączności. W kopalniach było ponad 70 telefonów i dużo żnego rodzaju przewodów. W obozie było też boisko do piłki nożnej. Poszukiwano zawodników i Mirosław zgłosił się na ochotnika, zaczął trenować. Gra była dla niego rozrywką, a jednoczenie szły za tym większe porcje żywnościowe. W końcu zaczął grać w drużynie górniczej. A co więcej zaczął się wyróżniać swoimi umiejętnościami i piłkarskim talentem. 

Po strajkach obozowe życie zmieniło się na lepsze. Przestano zamykać baraki na noc, można było pisywać listy do rodzin raz w miesiącu. Na terenie obozu powstał mały sklepik, gdzie można było kupić za zarobione, niewielkie, ale zawsze pieniądze cukierki, czy tytoń. Powstała nawet odpłatna stołówka, gdzie można było kupić dodatkowy obiad. Ci co przeżyli zaczęli dostosowywać się, a słabsi już odeszli. W tym czasie zmalała śmiertelność w obozie. 

– Ja początkowo chorowałem. Miałem awitaminozę, kurzą ślepotę, szkorbut. Zostałem bez zębów, puchły mi nogi. Gdy dostałem zastrzyki z witaminami, zdrowie powoli powracało. Zacząłem lepiej się czuć, lepiej jadłem, no i grałem w piłkę. Ogólnie było już lżej. 

Do obozów coraz częściej trafiali zwykli bandyci i złodzieje z całego ZSRR. Potrafili na przykład zamordować kucharza, jeżeli uznali, że dostali nie takie jedzenie, jak trzeba. W końcu kryminalistów zamknięto w jednym obozie. 

W 1955 roku łagiernicy zaczęli dostawać przepustki od 6 rano do 10 wieczorem. Był to przywilej dla dobrze pracujących. Mirosław wraz z innymi piłkarzami też dostał taką przepustkę. 

– Zostałem trenerem a zarazem kapitanem drużyny piłkarskiej. Dlatego wypuścili mnie na tę półwolność. Zamieszkałem w barku, który znalazł się za ogrodzeniem z drutów kolczastych. 

Do niektórych więźniów zaczęły przyjeżdżać rodziny. Wielu zwalniano, innym zmniejszono wyrok. Pozwalano się żenić, dawano drewno na budowę domów. Chciano zasiedlić teren. W zamyśle było wypuszczenie politycznych, zwłaszcza, że coraz więcej przybywało do obozu kryminalistów. 

W tym czasie Mirosław Hentosz stale starał się o skrócenie wyroku. 

Wieści Podwarszawskie 2003

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.