Wołomin z lat 30.

Dzielnica Wołomin-Las, w której wówczas mieszkałem, prezentowała się zupełnie inaczej niż dziś… Każde podwórko żyło – w ogrodzie pracowali ludzie, bawiły się dzieci. Często dla melioracji terenu kopano stawy na podwórkach, co jeszcze bardziej wzbogacało świat otaczającej nas przyrody. Na każdym podwórku niemal obowiązkowo były króliki, często kozy, kury, kaczki, gęsi czy perliczki. Powszechne było hodowanie gołębi. Każde narodziny królików czy wyklucie się piskląt było dla nas, dzieciaków, wydarzeniem. Znaliśmy rosnące na łące zioła i ich zastosowanie. Ludzie żyli obok zwierząt, dzielili się ze sobą wiedzą o nich, dużo rozmawiali. Specyficznym miejscem spotkań i dyskusji hodowców był targ – oprócz wiedzy można tam było też zdobyć pokarm dla zwierząt, choćby z resztek warzyw po całym dniu handlu. Dziś mówimy o tym: życie w zgodzie z naturą. Wtedy innego życia nie było…

Rozmawialiśmy nie tylko o naszych podopiecznych – byliśmy przecież dziećmi, mieliśmy głowy pełne marzeń… Rozmawialiśmy o nich godzinami! Przeważnie się spełniały – bo jeśli nie masz marzeń, nie masz sensu życia! Dziś z przerażeniem obserwuję młodych ludzi skupionych na nauce, studiach, potem zdobywaniu pracy i pieniędzy – ale pozbawionych marzeń i ciekawości świata.

Tylko w centrum miasta nie było przy domach ogródków czy warzywników, kilka kroków dalej każdy miał je obok domu. Place miały wielkość ćwierć morgi – był to wówczas najmniejszy plac, jaki można było rejentalnie kupić. Mniejsze działki można było nabyć – ale tylko w wieczystą dzierżawę, czyli 99 lat. Warto przypomnieć definicję obszaru morgi: to taki kawałek ziemi, jaki chłop jest w stanie zaorać w ciągu dnia w parę wołów. Dziś przyjmuje się, że to 5660 metrów kwadratowych.

W okresie międzywojennym najpiękniejsza w Wołominie była… atmosfera. W soboty pracowało się do 14.00, w niedziele odbywały się potańcówki na Helenówce. Wydaje się, że życie wówczas było bardzo ciężkie – skąd więc tak miłe wspomnienia? Może to specyficzni mieszkańcy… Tak jak i dzisiaj, tak wtedy wielu mieszkańców sprowadzało się do Wołomina – zarówno ze wsi, jak i z Warszawy. Ziemia była tu tania, często lepiej było kupić plac, postawić domek i nie płacić komornego, które było zmorą dla ludzi niemających stałego zatrudnienia.

Wyraźnie rzucało się w oczy rozwarstwienie społeczne – ludzie, którzy sprowadzili się tu ze wsi, byli często analfabetami, mówili rozpoznawalną od pierwszego kontaktu gwarą, inaczej się ubierali, mieli zupełnie inne podejście do wielu spraw. Jako dzieci też widzieliśmy to od razu – nasi rówieśnicy z rodzin pochodzących ze wsi mieli na przykład spodnie z nogawkami do połowy łydek… Jak to wyglądało! Zarówno sposób mówienia, jak i ubiór były wówczas bezlitośnie wykpiwane przez dzieci i młodzież… Dzieci nosiły wówczas krótkie spodnie przez cały rok, w zimie zakładało się pończochy.

1 Komentarz

  1. Pingback: portal Wołomin | Wołomin z lat 30.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.