Zina

Mirosław na tańcach poznał miejscową dziewczynę. Dziewiętnastoletnia Zina, córka rosyjskiego Niemca i Rosjanki wyróżniała się wśród nielicznych dziewczyn urodą i wdziękiem. Jednak dla niektórych solą w oku był związek więźnia politycznego z komsomołką. Pojawił się nawet pomysł, aby Zinę wypędzić z Workuty. Z tego zamiaru zrezygnowano, pod warunkiem, że dziewczyna zerwie z łagiernikiem.

– Ponad rok spotykaliśmy się potajemnie, a w 1958 roku postanowiliśmy się pobrać. Złożyliśmy podanie do urzędu cywilnego. Wesele, całkiem udane, odbyło się w domu u jej rodziców.

W październiku 1958 roku nieoczekiwanie zabrano Mirosławowi przepustkę i zapędzono go do nowego obozu. To było już ostatnie miejsce, gdzie przebywali więźniowie polityczni.

– Większość z nas był żonata. To było okropne, żony, matki prawie wchodziły na druty kolczaste otaczające obóz. Żołnierze nie wiedzieli co robić, nie ośmielili się jednak strzelać do kobiet. Moja żona była w ciąży, ja spoważniałem i ta obecna sytuacja był dla mnie o wiele gorsza niż pierwsze aresztowanie.

Więźniowie zaczęli strajkować. Nie mogli zrozumieć, dlaczego po dwóch latach życia w półwolności znowu zamknięto ich w obozie. Usłyszeli jedynie dość bezsensowne tłumaczenia, a także groźby.

Zina będąc w piątym miesiącu ciąży rozpoczęła starania o uwolnienie Mirosława, o skrócenie jego wyroku. Małżonkowie kompletowali też dokumenty świadczące o tym, że Mirosław jest Polakiem.

– 11 listopada żona była w mojej sprawie w Moskwie, a dwa dni później po wieczornym apelu jakiś żołnierz przyniósł mi obiegówkę, ażebym rozliczył się z obozowego sprzętu.

Rano, zupełnie dla niego nieoczekiwanie, Mirosław został ułaskawiony. Był wolny.

– Idę, nogi się pode mną trzęsą. Przychodzę do domu rodziców żony, bo Zina jest jeszcze w Moskwie. Patrzę, a teściowa biegnie ze sklepu, ludzie ją powiadomili. Nawet flaszeczkę jakąś złapała, wiadomo. Przychodzą sąsiedzi, w ciągu pół godziny mieszkanie jest pełne ludzi.

Wolność

Okazało się, że Mirosław mógł wyjść z łagru już rok wcześniej. Nie wyszedł przez czyjeś niedopatrzenie. Nawet pojawił się pomysł, ażeby zażądać odszkodowania, ale zrezygnował z tego. Na początku grudnia, już jako wolny człowiek podjął pracę, jako monter łączności. Usiłował też wyjechać do Polski, jako repatriant, ale otrzymał odmowę. Jakoby nie było dokumentów potwierdzających jego polskie pochodzenie. Zdecydował się pojechać do Sambora, tam otrzymał dokument, że w 1944 roku został powołany do Wojska Polskiego. Z tym pismem pojechał do Moskwy do stosownego urzędu. Dopytywał się, dlaczego będąc Polakiem został zatrzymany w Workucie, mimo, że po 1956 obwiązywała ustawa repatriacyjna, na podstawie której zezwalano Polakom na powrót do ojczyzny. W urzędzie obiecali udzielić odpowiedzi. Odpowiedź przyszła po miesiącu, odmowna. Wówczas zaczął pisać listy do Prezydium Rady Najwyższej i tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wreszcie otrzymał odpowiedź, że ma prawo do czasowego wyjazdu do Polski i aby złożył stosowne papiery. Wystąpił więc o stały pobyt w ojczyźnie. Na to jednak nie wyrażono zgody.

– Wreszcie w 1961 roku pozwolono mi pojechać na urlop do Polski.

Jednak dwuipółroczna córka musiała zostać z dziadkami. Mirosław wyruszył do kraju jedynie z ciężarną żoną.

– Żona bardzo chciała zobaczyć Polskę, jak tu żyją ludzie i jak to będzie, gdyby wreszcie udało się nam kiedy wyjechać na stałe z Rosji.

Polska

Po dwóch tygodniach pobytu w Polsce, we Wrocławiu państwu Hentoszom urodził się syn. Tymczasem Mirosław robił wszystko, żeby móc powrócić na stałe do Polski. Kto wpływowy rzekł mu, że gdyby obecnie został w Polsce, to sprawę można by załatwić. A jeżeli wróci do ZSRR, to Polska nie będzie miała możliwości wystąpienia o niego i tylko miejscowe władze będą mogły to załatwić. Mirosław pojeździł jeszcze po kraju, znalazł wypis metryki matki, urodzonej w Kamiennej Górze, który przetłumaczył na język rosyjski. Po powrocie do ZSRR wysłał wszystkie swoje dokumenty które dowodziły, że jest Polakiem. Po raz kolejny nie otrzymał zgody na wyjazd do Polski. Dowiedział się, że taka odmowa to decyzja specjalnej komisji i że może ponownie wystąpić o zgodę na wyjazd, ale komisja zbiera się raz do roku. Tak więc rok w rok Mirosław zbierał potrzebne dokumenty i zaświadczenia. Rok w rok odrzucano jego podanie.

Tak przeszło kolejnych dziewięć lat. W 1968 roku zaczął się wahać i zastanawiać, czy to ma jakikolwiek sens.

– Coś mi jednak szepnęło. Jeszcze jeden raz, ten dziesiąty raz trzeba złożyć. Przysłowie mówi do trzech razy sztuka, a ja sobie powiedziałem: do dziesięciu razy sztuka.

Tym razem odpowiedź przyszła po pięciu miesiącach. Mirosław jeszcze nie wiedząc o werdykcie pojechał na milicję. Tam zrezygnowany nieoczekiwanie dowiedział się, że ma paszport. Co więcej były to dwa paszporty, dla niego i dla żony. W tym czasie Zina Hentosz studiowała w Instytucie Pedagogicznym. Gdy dowiedziała się o decyzji władz okazało się, że ogarnęły ją wątpliwości. Tam jechali w nieznane, tu była rodzina, praca, mieszkanie.

– Jechaliśmy w ciemno. Ale miałem w Polsce dobrych kolegów. Jeden z nich mieszkał w Wołominie i zaprosił mnie do siebie. Drugi kolega był w Katowicach, on też zapraszał.

Mirosław przed wyjazdem z ZSRR zdał mieszkanie, meblami podzielił się z teściami, część sprzętu zabrał do Polski. Z Workuty rodzina Hentoszów wyjechała 1 kwietnia. W Polsce na dworcu czekał kolega, który taksówką zawiózł ich do siebie do Wołomina.

– Ten kolega był ze mną w obozie, tylko jego wcześniej zwolnili. Miał mniejszy wyrok.

Trzeciego dnia Mirosław dowiedział się, że w Wołominie mieszka jeszcze jeden więzień Workuty, który pracuje w Przedsiębiorstwie Poszukiwań Nafty i Gazu.

– W tym czasie przedsiębiorstwo było bardzo prężne. Budowa ło zaplecze i osiedle mieszkaniowe. Przyjęli mnie do pracy jako elektryka, a po dwóch miesiącach pobytu w Polsce otrzymałem już mieszkanie. O tym właśnie marzyłem.

Posłowie

Początek sierpnia 2003 roku. W mieszkaniu państwa Hentoszów na osiedlu Nafty w Wołominie jest przytulnie, a zarazem elegancko. Pani Zina Hentosz oferuje aromatyczną kawę, częstuje słodyczami. Mirosław Hentosz wspomina, z pewnym trudem, bo i wspomnienia się zatarły, i wiek zrobił swoje. Okazuje się, że pan Mirosław jest współtwórcą Stowarzyszenia Łagierników – Żołnierzy AK, które powstało w połowie lat 80. Wcześniej, bo w 1981 przeszedł na emeryturę, do końca pracował w wołomińskiej Nafcie. Pani Zina również znalazła swoje miejsce w Polsce, była nauczycielką biologii w Tłuszczu oraz w Wołominie.

Mirosław Hentosz od przyjazdu do Polski jeszcze pięć razy jeździł do Workuty. Dzięki również i jego inicjatywie w Workucie został wzniesiony pomnik-krzyż poświęcony pamięci ofiar łagrów, odsłonięty w sierpniu 1997 roku. Na uroczystości był również Mirosław Hentosz.

Pomnik-krzyż o wysokości 8 metrów znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni nr 40, na terenie której leży cmentarz z licznymi grobami Polaków. Na krzyżu umieszczono godło Polski, pod nim tablica i napis w dwóch językach, polskim i rosyjskim:

Polakom-Ofiarom Workuckich Obozów
Ci, Którzy Przeżyli

Mirosław Hentosz mówi, że po Workucie pozostały wspomnienia, nie tyle żal, ale właśnie wspomnienia.

Mirosław Hentosz twierdzi, że dziś nie żywi urazy, ani do żadnego narodu, z którego rąk doznał krzywdy, ani nawet do systemu. Podobno jeden ze znajomych kiedy zażartował, że to co najlepsze w życiu to pan Mirosław ma właśnie dzięki Workucie – piękną i mądrą żonę oraz trójkę udanych dzieci.

Przy pisaniu Więźnia Workuty oparłam się na biografii Mirosława Hentosza Workucki Futbolista – Biografia Akowca.

Wieści Podwarszawskie
nr 40/2003

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.