Wspomnienia okupacyjne

Kolejna rocznica najazdu potężnych armii hitlerowskich na Polskę, zaktywizowała moją pamięć o wielu wydarzeniach, dziejących się na terenie Wołomina w okresie okupacji. Wspomagając się również pamięcią jednego z moich kolegów, Stefana W., opiszę jedno z tych wydarzeń, w którym wyżej wymieniony kolega brał bezpośredni udział.

Ucieczka z kina…

Zanim jeszcze akcja małego sabotażu, pod hasłem „Tylko świnie siedzą w kinie” mocno ograniczyła frekwencję w kinach, dawały one dozwoloną przez władze okupacyjne rozrywkę. Niektóre z wyświetlanych filmów, nie mające akcentów goebelsowskiej propagandy, cieszyły się powodzeniem u wołomińskich kinomanów.

Tę sytuację postanowiło wykorzystać kierownictwo niemieckiego urzędu organizującego wysyłkę Polaków do pracy na terenie Niemiec. Ponieważ werbunek ochotniczy przyniósł kompletnie fiasko – wysyłka była dokonywana z zastosowaniem różnych form przymusu, najczęściej bardzo brutalnego. Jedną z form tego przymusu były zwykle łapanki na ulicach, często pod kinami, wykonywane przez policję i żandarmerię niemiecką. Pewnego dnia, w wołomińskim kinie podczas projekcji atrakcyjnego filmu, który zgromadził sporo widzów, na salę wszedł, znany mieszkańcom miasta, mężczyzna i scenicznym szeptem ostrzegł kilka osób oglądających film, że za kilka minut pod budynek kina zajadą „budy” policyjne i odbędzie się polowanie na wychodzących Polaków!

Ostrzeżenie przyniosło piorunujący skutek i gdy policyjne „budy” zajechały pod budynek kina, na sali siedziało już jedynie kilkunastu żołnierzy niemieckich, bardzo zdziwionych, że z tak dobrego filmu polscy widzowie pośpiesznie uciekali. Osoby znające „anioła stróża”, który udaremnił tę kinową łapankę, wiedziały, że jest to przemysłowiec wołomiński, od dawna mieszkający w Wołominie, a posiadający nazwisko pozwalające domyślać się niemieckich korzeni. Swoim czynem, ten wołominianin w pełni potwierdził swą stu procentową integrację z naszym miastem.

Nalot na Wołomin

Myślę, że warta przypomnienia jest historia bombowego nalotu samolotów Luftwafe na nasze miasto, w pierwszych dniach wojny w roku 1939. Był to typowy nalot terrorystyczny mający na celu zastraszenie mieszkańców miasta, niebronionego przecież przez żadne siły wojskowe. Lotnicy niemieccy zrzucili wiele bomb, mających na celu zburzenie elektrowni miejskiej przy ulicy Daszyńskiego. Spadła bomba o kilkanaście centymetrów od budynku elektrowni… i nie eksplodowała! Terrorystyczny cel tego nalotu oglądał i przeżywał autor tego wspomnienia, współuczestnicząc w akcji ratowania domów od skutków obrzucania ich bombami zapalającymi. Płonące zabudowania rolników Wawrzewskich i Suchockich. znajdujące się przy obecnej ulicy Długiej narożnik ulicy Reja, zagrażały przerzuceniem ognia poprzez ulicę Reja na zwarta zabudowę ulicy Długiej. W konsekwencji pożar zagroził wielu zabudowaniom tej ulicy – aż do kolonii Gródek – Słoneczna. Większość tych zabudowań stanowiły budynki o konstrukcji drewnianej, a niektóre z nich miały pokrycia dachowe ze słomy.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale wówczas ulica Długa nie należała do miasta Wołomina, lecz stanowiła teren władania wójta gminy Ręczaje – Remiszewskiego. W tej to akcji gaszenia pożarów i nie dopuszczania ich do ich rozszerzenia i zagłady całej prawej strony ulicy Długiej, ratownicy siedzący na dachu domu – byli ostrzelani przez lotnika niemieckiego, krążącego bezkarnie nad dachami domów.

Konspiracja

Wkrótce po zakończeniu działań wojennych, jeszcze w roku 1939, mieszkańcy Wołomina rozpoczęli działalność konspiracyjną. Działalność ta, przybierała różną formę, a jej wyraźną częścią stała się informacja i walka z propagandą okupacyjną. Godnym zapamiętania było, i chyba nadal jest następujące wydarzenie. Na narożniku ulicy Legionów i Wileńskiej, na słupie energetycznym, zainstalowany był głośnik, tak zwana „szczęka”, przy pomocy którego okupanci nadawali regularnie komunikaty wojenne, sławiące sukcesy niemieckiego Wermachtu. Pewnego dnia, z głośnika rozległy się cudowne dźwięki Mazurka Dąbrowskiego, a po nich komunikat radia BBC, informujący o niezakłamanej sytuacji na wojennych frontach. Wrażenie jakie odnieśli słuchacze tej audycji, mieszkańcy miasta było niesamowicie podniosłe, a humorystycznym wprost akcentem był fakt, że audycji wysłuchali również żołnierze niemieccy.

Innym wydarzeniem, wartym wspomnienia, była wiadomość wypisana na ścianach domów, niezwłocznie po nadaniu jej przez nieocenione radio BBC – o wycofaniu się Italii z wojny, po stronie Hitlera!

Te radosne dla mieszkańców miasta napisy, osobiście wykonał Zdzisław Haberko, mający dostęp do odbiornika radiowego funkcjonariusza okupacyjnego.

Wołominianie o Oświęcimiu

I jeszcze jedno wspomnienie. Wśród licznej grupy więźniów obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, znaleźli się też mieszkańcy Wołomina. Jednymi z nich byli bracia Leon i Jan G.

Kompletując orkiestrę obozową SS-mani odkryli, że młodszy z braci Jan, chyba jeszcze wtedy niepełnoletni, jest fenomenem muzycznym, grającym na wielu instrumentach. I chociaż trudno to zrozumieć, ci sadystyczni strażnicy obozowi – chyba tytułem odreagowania od okropności obozowych, których byli autorami – lubili u schyłku każdego obozowego dnia… słuchać muzyki wyłącznie w brzmieniu sentymentalnym. Wykonawcą tej muzyki granej na skrzypcach był młody Jan. Niemieckie poczucie sprawiedliwości, nakazywało jednak SS-mańskim melomanom, że przed każdym koncertem… dawali artyście dodatkową kolację, warunkując ją jednak tym, że pod znanymi w obozie rygorami – musi sam zjeść tę kolację i nie wolno mu choćby okruszka chleba przekazać komuś innemu.

Te właśnie dodatkowe kolacje, pozwoliły Janowi poprawić fizyczną kondycję i pędzony zimą roku 1945 tak zwanym marszem śmierci z Oświęcimia na zachód – doszedł do celu, a po wojnie powrócił do rodzinnego Wołomina. Niestety, starszy z braci Leon – nie przeżył trudów tego marszu.

1 Komentarz

  1. Pingback: Wspomnienia okupacyjne | Wołomin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.