Wołomińska panorama

Stara, zniszczona zabudowa centrum upodabnia Wołomin do innych miejscowości podwarszawskich, ale jest to bodaj jedyna ich wspólna cecha. Nie ma tu nic z przysłowiowej senności małego miasteczka. Poranne pociągi dowożą do pracy w Warszawie niespełna czwartą cześć mieszkańców. Nieco więcej znajduje zatrudnienie na miejscu, głównie w przemyśle.

Przemysł stworzył to miasto. Zaczęło się ono rozwijać wokół linii kolejowej i hut szkła. Prawa miejskie otrzymało dopiero w 1919 roku. Oprócz Huty Szkła im. Feliksa Paplińskiegp zatrudniającej około 2.200 pracowników są tam m.in. Zakłady Stolarki Budowlanej – największe tego typu w Polsce, Przedsiębiorstwo Poszukiwań Nafty i Gazu, Przedsiębiorstwo Elektryfikacyjne, spółdzielnie pracy. Okoliczne ziemie są niskiej jakości, a powierzchnia użytków rolnych niewielka – 4.100 ha, dlatego rolnictwo nie odgrywa większej roli. Utrzymuje się z niego zaledwie 2 tyś. osób.

Razem z gminą Wołomin liczy 42 tyś. mieszkańców, z czego 10 tyś. mieszka na wsi. W wieku poprodukcyjnym jest około 10 tyś. mieszkańców, a więc znacznie powyżej średniej krajowej.

Przed reformą administracyjną powiat wołomiński liczył 180 tyś. mieszkańców plasując się pod względem wielkości na trzecim miejscu w Polsce. Miał na swoim terenie siedem miast: Wołomin, Tłuszcz, Kobyłkę, Zielonkę, Ząbki, Marki i Radzymin. Reforma wprowadziła spory galimatias. Nie uwzględniając zasięgu oddziaływania tradycyjnych centrów lokalnych, naturalnego podziału kraju i związanego z nim układu komunikacyjnego, przyniosła efekty zgoła nieoczekiwane. Najlepszym tego przykładem jest gmina Poświętne, należąca obecnie do województwa siedleckiego. Jej mieszkańcy nie mają z siedzibą województwa żadnego rozsądnego połączenia: najpierw muszą dojechać autobusem do Wołomina, gdzie mieściły się ich poprzednie władze administracyjne, potem pociągiem do Warszawy i stamtąd dopiero do Siedlec. Przy okazji warto przypomnieć, że wioska Rynczaje położona na terenie gminy Poświętne była przed wielu laty siedzibą gminy, do której należał również Wołomin zanim uzyskał prawa miejskie. Tak to zmienia się kraj pośród meandrów administracyjnych.

Wołomin dobrze wyszedł na likwidacji województwa warszawskiego, do którego należał i przyłączeniu do stołecznego, co zgodnie stwierdzają, naczelnik miasta Bogdan Kowalski i jego zastępca Jan Włodarek. Wraz ze zmniejszeniem obszaru województwa zmniejszyła się bariera oddzielająca je od stolicy. Jednym z pierwszych posunięć była zmiana struktury służb komunalnych. Z wszystkoistycznego do czasu reformy Powiatowego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wyodrębniono poszczególne branże tworząc przedsiębiorstwa obsługujące różne dziedziny gospodarki miejskiej: administrowanie i remonty domów, wodociągi i kanalizację, energetykę cieplną, drogi i mosty, oczyszczanie miasta itp. W większości są to filie przedsiębiorstw stołecznych. W niektórych przypadkach efekty były natychmiastowe: w latach 1975-76 wyasfaltowano więcej ulic niż w całym okresie powojennym, w innych – rozłożyły się w czasie. Ogólnie jednak poszczególne służby działają sprawniej. Następna korzyść to opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego miasta, co powitano z ulgą: bez planu nie można niczego zbudować. Obecnie plan czeka na akceptację kolei, która zamierza się rozbudowywać w tym rejonie. Wreszcie – po reorganizacji zwiększył się budżet miasta. W skali Wołomina występuje w związku z tym problem ogólnopolski: pieniądze są, trudniej coś za nie kupić.

Oprócz korzyści doraźnych Wołomin zyskał też perspektywy rozwoju w postaci planów rozbudowy aglomeracji stołecznej w paśmie wschodnim. Reasumując – przyłączenie do województwa stołecznego było posunięciem korzystnym, chociaż z punktu widzenia mieszkańca, szczególnie tego, który wciąż nosi wodę z ulicznego wodociągu, niczego istotnego w otaczającej rzeczywistości nie zmieniło. A takich jest blisko jedna trzecia, bo tyle właśnie mieszka w starym budownictwie.

Na mieszkanie czeka 17 tyś. osób i to jest problem numer jeden Wołomina potwierdzający ogólnopolską regułę. W mieście kolejka liczy 12 tyś. osób, resztę stanowią mieszkańcy gminy i okolic, w tym także terenów byłego powiatu wołomińskiego należących obecnie do sąsiednich województw. Tych ostatnich reforma administracyjna pozbawiła w praktyce prawa do mieszkania w Wołominie. Mogą je otrzymać tylko za zgodą naczelnika miasta w przypadku fatalnej sytuacji mieszkaniowej.

W panoramie miasta widać sporo nowych bloków. W tym roku zostanie oddana do użytku pierwsza kolonia – 530 mieszkań – spółdzielczego osiedla Hibnera, obliczanego docelowo na 18 tyś. mieszkańców. Tereny pod następne kolonie są już częściowo wywłaszczone i uzbrojone. Największy kłopot jest z odprowadzaniem ścieków. Rozbudowa miejscowej oczyszczalni zaspokoi potrzeby pierwszej kolonii, może jeszcze następnej, ale to już wątpliwe. Cała nadzieja w budowie kolektora tłocznego z Wołomina do Czajek, bez niego nie będzie mieszkań. Ścieki wołomińskie to problem sam w sobie. Oczyszczane na miejscu tylko wstępnie płyną do rzeki Długiej w Zielonce, skąd przez Kanał Żerański wpadają do Zalewu Zegrzyńskiego.

Oprócz mieszkań spółdzielczych mają powstawać, zgodnie z obecną tendencją, komunalne. Teren pod to budownictwo wyznaczono naprzeciwko istniejącego osiedla Lipińska. Urbaniści z Biura Planowania Rozwoju Warszawy chcieli usytuować w tym miejscu park, nie tyle zresztą z troski o estetykę, co o właściwe przewietrzanie miasta, a co za tym idzie – zdrowie mieszkańców. Myślenie perspektywiczne ustąpiło jednak presji potrzeb bieżących. Niewątpliwie lepiej mieszkać w dusznym osiedlu niż w żadnym, tylko dokąd takie myślenie prowadzi?

Pewnym odciążeniem dla wielorodzinnego budownictwa mieszkaniowego mogłoby się stać budownictwo jednorodzinne. Zapotrzebowanie na działki jest ogromne, nie starcza ich jednak dla wszystkich chętnych. Począwszy od roku 1975 przedzielono 252 działki. Dalsze poczynania w tej dziedzinie powstrzymuje brak szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego. Być może chętnych na zakup działek byłoby mniej, gdyby ich ceny były bardziej realne. Urząd miasta, który wykupuje ziemię płacąc po 36 zł za metr kw., przekazuje je w wieczyste użytkowanie za 1,5-2 zł za metr kw. W tej sytuacji opłaca się kupować działki.

W Wołominie powstało po wojnie pięć osiedli mieszkaniowych, ale w żadnym nie wybudowano szkoły. Ostatnią szkołę podstawową oddano do użytku 16 lat temu. To też zapewne efekt presji potrzeb bieżących, skutki zaś są opłakane. W mieście istnieje pięć szkół ośmioklasowych, w gminie trzy ośmioklasowe i dwie filie z klasami I-III. To o wiele za mało.

Oceniając w 1979 roku stan techniczny szkół wołomińskich Biuro Planowania Rozwoju Warszawy uznało, że na terenie miasta nadają się do dalszego wykorzystania dwie szkoły, pozostałe powinny być zlikwidowane. Ze względu na przewidywany wzrost ludności do około 56 tyś. w roku 1990 i szacunkową liczbę 10 tyś. dzieci w wieku szkoły podstawowej, uznano za niezbędną budowę do tego czasu dziewięciu szkół.

W roku 1980 postanowiono usunąć dzieci z budynku szkolnego, w którym spróchniałe stropy groziły zawaleniem. Nie było jednak gdzie ich umieścić. Stropy zostały więc wzmocnione stalowymi belkami i szkoła nadal funkcjonuje.

W gminie sytuacja jest jeszcze gorsza. Filia we wsi Grabie Stare oraz szkoła w Ossowie mieszczą się od 1947 roku w barakach.

Z kolei szkoły będące w lepszym stanie technicznym są kolosalnie przeciążone. Pracują na trzy zmiany, a oddziały liczą po 40 uczniów. Szkoła Podstawowa Nr 5 w Wołominie, obliczona na 600 uczniów, ma ich obecnie ponad dwa razy tyle, a lekcje kończy o godzinie 18.00. Zbiorcza Szkoła Gminna w Duczkach prowadzi zajęcia do 19.15!

Podobnie jest z przedszkolami. W stołecznym województwie, gdzie sytuacja też jest fatalna, przypada średnio o 10 proc. więcej dzieci w przedszkolach niż w Wołominie. Na terenie Wołomina opieką przedszkolną objęto 60 proc. dzieci, a na terenie gminy – 29 proc. Problem będzie można uznać za rozwiązany, jeśli do 1990 roku powstanie siedem przedszkoli.

Problemów jest w Wołominie znacznie więcej, z konieczności ograniczamy się do tych, które wymagają najszybszego rozwiązania. Przy okazji nie sposób jednak uniknąć refleksji. W powodzi spraw zasadniczych tracą wagę te o mniejszym z pozoru znaczeniu, typowo lokalne. Umykają uwadze lub same usuwają się w cień. Może kiedyś uda się do nich powrócić?

Stolica: warszawski tygodnik ilustrowany.
13 czerwca 1982, nr 13

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.