W sobotę przed niedzielą Białą, a dnia 1 maja Najdostojniejszy nasz Arcypasterz wyruszył z Warszawy dla zwiedzenia cząstki wielkiej swojej owczarni. Dekanat radzymiński i dwa kościoły dekanatu nowo-mińskiego miały na teraz stanowić pole Apostolskiej Jego pracy. Jak zawsze tak i tym razem dbały o dobro swej trzódki, długoletnią praktyką nauczony, wybrał czas najdogodniejszy dla rolników, gdy roboty pilniejsze w polu ustały. Po siejbie na roli, nastała owa siejba duchowa, o której Ewangelja ś. wspomina. Jakie będzie żniwo, już dziś w części wnosić można. Ziarno było obfite i dobre, rola odpowiednio przygotowana. Spodziewać się można, że i rosa łaski Bożej w Sakramentach śś. zapewni wzrost ziarna; do gospodarzów zaś, proboszczów i rządców kościołów należy teraz, jak przestrzega ich sam Boski nasz nauczyciel, czuwać, by nieprzyjaciel nie przyszedł i nie zasiał kąkolu. Celem podróży Arcypasterza było miasteczko Radzymin, o dwadzieścia kilka wiorst od Warszawy odległe. Na wieść że Pasterz przybywa do swojej owczarni, wszystka ludność katolicka z miasta i okolicznych wiosek pośpieszyła do świątyni i zaległa kościół i cmentarz kościelny. Odezwały się dzwony kościelne, uderzyły żywiej wszystkie serca, lud upadł na kolana, a na starodawne powitanie ojca, niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, radośnie i serdecznie jakby jedną piersią na wieki wieków odpowiedział. Kto nie był nigdy świadkiem uroczystego przyjęcia Biskupa w jego djecezji, temu trudno wyobrazić sobie tę radość religijną, jaka się odbija na licach naszego wieśniaczego ludu. Jedni wzrokiem obejmują postać Pasterza i ani na chwilę oczu swych nie zdejmują, in ni w postawie pokornej, z głową spuszczoną, w błogiem rozrzewnieniu leją łzy obfite, inni z upragnieniem oczekują chwili, w której głos jego posłyszą; starce, dzieci, młodzież płci obojga, każdy wiek, stan według swego pojęcia i wykształcenia przechodzi tysiące wrażeń, których główną treścią radość i wesele w Panu.

Radzymin

Przybrany w szaty pontyfikalne, z godłem apostolskiej swej władzy paszenia, pastorałem biskupim, wstępuje Biskup w progi świątyni. Ceremonja przyjęcia, przez Kościół przepisana, jest wzniosłą i prostą zarazem. Proboszcz lub rządca parafji w progu świątyni podaje Pasterzowi klucze kościelne, na znak, że w tym domu Bożym z urzędu swego biskupiego jest jedynym pasterzem i rządcą. A ponieważ ojcu i gospodarzowi na leży się cześć i uszanowanie, po podaniu kropidła z wodą święconą, okadza go kadzidłem przez Biskupa włożonem i pobłogosławionem, i rozpoczyna się uroczysty pochód do wielkiego ołtarza. Tu proboszcz śpiewa odpowiednie wiersze i modlitwę, w czasie których Biskup na przygotowanym klęczniku modli się do Pana Zastępów, a po ukończeniu takowych, śpiewa wiersz i orację na cześć patrona kościoła, do którego przybył. Potem następuje tak zwana intronizacja. Biskup zasiada na przygotowanem dla siebie wzniesieniu, a proboszcz lub rządca kościoła wita go uroczyście w swoim kościele, i w krótkości publicznie zdaje sprawę o stanie materjalnym i moralnym kościoła i powierzonej mu parafji. Tak dzieje się wszędzie.

Ze sprawozdania miejscowego proboszcza i dziekana dowiedzieliśmy się, że parafja Radzymin erygowaną została r. 1447 przez Kazimierza księcia mazowieckiego, biskupa płockiego. Posiadała pierwotnie kościół drewniany, który przetrwał do r. 1779. Fundatorką obecnej świątyni była Monika z hrabiów Waldstejn księżna Czartoryska, małżonka księcia Fryderyka, kanclerza wielkiego litewskiego, a ciotka króla Stanisława Augusta. Zacna ta i pobożna matrona po śmierci męża postanowiła wybudować odpowiednią dla chwały Bożej świątynię, i dzięki jej ofiarności, parafja Radzymin w roku 1781 cieszyła się nowozbudowanym murowanym kościołem, który w tym że roku, d. 10 czerwca, przez księcia Michała Poniatowskiego, ówczasowego biskupa płockiego, pokonsekrowany został. Kościół w Radzyminie znajduje się w dobrym stanie, utrzymywany w porządku przez swojego proboszcza ks. Teofila Kozłowskiego, dziekana radzymińskiego.

Z dawniejszych zabytków przechowuje się w tym kościele krzyż srebrny z drzewem Krzyża św., monstracja srebrna misternej roboty w stylu gotyckim. W kościele spoczywają zwłoki ś. p. Edwarda księcia Lubomirskiego, założyciela instytutu oftalmicznego w Warszawie. Probostwo w Radzyminie należało do lepiej uposażonych. Zajmowali je niekiedy ludzie głębokiej nauki i głośniejszej sławy. Do takich należał ks. Ignacy Ostoja Nagurczewski, jezuita, literat, ks. Kazimierz Narbutt, ekspijar, człowiek pracowity i znakomity w swoim czasie. Za niego stanął teraźniejszy kościół, wybudowana murowana plebanja i założony został cmentarz grzebalny w polu. Był prepozytem radzymińskim przez lat 25, następnie koadjutorem opactwa paradyskiego. Za naszych czasów od r. 1845 do 1 września 1866 r. proboszczem był ks. Józef Hollak, dzisiejszy biskup sufragan djecezji augustowskiej. Za tego ostatniego odnowiono i rozszerzono kościół, zrestaurowano wielki ołtarz. Obszerniejsze wiadomości o Radzyminie znajdzie czytelnik w Pamiętniku religijno-moralnym w tomie 18 z r. 1850.

Ale wracamy do ponownego opowiadania o te raźniejszej wizycie. Po rzewnem i serdecznem powitaniu i sprawozdaniu miejscowego proboszcza zabrał głos nasz Arcypasterz. W krótkich, pełnych treści i namaszczeniach słowach, oznajmił cel swojego przy bycia. Na wzór Boskiego naszego mistrza przyszedł szukać, co było zginęło. Z ojcowską miłością zachęcał i upominał do korzystania z tych wielkich łask Bożych i pomocy, jakie zwykle następują za wizytą pasterską. A udzieliwszy zebranemu ludowi błogosławieństwa pasterskiego, po krótkim wypoczynku rozpoczął apostolską swą tutaj pracę od udzielania przy gotowanemu ludowi sakramentu bierzmowania.

Dla dania czytelnikom pojęcia wizyty pasterskiej i uniknienia powtarzania jej szczegółów przy opisie innych kościołów, podaję tu porządek, którego zwykł trzymać się nasz Arcypasterz przy zwiedzaniu kościołów. Na kilka tygodni przed zapowiedzianą wizytą, przy współudziale miejscowego dziekana, układa się szczegółowy program, w którym oznacza się dzień, godzina wyjazdu, oraz czas przebywania w każdej parafji. Liczba parafjan mogących potrzebować po sługi duchownej, ilość kościołów, ich blizkość lub oddalenie brane są w ścisłą rachubę. Do miejscowego dziekana należy wczesne zawiadomienie duchowieństwa dekanatu, gdzie, kiedy i w jakiej porze kapłani do słuchania spowiedzi i assystowania Pasterzowi przy bywać mają. Zatwierdziwszy ułożony program, Ekscelencja nasz zwykł nigdy go nie zmieniać. Opóźnień i co za tern idzie nieporządku i straty czasu przy oczekiwaniu Arcypasterz nie dopuszcza wcale. Nie mogąc dla wielu przyczyn i obowiązków swoich dłużej przebywać w zwiedzanej parafji, chce ze wszystkich chwil swego pobytu korzystać, i od samego rana, aż do późnej godziny wieczorem jest zajęty. Jeżeli sprzyja pogoda, rano o godzinie 6 lub 7 Najdostojszy Arcypasterz w towarzystwie swego kapelana lub djakona (aby nie odrywać kapłanów od słuchania spowiedzi) odmawia codzienne pacierze kapłańskie wychodząc do ogrodu lub w pole i unikając spotykań i powitań ludu. W czasie tej przechadzki przeplatanej modlitwą, ogląda zabudowania plebańskie, zwiedza cmentarz grzebalny, a niekiedy gdy jest coś godniejszego widzenia ogląda. Jeżeli w kościele nie ma celebrować mszy wielkiej summą zwanej, o godzinie 8-ej udaje się do kościoła ze mszą św. czytaną, i takową, kończąc błogosławieństwem pasterskiem, odprawia. Jednocześnie zgromadzeni kapłani pracują w konfessjonałach tak w kościele jak i na cmentarzu przy kościele, rzadko bowiem kiedy lud wierny w kościele pomieścić się zdoła. Gdy Arcypasterz po skończonej mszy św. powraca na plebanję, jeden z towarzyszących mu w objeździe kapłanów wstępuje na ambonę z odpowiednią nauką. Już to słowa Bożego w czasie wizyty Biskupiej ludowi nie brakuje. W każdej zwiedzanej parafji Jego Ekscel. zwykł przemawiać dwa razy po pół godziny, a czasami i dłużej. Po odprawieniu ingressu i przemowie pasterskiej kapłan przy były z J. Ekscellencją wypowiada naukę o sakramencie Bierzmowania. Druga nauka po mszy pasterskiej ma na celu wykład takich prawd chrześcijańskich, które w danej miejscowości silniej ugruntować wypadnie. Wskazówki w tym względzie dają w swych przemówieniach sami księża proboszczowie.

W blizkości miast wielkich, lud oprócz roli zajmuje się handlem produktów swego gospodarstwa. W zetknięciu z ludnością miasta, lud podlega często zgorszeniu, a przywykłszy wszystko spieniężać, łatwo przejmuje się chciwością, chęcią łatwego zysku, a ztąd nierzad ko dopuszcza się niesumienności. Obok tego w pobliżu wielkich miast ukrywają się złodzieje pobytowi i ci często u ludzi złych lub chciwych znajdują oparcie, gorsząc szczególniej młodych parobczaków i do złego ich namawiając. W osadach miejskich w blizkości Warszawy położonych, gości niekiedy znaczna liczba terminatorów, do rodziców lub krewnych przy bywających. Jad zepsucia panujący pomiędzy młodzieżą rzemieślniczą, zaszczepia się bardzo często po między ludnością prowincji. Potrzeba tu wielkiej czujności ze strony rodziców, aby wychowawszy pobożnie swoje dzieci i oddawszy niektóre z nich do terminu do Warszawy, zdołali je na drodze cnoty i moralności utrzymać, lub jeżeli z niej zboczyły, póki czas jeszcze naprawić to, co wielkie miasto ze psuło. A ponieważ zepsucie jak zgnilizna szerzyć się zwykło, często jeden wychowanek miejski przez czas pobytu swego w osadzie lub na wsi, wiele młodzieży zgorszyć może. To też ta czujność, jaką w pobliżu wielkich miast rozciągają duszpasterze, skuteczną jodynie być może przy współudziale rodziców chrześcijańskich. Wiedział o takim stanie rzeczy w zwiedzanych przez siebie parafjach nasz Arcypasterz. Przemówienia Jego do ludu zawierały w sobie praktyczne wskazówki i rady, a niekiedy wstrząsały nieczułe lub obojętne dusze groźbą sądów bożych, i kary doczesnej i wiecznej, jaka grzeszników czeka. Rodzicom wskazywał ich obowiązki, dziatkom zalecał cześć i posłuszeństwo swoim rodzicom. Młodzieży płci obojga cnoty właściwe ich stanowi, skromność, czystość obyczajów, poszanowanie starszych, miłość bliźniego i uczynność. A to, co zalecał Arcypasterz, stawało się zarazem przedmiotem obszernego wykładu przez kaznodzieję. Toteż lud nasz chciwie słuchał słowa Bożego, i jakkolwiek prawdy mu podawane nie były nowe, i niejednokrotnie miał je sobie wykładane przez swoich pasterzów, obleczone powagą apostolskiego urzędu w prostych podane mu słowach widocznie oddziaływały na dusze i padały, miejmy tę nadzieję, na dobrą i uprawioną rolę.

Po nauce do ludu J. Ekscel. bez straty czasu przystępował do udzielania sakramentu Bierzmowania. Czynność tę powtarzał kilkakrotnie, po dwie i trzy godziny bez wytchnienia bierzmując, i zaledwie przerywając ją dla chwilowego wypoczynku lub koniecznego posiłku. Za przykładem Pasterza szło duchowieństwo parafjalne, po całych dniach spowiadając. Zdawało się, że duchowieństwo w gorliwości pragnie do równać swojemu Pasterzowi. To też po całodziennej niekiedy pracy upadało ze znużenia, a do skromnego wspólnego stołu wypraszać z konfessjonału potrzeba było. W przerwach pomiędzy Bierzmowaniem Arcypasterz oglądał szczegółowo kościół, zakrystję, appata i bieliznę kościelną. Towarzyszącemu sobie wtedy proboszczowi udzielał odpowiednich rad, w jaki sposób to lub owo naprawić lub urządzić powinien. Rzadko znalazło się coś do naganienia, więcej daleko do pochwały i zachęty. Zwykle w czasie takiej przerwy bierzmowania, Arcypasterz słuchał dzieci katechizmu, a z odpowiedzi ich wnioskował o pracy pasterskiej proboszcza. Najlepiej przygotowane i nauczone były dzieci w Niegowie i Stanisławowie, chociaż nie było ani jednego kościoła, gdzieby dziatki nie znały prawd wiary, lub gdzieby nie znać było pracy usilnej kapłanów. Przy takim egzaminie znajdowali się i starsi, a i ci niekiedy usłyszeli coś takiego, o czem zapominać nigdy nie powinni byli. Obrazek lub medalik, a czasem i katechizm z rąk Najdostojniejszego Arcypasterza uszczęśliwiał dziatwę wiejską, i podobno niejednemu z nich stanowić będzie najdroższą na całe życie pamiątkę.

Wyjazd z wizytowanej parafji poprzedzony krótkiem przemówieniem Arcypasterza, nigdy nie obył się bez silnych oznak czci i przywiązania ludu do swoje go ojca i pasterza. Matki z niemowlętami na rękach, młodzież obojga płci, stare i sędziwe niewiasty w pokorze cisnęły się do stóp Jego, chcąc ucałować kraj szaty, schwytać w przelocie błogosławieństwo, lub zwrócić na siebie ojcowskie oko Pasterza. Nierzadko słyszeć można było z serca przepełnionego wdzięcznością okrzyk, dziękujemy, dziękujemy, to znowu: Ojcze pamiętaj o nas, lub odwiedź nas jeszcze. Bo też i lud ten widział pracę swojego Arcypasterza. Widział, jak upadał ze znużenia, jak nikomu nie bronił do siebie przystępu, jak błogosławił niemowlęta, uśmiechał się do dziatek, otaczał opieką matki, a kończąc nie kiedy bierzmowanie, wybierał matki karmiące, aby je prędzej od innych uwolnić.

W krótkich przerwach pracy duchownej w zwiedzanej przez siebie parafji przedstawiali się Arcypasterzowi obywatele parafjalni, członkowie dozorów, i wybitniejsze osobistości. Niezmęczona i niewyczerpana dobroć i uprzejmość Arcypasterza wszędzie jednała serca i wywoływała uczucie wdzięczności i uwielbienia, a łatwość i wrodzony wdzięk obcowania, umiały ośmielać do tego stopnia, że każdy czcząc powagę, czuł się swobodnym jakby w obliczu miłującego rodzica. Tak ogólnie określi wszy teraźniejszą wizytę Arcybiskupią przechodzę do szczegółów.

W Radzyminie J. Ekscel. przebywał od soboty po południu do poniedziałku godziny 2. Bez względu na czas przykry dżysty bierzmował na cmentarzu. W niedzielę odprawiał pontyfikalnie mszę św. śpiewaną, po której na mocy łaski od Stolicy Apost. udzielił odpust zupełny wszystkim upokorzonym skruszonym i do sakramentu pokuty św. przystępującym. Nawiedził dom W-ych Kruszewskich, dziedziców Radzymina, przyjąwszy w ich domu obiad gościnny. Nazajutrz rano w poniedziałek po udzieleniu bierzmowania o 2 po południu wyruszył do wsi Dąbrówki, wybierzmowawszy w parafji Radzymin 2019 osób, żegnany wdzięcznemi okrzykami ludu.

Dąbrówka

Wieś Dąbrówka o 7 wiorst od Radzymina odległa, posiada kościół nowy, murowany ze składek parafjan świeżo wybudowany. Kościół ten zbudowany został w stylu romańskim w kształcie krzyża według planu p. Zygmunta Twarowskiego, budowniczego m. Warszawy. Nie licząc materjałów do budowy w na turze dawanych, i dobrowolnej robocizny, koszt jego wynosi summę rs. 26,000. Brakuje mu jeszcze wiele ozdób wewnętrznych, które miejscowy proboszcz przy pomocy parafjan w niedługim czasie uzupełnić zamyśla.

Parafja Dąbrówka erygowaną została w r. 1442 przez Pawła, biskupa płockiego, i, jak akt erekcji opiewa, z parafji Klembowskiej w znacznej swej części uformowaną została. Kościół pierwotny wystawiony został kosztem wojewody Narzymskiego, konsekracji jego dopełnił Ch. Załuski, suffragan płocki. Nowo wybudowany kościół do tej pory konsekrowany nie jest. Przy dbałości i gorliwości ks. proboszcza, a ofiarności parafjan, tak uroczysta dla nich chwila niedługo nadejdzie. W parafji Dąbrówka J. Ekscel. zabawił całkowitą dobę, sakrament Bierzmowania przyjęło osób 1763.

Niegów

W środę, d. 5 maja o 2-ej z południa, Najdost. Pasterz wyjechał do wsi kościelnej Niegowa, o wiorst 9 od Dąbrówki odległej. Proboszczem parafji Niegów, jest ks. Ignacy Ostrowski, były profesor i czasowo regens seminarjum ś. Jana w Warszawie, powszechnie szanowany i kochany dla swojej skromności, cichości i słodyczy charakteru. Od lat kilkunastu pracując z poświęceniem i miłością dla ludu ubogiej swej parafji, na piaszczystej ziemi osiadłego, dbały o całość, porządek i czystość domu Bożego, nie pomyślał nawet o własnej wygodzie, i w starej szczupłej zawilgotniałej plebanji przebywa. To też tym razem z konieczności prawie większa część duchowieństwa zmuszoną była przyjąć gościnę w domu szanownej dziedziczki Niegowa pani Ihnatowiczowej, blizko kościoła i plebanji położonym. Parafja Niegow istnieje przeszło lat 400. Powstała ona z wsi, z tej strony rzeki Bugu położonych, a do parafji Wyszków należących za staraniem dziedziców Niegowa, ks. Michała Fryca, kanonika warszawskiego i brata jego Adama z Pieczysk przez Ścibora biskupa płockiego w r. 1468 erygowana. Miała pierwotnie kościół drewniany w dobrym jeszcze stanie, ten jednak w r. 1856 przez pożar zniszczony został. Obecna murowana świątynia stanęła zabiegami, a w części funduszem ś. p. ks. Florjana Pieczyńskiego, proboszcza w Niegowie, ze współudziałem niezamożnych parafjan. W r. 1862 kościół ten poświęcony i do użytku czci Bożej oddany został.

Struktura kościoła prosta. Z niedobrze przygotowanego materjału, przy zbyt płaskim dachu zbudowany nieustannej wymaga czujności i częstej naprawy. Nie posiada też ani rzadkich dzieł sztuki, ani historycznych pamiątek z przeszłości. W zakrystji znajduje się niewielki kielich srebrny z zamkowej kaplicy królewskiej pochodzący. W Niegowie, wśród ciągłej pracy duchownej, Arcypasterz miał wielką pociechę z dokładnego wy uczenia dziatek i rozumienia przez nich prawd wiary. Do sakramentu Bierzmowania przystąpiło tu osób 1937

Jadów

W piątek d. 7 maja o godzinie 2-ej po południu Arcypasterz wyjechał do osady Jadów, o kilkanaście wiorst od Niegowa odległej. W Jadowie oczekiwała go nowa praca, konsekracja świeżo wybudowanego kościoła. Jadów, dawniej miasteczko, dziś osada, od XIV wieku istniejąca, był własnością książąt Mazowieckich, i im też tak wybudowanie kościoła, jak i erekcję parafji zawdzięcza. W r. 1473 Bolesław książę Mazowiecki wybudował tu kościół drewniany, uposażywszy go odpowiednio i opatrzywszy różnemi przywilejami. W sześć lat potem brat jego Kazimierz, biskup płocki, przy tymże kościele erygował nową parafję, która do tej pory istnieje. Kościół pierwotny przetrwał do XVIII wieku, i w tym to dopiero czasie przebudowany, doczekał się konsekracji, której dopełnił biskup Ossoliński d. 29 lipca 1779 r. W sto lat potem, bo r. 1879, za staraniem ówczesnego proboszcza, ks. Kazimierza Brzozowskiego, stanęła nowa, piękna świątynia w stylu romańskim według planu budowniczego Dziekońskiego. Dzisiaj proboszczem w Ja dowie jest ks. Stanisław Skowroński, który zastawszy same tylko mury bez okien i tynków, całą świątynię wewnątrz i zewnątrz przyozdobił tak, że prawdziwie pięknie pod każdym względem się przedstawia. Tak teraźniejszy jak i dawniejszy proboszcz przy budo wie i upiększaniu świątyni znaleźli godną pochwały pomoc ze strony parafjan. Obecny właściciel Jadowa, hr. Zdzisław Zamojski, ofiarował cegłę, drzewo, pięć tysięcy rubli i nowy organ, inni parafjanie według możności chętnie śpieszyli z dobrowolnemi ofiarami, a komitet budowy, do którego oprócz obywateli okolicznych, należeli i włościanie, zaszczytnie wywiązał się z podjętego i dokonanego przez siebie dzieła. Wielką zapewne była radość tych wszystkich ludzi, dbających o chwałę Bożą, gdy przed progiem świątyni, owocu ich pracy, trudu i ofiarności, witali swego Pasterza i Ojca; nie mniejszej doznał Jego Ekscellencja, widząc i naocznie przekonywając się, że dziatki Jego garną się do Boga, i z darów Bożych im udzielonych chcą i umieją wdzięczną Bogu składać ofiarę. Toteż tę radość i pociechę swoją Arcypasterz zaznaczył w swojem przemówieniu, a po uroczystem przy jęciu rozpoczęły się przygotowania do nastąpić mającej w dniu następnym konsekracji kościoła.

Po od śpiewaniu jutrzni przy relikwiach męczenników w kaplicy w tym celu na cmentarzu urządzonej, lud wierny, pomimo czasu słotnego, modlił się, śpiewając pieśni pobożne przez noc całą i dopiero z chwilą dziennego brzasku, gdy kapłani przybyli jeden za drugim wychodzili ze mszą św. przed ołtarzem czasowym, śpiew, na cichą modlitwę zamienił. O godzinie 8-ej rano rozpoczął się wspaniały obrząd konsekracji kościoła. W wigilję dnia tego, z regensem swoim, ks. kanonikiem Magnuskim, przybyli potrzebni do assysty alumni. Wzorowo przygotowani i wyuczeni przez professora ceremonji i kantu ks. Józefa Dębnickiego, wikarjusza archikatedry, z dokładnością pod jego przewodnictwem odśpiewywali antyfony i spełniali przepisane usługi. Ta to dokładność ze strony assysty, a długoletnia praktyka biskupia naszego Arcypasterza, sprawiły, że długi obrząd konsekracji kościoła przed godziną 11 już ukończony został. W chwilę potem sam Najdostojniejszy Arcypasterz celebrował pontyfikalnie pierwszą mszę św. w pokonsekrowanej świątyni, a po ukończeniu takowej, udzieleniu błogosławieństwa i odpustu, wstąpił na ambonę ks. Leon Jungowski, kanonik metropolitalny i proboszcz parafji P. Marji w Warszawie, i wyłożył zgromadzonemu ludowi cel i znaczenie obrzędów przed jego oczami dokonanych, pobudzając go do czci i uszanowania, miejscu święte mu należnych.

Po krótkim wypoczynku rozpoczęła się nowa praca apostolska. Pomimo niepogody, tłumy ludu zalegały kościół i cmentarz kościelny, Pomimo iż kapłani od rana do wieczora przesiadywali w konfessjonale, spowiadających się była wielka liczba. Przypomniały się nam słowa Boskiego naszego Mistrza: messis quidem multa, operarii tamen pauci. Duchowieństwo robiło tak w sobotę jak i niedzielę co mogło; nie wszyscy jednak zdołali się docisnąć do spowiedzi. Arcypasterz bezustannie bierzmował, i zaledwie spoczywał tylko w czasie nauki o bierzmowaniu. Dnia tego jak i nazajutrz w niedzielę od samego rana, przed mszą św. pontyfikalnie celebrowaną, wyegzaminowszy dziatki z katechizmu, udzielił sakramentu bierzmowania 2.750 osobom. W dzień konsekracji kościoła i nazajutrz przed wyjazdem J. Ekscellencja wraz z duchowieństwem gościnnie podejmowany był przez hr. Zamojskich. W zakrystji kościoła jadowskiego podziwialiśmy stare i piękne ornaty, umiejętnie wyrestaurowane przez kollatorkę kościoła, hrabinę Zdzisławową Zamojską. Zbliżyła się chwila wyjazdu.

Sulejów

O wiorst pięć od Jadowa leży wieś Sulejów, niegdyś do klucza dóbr jadowskich należąca, z drewnianym swym kościołem, schludnie i z starannością utrzymanym. Kościół ten, przez Samuela Lipskiego, starostę stanisławowskiego, pod wezwaniem św. Trójcy a opieką ś. Michała fundowany, jako kościół parafjalny przez biskupa płockiego Jana Gębickiego w r. 1667 erygowany, przez gwałtowny huragan zniszczony został. Przebudowany na nowo przez Aleksandra Ossolińskiego około roku 1757, pokonsekrowany został na początku naszego wieku przez Franciszka Zembrzuskiego, biskupa dardaneńskiego, suffragana kijowskiego, a proboszcza jadowskiego. W Sulejowie Jego Ekscel. dłużej zatrzymywać się nie miał. Nie chciał jednak pominąć tego kościoła, który chociaż drewniany, miły przedstawia widok, co zawdzięczać należy jego rządcy i administratorowi parafji, ks. Kalikstowi Waszczukowi, który od lat kilkunastu nie pominął ani jednego roku, by bytności swojej w Sulejowie chociażby skromną ozdobą kościoła nie upamiętnić. W Sulejowie czekała Jego Ekscellencję miła niespodzianka z rzewnego, pełnego prostoty i serdecznego przemówienia sędziwego proboszcza, który wszystkich obecnych do łez poruszył. To też i przemówienie Arcypasterza było równie serdeczne i ojcowskie. Wyraził w nim, iż mocno żałuje, że mu tylko chwilę zabawić tu przychodzi. Tej jednak chwili użył Arcypasterz, aby zachęcić lud wierny do tern gorętszej służby Panu Bogu, a wyegzaminowawszy dziatki z katechizmu, udzieliwszy zebranym pasterskiego błogosławieństwa, wstąpił na plebanję, gdzie tenże sam ład i porządek, czystość i starannie utrzymany mały ogródek pełen kwiatów miłe czynił wrażenie.

Dobre

Z Sulejowa do Dobrego, celu dzisiejszej podróży Arcypasterza, wiedzie droga dawniej przerzynająca obszerne lasy, dziś wykarczowane lub przetrzebione. Bezmyślnie marnowane, a doszczętnie ze szkodą kraju wycinane lasy, smutne czynią wrażenie, a to tembardziej, gdy, jak tu ziemia pod kulturę nieodpowiednia, torfiasta, a napowrót lasem nie obsiana, bez użytku odłogiem leży. Dobre, nie ze wszystkiem usprawiedliwiające swą nazwę, jest to osada w znacznej swej części przez ludność izraelską zamieszkała. Właściciel dóbr Rudzienka jest kollatorem kościoła w Dobrem. Ten to kollator, zmarły ś. p. Walenty Jażwiński, powziął myśl budowy nowego murowanego, w miejsce dawnego chylącego się do upadku drewnianego kościoła. Myśl tę podjęła zacna zmarłego małżonka, właścicielka dóbr rzeczonych, i większą połowę kosztów wystawienia kościoła na siebie przyjęła. W r. 1874 położono kamień węgielny pod budowę nowej świątyni, a w r. 1878 stanął kościół w stylu gotyckim podług rysunku budowniczego Podczaszyńskiego. Jest to piękna budowa, szkoda tylko, że zbyt wiele i stosunkowo wielkich posiada okien. Nie jest to zapewne wadą architektoniczną w stosunku do całości, z warunkiem, aby szkła w oknach były kolorowe, a okna same przedstawiały obrazy świętych. Ponieważ na tak kosztowny wydatek parafja Dobre prawdopodobnie nie zdobędzie się nigdy, pozostaje dziś sama niedogodność, zbytek światła, który w świątyni z pewnością efektu nie czyni. Wielki ołtarz jest ładny, marmurowy, dosyć kosztowny, ale odbiega od stylu kościoła, który jest gotyckim. Do Dobrego Arcypasterz przybył przed wieczorem, a po ingresie, przemówieniu proboszcza, krótkiej nauce i pasterskiem błogosławieństwie, rozpoczął bierzmowanie, które trwało do samego wieczora. Jednocześnie kler odmawiał jutrznię w kaplicy na cmentarzu grzebalnym przed relikwjami męczenników, na drugi bowiem dzień, w poniedziałek, Jego Ekscel. miał dopełnić konsekracji kościoła. Jakoż dnia następnego, wobec tłumów zebranego ludu, o godzinie 8, rozpoczął się obrząd konsekracji kościoła i takowy podobnie jak w Jadowie dopełniony został. Summę celebrował pontyfikalnie Arcypasterz, po ukończeniu której kazanie miał towarzyszący w objeździe Jego Ekscellencji ks. Józef Wójcicki, wikarjusz kościoła parafjalnego św. Krzyża w Warszawie. Po krótkim odpoczynku i posiłku, nieprzerwanie prawie do godziny 7-ej wieczorem, Jego Ekscel. udzielał sakramentu bierzmowania, co i na drugi dzień, po mszy św. przez siebie odprawionej, kontynuował. Do sakramentu bierzmowania przystąpiło w Dobrem osób 1754. Nie potrzebuję dodawać, że w przerwach bierzmowania Arcypasterz oglądał szczegółowo kościół, słuchał dzieci katechizmu i obejrzał apparata kościelne. W dzień konsekracji kościoła przyjmowała gościnnie Arcypasterza wraz z duchowieństwem właścicielka dóbr Rudzienko, pani Jaźwińska.

Stanisławów

Dnia 11 maja, o godzinie 2-ej po południu, Jego Ekscel. wyjechał do Stanisławowa, osady, w po wiecie i dekanacie Nowomińskim położonej. Książęta mazowieccy Janusz i Stanisław dali początek osadzie pomiędzy r. 1525 a 1530, i wyposażyli nowo erygowaną przez biskupa płockiego, Rafała de Leszno, parafję, która z początku miała tylko małą kapliczkę, odnowioną pod wezwaniem św. Ducha. Fundatorem kościoła był drugi z kolei proboszcz Stanisławowa ks. Stanisław Szymborski, kanonik kollegjaty warszawskiej, zamożny kapłan i gorliwy sługa Boży. Ten z małej osady, do kościoła należącej, wybudował miasto, i takowe na życzenie króla, za odpowiedniem zezwoleniem Kościoła, odstąpił królowi, otrzymawszy w zamian na rzecz kościoła folwark Chojny, 30 włók Chełmińskich mający. Odtąd miasto Stanisławów szybko wznosić się poczęło, a w sto lat później posiadało już domów 900 z 10 tysiączną ludnością. R. 1655 miasto przez szwedów do szczętu spalone, a po odbudowaniu roku 1658 nawiedzone powietrzem, tak dalece się wyludniło, iż niewielu mieszkańców pozostało. Proboszczem był wtedy ks. Zygmunt Czyżewski, który własnemi rękami, przy pomocy sprowadzonego sobie zakonnika z Warszawy, grzebał umarłych, a po ustaniu powietrza w kilka lat zakończył życie in spe beatitudinis. Jeszcze raz miasto Stanisławów uległo klęsce pożaru r. 1794, ocalał tylko kościół, ten jednak do takiej wkrótce doszedł ruiny, że zdawał się grozić zawaleniem. Nastał wtedy do Stanisławowa skrzętny i pilny kapłan ks. Józef Jurkowski (1820). Wzięto się do restauracji świątyni, w której kościół wiele stracił na pierwotnej swej formie. Najprzód skrócono go o łokci 31, wielki ołtarz przeniesiono z jednego końca kościoła na drugi, mury kościelne obniżono, dano nowe belkowanie i dach, który pokryto dachówką. Obecnie kościół przedstawia niesmaczną budowę, chociaż tak na zewnątrz jak i wewnątrz, czysto, starannie jest utrzymywany.

Za naszej pamięci, parafja Stanisławów nie szczególnej używała sławy. Mieszczanie Stanisławówscy znani byli ze skłonności do zwad, swarów, kłótni, a nawet zuchwalstwa i skarg często niesłusznych j urojonych, przeciwko swoim dusz pasterzom. Od lat kilkunastu wszystko to się zmieniło. Proboszczem parafji Stanisławów jest ks. Wincenty Kuderko, gorliwy i pracowity kapłan. Już za poprzednika jego, ks. Ignacego Nowickiego, wzięto się do pobudowania plebanji, lecz ta za teraźniejszego proboszcza ukończoną została. Kościół stanisławowski nie posiada żadnych starożytnych zabytków. Jest jednak dosyć bogaty w apparata i utensylja kościelne. Zauważyliśmy w nim trzy świeże piękne żyrandole. Żyrandole te jednak według mego zdania kwalifikowałyby się raczej do salonów świeckich, i jakkolwiek nie mają w sobie nic takiego, coby uwłaszczało powadze miejsca świętego, a nawet dosyć są gustowne, brak im jednak cech prawdziwie kościelnych. Dobrzeby było, aby proboszczowie, nabywając nowe żyrandole do kościołów, zwracali uwagę na styl kościoła, i stosowność pomieścić się mającego żyrandola. Świeckie ozdoby niemile rażą w kościołach. Nabywa się zwykle gotowe i sprowadzane z za granicy. A ponieważ nasi kupcy rzeczy do ozdoby w kościołach specjalnie nie prowadzą, więc i o sztuce kościelnej, a tern samem i żyrandolach w kościołach zagranicą nie mamy należytego wyobrażenia. Pożądaną byłoby rzeczą, aby ks. proboszczowie mając sprawić żyrandol, takowy według dostarczonych sobie rysunków, odpowiednio do wielkości kościoła i jego stylu, na miejscu w kraju robić kazali. Koszt byłby mniejszy, a nasi bronzownicy więcej nabraliby gustu, starając się o dobre rysunki i według takowych modelując. Z doświadczenia wiem, że mamy w Warszawie dobrych pracowników. Sprowadzajmy z zagranicy wzory, i według nich żądajmy wykonania. Będzie to stosowniejsze do kościołów, a pożyteczniejsze dla kraju.

W Stanisławowie Jego Ekscellencja bawił całą dobę. A było tu pracy niemało. Samych wybierzmowanych było 2708 osób. Dziatki, przystrojone odświętnie, na pytania z katechizmu odpowiadały przytomnie i dobrze. Parafjanie stanisławowscy z największą czcią otaczali Arcypasterza. Znać było na nich pracę i wpływ miejscowego proboszcza. Wszędzie porządek, ład, czystość, wesołe i uszczęśliwione twarze. Pogoda była prześliczna. Tłumy ludu zalegały miasteczko, a wszędzie umajono, upiększono. Miejmy nadzieję, że i w sercach i duszach, wzmocnionych łaską Bożą w sakramentach św„ będzie długo jeszcze czysto, a przestrogi i rady, apostolską powagą w dwóch przemówieniach Arcypasterza wiernemu ludowi stanisławowskiemu podane, na zawsze w sercu i pamięci zagoszczą.

Pustelnik

Ze Stanisławowa Jego Ekscellencja w środę d. 12 maja wyjechał do wsi Pustelnik, na pograniczu dekanatów radzymińskiego i warszawskiego leżącej. Pustelnik nazwę swoją otrzymał od pustelni, w której na początku XV w. w pośród lasów zamieszkiwał pewien sługa Boży z imienia i nazwiska nieznany. Dom czyli pustelnię tę po śmierci jego zamieniono na ka plicę, do której Andrzej Krzycki, biskup płocki, w r. 1440 dołączył kilka sąsiednich osad i tym sposobem nową parafję erygował. W sto lat później, za staraniem miejscowego plebana ks. Stanisława Święcickiego, przez Stanisława i Aleksego Święcickich kościół w Pustelniku uposażony został 2 włókami ziemi, którą to darowiznę ks. Jakób Buczacki, biskup kamieniecki, później chełmski, a od roku 1538 płocki, zaakceptował.

Parafja Pustelnik nigdy liczną nie była. Obecnie ma dusz 2200. Administratorem parafji jest ks. Franciszek Jakubowski or. ś. Aug., wielce zabiegliwy i dbały o po rządek i czystość w kościele i na plebanji. Kościół dziś istniejący wybudowany został z drzewa r. 1843 za staraniem ś. p. ks. Tomasza Mościckiego, ówczesnego proboszcza w Pustelniku. Za dzisiejszego proboszcza odrestaurowany i ozdobiony schludnie wygląda, a otoczony z dwóch stron lasem sosnowym, uroczy przed stawia widok. Za staraniem dzisiejszego proboszcza przebudowano plebanję i zabudowania gospodarskie. W Pustelniku Jego Ekscel. zabawił godzin 24. Stosunkowo do innych parafji wizyta ta była najmniej utrudzającą. Do sakramentu Bierzmowania, wśród stałej pogody, w cieniu drzew na cmentarzu udzielanego, przystąpiło osób 990.

Cygów

Z Pustelnika J. E. nazajutrz około godziny 3-ej po południu wyruszył do wsi Cygowa, w dekanacie radzymińskim położonej. Przy każdej wiosce przez którą przejeżdżać przechodziło, mieszkańcy w domach dla pilnowania ich pozostali (wszyscy inni biegli do kościoła i tam przyjazdu oczekiwali), zebrani gromad kami, śpiewając pobożne pieśni witali Arcypasterza i z pokorą prosili o błogosławieństwo dla siebie i rodzin swoich. Widząc tę gorącą wiarę i pobożność ludu, Arcypasterz zmuszony był kilkakrotnie się zatrzymywać, i dozwolić zbliżać się do siebie dzieciom, mat kom i starcom, pragnącym ucałować błogosławiącą ich rękę. To też i przyjazd do Cygowa trochę się opóźnił. Rzewne i serdeczne było tam powitanie. Arcypasterz, biorąc za tekst słowa Zbawiciela „Ego sum vitis vera“, jasno a barwnie i zajmująco pouczał lud wierny, jak to w Chrystusie Panu trwać, w Nim żyć i siła owocu przynosić należy. Porównał Kościół św. do wielkiego rozłożystego drzewa, w którem całe życie idzie z głównego pnia, a rozprowadza przez gałęzie do kończyn gałązek i liścia. Objaśnił jak życie to Chrystusowe za pomocą Chrystusowego apostolstwa i kapłaństwa przechodzi do nich, by wspólnie zakwitnąć miłością Boga i bliźniego, a zrodzić owoc dobrych uczynków chrześcijańskich. Po przemowie Arcypasterza i odpowiedniej nauce rozpoczęło się bierzmowanie, które trwało do godziny 7 wieczorem.

Parafja Cygów, albo inaczej Poświętne, erygowaną została r. 1527 z wiosek należących do parafji Kobyłka i Klembów. Pierwotny kościół wybudowany przez dziedzica dóbr ręczajskich Jerzego Ręczajskiego, przetrwał do r. 1755. W roku 1762 Dyzma Szymanowski, szambelan i starosta zakroczymski, wybudował nowy kościół, który do tej pory istnieje. Czysto i schludnie utrzymywany, jakkolwiek nie posiada zabytków starożytności, w apparata i utensylja kościelne dobrze jest zaopatrzony. Są to po największej części dary osób należących do rodziny Szymanowskich, pomiędzy innemi znajduje się tu gustowny relikwiarz, dar J. E. H. Kossowskiego, Biskupa administratora płockiego. W Cygowie Arcypasterz wybierzmował osób 1293, a pożegnawszy parafjan i zachęciwszy ich do trwania w wierze i uczynkach chrześcijańskich, w piątek o go dzinie 2-ej wyruszył do Klembowa, wsi kościelnej 0 8 wiorst od Cygowa odległej.

Klembów

Parafja Klembów, jedna z najstarożytniejszych dawniej djecezji płockiej, obecnie archidjecezji, dziś jest dosyć liczną, bo przeszło 5,000 dusz liczy. Ani aktu erekcji, ani pewnej daty swego założenia nie posiada. Z erekcji jednak sąsiednich kościołów wiadomo, że była macierzą kilku innych kościołów parafjalnych, nawet za Bugiem położonych. Dawna osada Klembów wraz z kościołem parafjalnym za Jana Kazimierza przez szwedów zniszczoną i spaloną została. Ten sam los spotkał Klembów przy końcu zeszłego wieku. W roku 1827 jeszcze raz jeden kościół uległ zniszczeniu przez pożar. I wtedy to przystąpiono do budowy dzisiejszego kościoła, który, jakkolwiek starannie utrzymywany przez teraźniejszego proboszcza, ks. Stypułkowskiego, jest nizki, szczupły i niedostateczny dla tak licznej, a podobno i dosyć zamożnej parafji. Z przemówienia gorliwego, a długoletniego pasterza parafji Klembów dowiedzieliśmy się, że anszlagi na budowę nowego kościoła wygotowane zostały, że potrzeba tylko dobrej woli i ofiarności parafjan, a budowa nowego kościoła bez wielkiego wysiłku do skutku przyjść może. Na po chwałę parafjan klembowskich powiedzieć można, że lud wiejski po klęsce głodu w latach 1851 i 52, z zapałem wyrzekłszy się rozpajających trunków, pokochał cnotę wstrzemięźliwości, a trwając w niej stale, doznał na sobie błogich jej skutków, dając zarazem przykład młodszym pokoleniom, jak w dobrem wytrwać należy. To też wobec stosunkowej zamożności parafjan, przy powszechnej prawie trzeźwości, spodziewać się z pewnością można, że kiedy daleko uboższe i mniej liczne parafje, jak np. Osuchów, Dąbrówka etc. zdobyły się na wystawienie odpowiednich domów Bożych, parafja Klembów, jak to wspomniałem, w okolicy najstarsza, nie pozostanie w tyle i niedługo może zaprosi Arcypasterza, by nowy jej kościół pokonsekrował. Pochwalił też Jego Ekscellencja pobożne chęci i zabiegi proboszcza i parafjan, zachęcając ich jednocześnie, aby budowali, upiększali i przystrajali wewnętrzny przybytek Boży, jakim jest wierne Bogu i miłujące serce chrześcijanina. Usłuchał lud wierny głosu swojego Pasterza, gdyż cisnął się do konfessjonałów, a szczupła liczba kapłanów przy całej ich gorliwości wydołać pracy nie mogła. Wybierzmowanych było 2.278, a bardzo wielu z żalem bez spowiedzi i sakramentu bierzmowania do domów wrócić musiało.

Kobyłka

W sobotę o godzinie 6-ej wieczorem J. Ekscel. z Klembowa wyjechał do Kobełki, jako ostatniego z obecnie wizytowanych kościołów. Boczne piasczyste drogi przy kilkunastowiorstowej odległości były przyczyną iż dopiero prawie przed samym zachodem słońca stanęliśmy w Kobełce. Kościół w Kobełce wspaniałością swoją o wiele przewyższa wszystkie inne kościoły do tej pory zwiedzane. Zdaleka już imponuje swoją wysoką wieżą, a wygląda na starą i ciężką budowę. Tymczasem w miarę większego zbliżenia złudzenie to znika. Oko z przyjemnością zatrzymuje się na lekkim i wdzięcznym renesansie, który przeważnie zapanował u nas w budowie kościołów wieku XVII i XVIII. Świątynia ta wzniesioną została przez ks. Marcina Załuskiego, biskupa suffragana płockiego, jego wyłącznym kosztem r. 1742, w miejsce starego kościółka, oddawna istniejącego i prawdopodobnie razem z parafją w XV wieku powstałego. Po wybudowaniu kościoła parafja Kobełka powierzoną została jezuitom, i ci jak wszędzie, wnętrze świątyni wspaniale przyozdobili freskami, z których niektóre dochowały się w całości i artystyczną przedstawiają wartość. Kościół posiada dwie ambony, prawdopodobnie do dysput teologicznych używane. Presbyterjum na kilka stopni wzniesione, po bokach posiada dwie wspaniałe loże, w których ojcowie gromadzili się dla słuchania mszy św., lub odmawiania pacierzy. Tradycja niesie, że do Kobełki dwór królewski i magnaci ze stolicy udawali się dla odprawiania rokrocznie wielkanocnych rekollekcji. Obszerne sale po bokach i nad zakrystją wzniesione a z kościołem i jego na wami połączone, prawdopodobnie na ten cel pobudowane zostały. Ołtarz wielki, lekko i misternie wzniesiony, cały wyłożony jest relikwjami świętych za szkłem umieszczonemi. Z tyłu wielkiego ołtarza znajduje się zakrystja, a poza nią od strony zewnętrznej ogrójec, przez boczne nawy komunikujący się z kościołem. Wszystkie figury w ogrójcu pomieszczone są z kamienia i dobrego dłuta. Po kassacji jezuitów kościół i parafja Kobełka oddane zostały oo. bernardynom. Ci jednak utrzymać go w dawnej świetności nie umieli. Zapomnieli też o kościele dawni dobrodzieje jezuickiego zakonu; ustały pielgrzymki osób możnych, nastał czas wojen i za mieszek, osłabł duch religijny w narodzie. Utrzymanie kościoła spadło na nieliczną i ubogą ludność miejscowej parafji. To też i kościół kobełkowski już w naszym wieku stał się prawie ruiną. W przedostatniej restauracji, pomiędzy rokiem 30 a 40 dokonanej, traktowano go prawdziwie po macoszemu. Zniżono dwie boczne nawy, a nawet uszkodzone z prawej strony zewnętrzne freski pobielono. Przed niedawnym czasem wspaniała ta świątynia groziła zupełnym upadkiem. Obecny jednak proboszcz, ks. Józef Gosk, przy chętnej pomocy parafjan i opiece miejscowych władz, energicznie zabrał się do dzieła, wzmocnił fundamenta kościelne, a tym sposobem zabezpieczył mury, grożące zawaleniem. Nie ustaje też troszczyć się o resztę. W tym roku jeszcze potrzeba nagląca woła o radykalną naprawę dachu, a i wspaniała dzwonnica i wieża niezbędnie wymaga naprawy. Koszta będą znaczne, a przechodzą podobno możność ubogiej parafji. Gdy by się znalazł większy jaki dobroczyńca, kościół kobełkowski mógłby choć w części wrócić do dawnej świetności. Nie oglądając się jednak na to, trzeba czynić co można. Dobry początek rokuje i dobry koniec. Byleby fundamenta i dach nie budziły obaw, wszystko inne powoli się znajdzie. Na pochwałę na szych czasów to powiedzieć można, że wszystkiemi siłami bronimy się przed ruiną, a nawet zdobywamy się na nowe wiary i pobożności naszej objawy. Wznoszą się świątynie, restaurują stare, a chociaż finansowo świetnie nie stoimy wcale, przypominamy się Panu Bogu, skarbiąc Jego łaski i błogosławieństwo na przyszłość.

W Kobełce Jego Ekscellencja pontyfikalnie celebrował w niedzielę summę, a po udzieleniu odpustu i odpowiedniej nauce dla ludu przez jednego z kapłanów, udzielał bierzmowania, a w jednej z przerw tegoż słuchał spowiedzi św. O tyle też więcej korzystało z bierzmowania, którego Arcypasterz i w poniedziałek do południa udzielał. O samem południu za kończył swą pracę rzewnem przemówieniem do parafjan, aby z łask Bożych, udzielanych im w czasie tej wizyty pasterskiej, korzystali, a z nimi współpracując, dobili się szczęśliwego końca wszystkich pragnień, usiłowań i wysileń swoich. Po przemowie do ludu wystąpił przed ołtarz ks. Teofil Kozłowski, dziekan radzymiński, i w imieniu duchowieństwa i ludu złożył Arcypasterzowi korne dzięki za pracę, trudy i tę radość i wesele, jakie wniósł z dostojną Osobą swoją pod strzechy wiernego ludu; ponowił wyrażenie uczuć wdzięczności, wezwał wszystkich do serdecznej modlitwy o długie życie Arcypasterza, i zakończył upewnieniem najgłębszej czci i miłości, jaką duchowieństwo i lud w sercach swoich dla niego przechowywać będzie. Niedługo potem, żegnany dziękczynnemi okrzykami ludu, jeszcze raz pożegnany na granicy powiatu przez miejscowe duchowieństwo, Jego Ekscellencja powrócił do Warszawy, unosząc ze sobą przeświadczenie o użytecznej pracy i gorliwości duchowieństwa dekanatu, a pobożności i wierze powierzonego mu ludu. W wizycie tej J. Ekscel. zwiedził 11 kościołów, dwa z nich pokonsekrował, udzielił bierzmowania 17.905 wiernym, dwadzieścia dwa razy przemawiał i nauczał. Na słabe siły ludzkie może to za wiele. Nie za wiele jednak na naszego Arcypasterza, który powtarzając sobie w duszy owe apostolskie mogę w Tym, który mnie umacnia, ukończywszy jedną pracę, już myśli o drugiej. Czasy poprzedniego sieroctwa wymagają zdwojenia obecnie gorliwości i pracy naszego Arcypasterza. Bogu dzięki, że go obdarza czerstwem zdrowiem dla chwały swojej, pożytku wiernych i dobra archidjecezji. I o to też wszyscy bez wyjątku co dziennie modlić się winniśmy.

Ks…

Przegląd Katolicki
tygodnik poświęcony sprawom religijnym, społecznym i kulturalnym
R.24, nr 22-24 (3-17 czerwca 1886)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.