Wołomińscy Żydzi przyjmują uchodźców

Dla Żydów nadeszły czasy ciężkich prześladowań: wygnania, aresztowania (…). Warszawa pełna była uchodźców, którzy uciekli przed Rosjanami oraz Niemcami. Tutaj tłum uchodźców napierał bezładną masą na gminę warszawską. Wielu uchodźców rozproszyło się po okolicznych miasteczkach, dotarli też do Wołomina. Żydzi wołomińscy przyjęli uchodźców niezwykle ciepło i z wielką litością. Rozlokowano ich w żydowskich domach i rodzinach, organizowano wszelką pomoc.

Polski Komitet Centralny w Warszawie odmówił pomocy Żydom, ale w Wołominie udało mi się uzyskać wsparcie pewnych postępowych Polaków, którzy rozumieli, że antyżydowska propaganda pomaga tylko Rosjanom, którzy chętnie przyjmowali wiadomości o żydowskich szpiegach (…) na polu walki.

Tajny syjonistyczny komitet, który stworzono w Warszawie, podjął energiczną działalność (…), aby zwalczać fałszywe informacje. Wysłano specjalnych posłańców, którzy skontaktowali się z polską i rosyjską inteligencją i uświadamiali jej, jak niezgodna z prawdą jest droga, którą poszli endecy.

Z całym swoim młodzieńczym zapałem podjąłem się działalności na moim odcinku w Wołominie, aby pomagać uchodźcom.

Walczyłem konsekwentnie o prawa dla Żydów. Nie pomijałem żadnej okazji, aby cierpko wypowiadać się na temat zarządzeń skierowanych przeciwko żydowskim mieszkańcom, umacniałem ich w poczuciu własnej wartości, nawet najuboższą ludność żydowską.

Ale zdarzały mi się chwile, kiedy czułem się bezradny, szczególnie kiedy nadchodziły rozporządzenia „z góry”, od rządu w Warszawie. Wszędzie tam, gdzie Żydzi stanowili większość, przeważnie w miasteczkach, mieszkańcy odczuwali strach przed dostaniem się władzy w ratuszu w żydowskie ręce. Z tego powodu administracja państwowa rozszerzyła okręgi wyborcze, dodając do każdego miasteczka po kilka wsi, w których przeważała ludność polska. Wykorzystali to endecy w Wołominie, ponieważ uważali, że Żydzi powinni mieć jak najmniejszy wpływ na życie publiczne.

Jako następna pojawiła się kwestia „Litwaków”. Byli to Żydzi, których carskie władze wyrzuciły z ziem rosyjskich do Królestwa Polskiego. Endecy stworzyli legendę o tysiącach Żydów, którzy pojawili się w Polsce. Później ta legenda się rozpowszechniła i dotarła do różnych polskich partii politycznych.

Także w Wołominie ludzie Markowskiego i Wojciechowskiego zaczęli „czepiać się” Żydów, którzy przybyli z ziem zaboru rosyjskiego, i powstrzymywali się przed nadawaniem im obywatelstwa. Najbardziej aktywny w tym był Wojciechowski, który wcześniej pełnił funkcję naczelnika poczty w Wołominie.

W takich przypadkach kilka razy musiałem interweniować. Problem ten istniał również w Warszawie oraz w innych miastach. Konflikt znalazł oddźwięk także za granicą i dzięki wpływowym, bogatym Żydom wywierano nacisk, aby Polska wreszcie zawarła porozumienie pokojowe.  W porozumieniu tym zawarto, że Żydzi, którzy byli obywatelami państw zaborczych Polski do 1918 roku, powinni otrzymać polskie obywatelstwo.

Spotykając się z przedstawicielami polskich partii politycznych, endeckich i socjalistycznych,  słyszałem opinie, że Żydzi za granicą szkodzą dobremu imieniu Polski. Żydzi mieli jakoby oskarżać Polskę, że nie radzi sobie z konfliktem wewnętrznym.

Postrzegałem Polskę jako kraj zaniedbany, kraj który ma kulturę europejską, tradycję państwową, ale kraj który nie wie w jaki sposób obchodzić się  z mniejszościami narodowymi. Oskarżano mnie, że jestem jednym z tych, którzy wierzą w podjudzanie do antysemityzmu i pogromy. Doktor Czaplicki raz powiedział do mnie: „Polacy zawsze byli narodem wspaniałomyślnym, a wy Żydzi oskarżacie nas o rzeczy, których my nie czynimy. Z każdej awantury, z każdej bójki robicie problem na cały świat. Ot, żyjecie tu w Wołominie jak w raju, czego więc się czepiacie”.

Moją zasadą w dyskusjach z polskimi rozmówcami było nie dać się wyprowadzić z równowagi. Wysłuchałem więc słów doktora i lekko się uśmiechając odpowiedziałem: „Panie doktorze, ja też jestem tego samego zdania. Wkrótce będziecie mieli sposobność do okazania waszej wspaniałomyślności wobec Żydów”.

W polskim Sejmie debatowano wówczas nad nadaniem pełni praw obywatelskich tym, którzy wcześniej mieszkali na ziemiach zaboru rosyjskiego. Szczególnie dotyczyło to Litwaków, którzy ze swoim rosyjskim pochodzeniem nie mieli statusu obywatela w niepodległej Polsce. Deklarowano wrogość wobec nich, oficjalnie zrobił to ówczesny minister spraw wewnętrznych Stanisław Wojciechowski z przywódcą PSL–u. Oświadczono, że Litwacy nie są obywatelami, jedynie tylko mieszkańcami.

Także i mnie próbowano robić trudności z tego powodu, że byłem obywatelem rosyjskim. Usiłowano zamknąć moją fabrykę w Wołominie, nie patrząc na to, że plac z zabudowaniami fabryki należał jeszcze do mojego ojca i był zapisany na Wolfa Krajzmana. Kiedy wybuchła I wojna światowa, mój szwagier przeprowadził maszyny do Jekaterynosławia (dzisiaj Dniepropietrowsk). Tam maszyny przepadły.

Fragment Księgi Pamięci Żydów Wołomina
tłumaczenie: Katarzyna Brodacka i Mirjam Boehm
redakcja tekstu: Marzena Kubacz i Agata Sobczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.