Niełatwe początki konspiracji

Nasz bohater służąc jako podporucznik w Samodzielnym Batalionie Strzelców w Rembertowie uczestniczył w Wojnie Obronnej Polski 1939 roku. Po przegranej kampanii zbiegł z niewoli niemieckiej i wrócił do rodzinnej Krawcowizny, gdzie spotkał się z rodzicami i trzema braćmi. Po pozbyciu się szoku wynikającym z przegranej wojny, młodzi Wierzbowie postanowili działać. Oto kolejne fragmenty wspomnień bohatera lokalnej AK.
Już w grudniu 1939 roku mieliśmy z bratem Wacławem kontakty z członkami podziemnej organizacji, jaka zawiązała się w naszej okolicy. Początkowo byliśmy bardzo ostrożni w nawiązywaniu kontaktów z podziemiem, choć te kontakty następowały zawsze przez kolegów z lat szkolnych lub ludzi dobrze nam znanych. I tak to się zaczęło. Z tych maleńkich pierwszych iskierek organizacji podziemnych powstać miał później wielki ogień w całej okupowanej Polsce, ogień, którego okupant nie potrafił zdusić.

W marcu 1940 r. zostałem zaprzysiężony i stałem się członkiem Związku Walki Zbrojnej. Przyjąłem pseudonim „Zawada”. Brat Wacław uczynił to znacznie wcześniej i nosił początkowo pseudonim Laskowski, później Odrowąż. ZWZ przekształcił się wkrótce w Polski Związek Powstańczy a z tego, po komasacji różnych organizacji podziemnych powstała Armia Krajowa i ta nazwa pozostała do końca wojny.

Założenie pierwszych organizacji

Początkowo praca w konspiracji ograniczała się do werbowania dalszych członków, szczególnie oficerów i podoficerów ale również i szeregowych, oraz kolportowania prasy konspiracyjnej. Osobiście przewoziłem prasę podziemną tzw. bibułę wielokrotnie pociągiem w Wołomina do Tłuszcza. Bibułę woziłem w metalowej bańce na mleko, ale cuchnącej naftą na odległość kilku metrów. Wkrótce zdołałem zorganizować pluton piechoty, którego byłem dowódcą na terenie placówki Strachówka. Brat Wacław, ps. Odrowąż, który już przed rokiem 1939 był podporucznikiem rezerwy, mianowany został komendantem Ośrodka Tłuszcz. Podstawową jednostką organizacyjną AK, terytorialnie rzecz biorąc był placówka, która obejmowała teren jednej gminy wiejskiej. Gmina obejmowała wówczas kilkanaście wsi, gdzie zamieszkiwało kilka tysięcy ludzi. Kilka placówek stanowiło Ośrodek. Następnie trzy cztery ośrodki stanowiły Obwód. Terytorialnie obwód pokrywał się z powiatem. Ośrodek Tłuszcz, którego komendantem był ppor. Odrowąż obejmował gminy Klembów, Tłuszcz, Międzyleś, Strachówka i Jadów. W końcu 1940 roku zostałem mianowany komendantem placówki Strachówka. (…)

Wacław Wierzba
Wacław Wierzba ps. Odowąż, komendant Ośrodka Tłuszcz

Wrogowie skaczą sobie do gardeł

W 1941 roku por. Odrowąż musiał opuścić nasz ośrodek i przenieść się na inne tereny. U nas był już wtedy poszukiwany przez Gestapo. Komendantem Ośrodka Tłuszcz został wówczas por. Brzeszczot (Stanisław Cybulski), nauczyciel ze wsi Wielgi, a ja jego zastępcą. Ale należy wrócić do ważnego wydarzenia historycznego jakie miało miejsce w 1941 roku. Otóż w nocy z 21 na 22 czerwca Niemcy zaatakowali Sowietów na całej ich wspólnej granicy. Przygotowania do tej operacji prowadzone były przez Niemców od dłuższego czasu. Już w marcu 1941 roku w każdej bez mała wiosce na terenie naszego powiatu kwaterowało wojsko niemieckie. Żołnierze niemieccy w rozmowach z ludnością nie kryli celu swojej obecności na naszym terenie. W nocy 21 czerwca zbudził nas nad ranem gwałtowny huk dział dochodzący ze strony granicy niemiecko-sowieckiej. Do tej granicy było od nas ok. 60 kilometrów. Po kilku godzinach huk armat ustał, na niebie pojawiły się całe eskadry samolotów, zupełnie jak nad nami we wrześniu 1939 roku. Było jasne, że to wojna. Dla Polaków był to moment nadziei na lepsze. Oto dwóch naszych śmiertelnych wrogów rozpoczęło ze sobą walkę. Dla Niemców była to już wojna na dwa fronty równocześnie, a takiej wojny wg. naszych przewidywań, wygrać nie mogli. Była tylko kwestia czasu kiedy padną. Z naszej prasy podziemnej dowiedzieliśmy się szybko, że sowieci nawiązali stosunki dyplomatyczne z naszym rządem na emigracji w Londynie i że w Rosji będą tworzone oddziały polskie. Były to wiadomości pocieszające.

Pluton do zadań specjalnych

A u nas konspiracja rozbudowana została już na dobre. Przyszedł rok 1942. W czerwcu została u nas zarządzona przez Komendę Obwodu akcja niszczenia linii telefonicznych przy torach kolejowych. Z drużyną kpr. Mieczysława Rosy (ps. Piechur) wycięliśmy nocą druty telefoniczne na długości kilkuset metrów przy torach klejowych Warszawa-Białystok, w rejonie stacji kolejowej Szewnica. To była nasza pierwsza akcja dywersyjna. Drobna rzecz, ale podnosiła naszych ludzi na duchu. W akcji tej brał udział również mój brat Bolesław ps. Saper. Jesienią 1942 r. została utworzona na terenie naszego obwodu tzw. Radzymińska Dywersja. Była to kompania składająca się z trzech plutonów dywersyjnych, organizowanych i działających w trzech różnych Ośrodkach. Również w Ośrodku Tłuszcz zorganizowano taki pluton a jego dowódcą ja zostałem wyznaczony. Dowódcą kompani dywersyjnej wyznaczono por. Gajowniczka ps. Radomski, nauczyciela z Tłuszcza. Radomski służbowo podlegał bezpośrednio Komendantowi Obwodu a więc plutony w ośrodkach nie podlegały służbowo ich komendantom.

Z chwilą zorganizowania plutonów dywersyjnych otrzymałem następujące zadania podpisane przez komendanta Obwodu.

  1. Zlikwidować zastępcę komendanta żandarmerii w Tłuszczu, znanego polakożercę nazwiskiem Stein z warunkiem, ze musi zginąć w okolicznościach niewyjaśnionych dla Niemców i bez śladu. Takie warunki czyniły dla mnie rozkaz niewykonalny, Ten żandarm, wyczuwając co go czeka, nie ruszał się nigdy i nigdzie samotnie, był zawsze w obstawie. Mógł zginąć tylko w otwartej walce, a tego mi zakazano z uwagi na represje ze strony Niemców.
  2. Zlikwidować jednego z policjantów granatowych na posterunku w Międzylesiu. Nazwiska jego nie pamiętam. Był rzekomo niemieckim konfidentem
  3. Zlikwidować groźnego agenta Gestapo na terenie gminy Łochów. Był on przed wojną obywatelem polskim, który przeszedł na usługi Niemców. Na wszystkich trzech tych ludzi zostały wydane wyroki przez sądy podziemne. W oparciu o zeznania kilku świadków złożone pod przysięgą.

Żadnego z tych ludzi nie znałem.

Kontrowersyjny wyrok śmierci

Gdy zostałem powołany na dowódcę plutonu dywersyjnego byłem przekonany, że będę otrzymywał zdania dywersyjne. Rozkazy, jakie później otrzymałem były dla mnie szokujące. Byłem przygotowany do walki z Niemcami a tymczasem otrzymałem rozkaz likwidacji dwóch obywateli polskich i choć to mieli być zdrajcy, to takie zadanie budziło we mnie jakąś odrazę. Źle robiono stawiając młodym chłopcom tego typu zadania. Myślę, że dla większości z nas, młodych ludzi, pragnących otwartej walki z wrogiem, wykonywanie tego typu rozkazów było szokujące. Jednak rozkaz był rozkazem. Jako pierwszego postanowiłem zlikwidować policjanta w Międzylesiu. To zadanie wydawało mi się najłatwiejsze i przekazałem je kpr. Józefowi Piotrowskiemu ps. Wieniawa. Ten bardzo dobry żołnierz, podoficer kawalerii w tym przypadku zawiódł. Od tego czasu każdą akcją, choćby mało ważną, dowodziłem osobiście. A tymczasem pierwsze zadanie nie zostało wykonane.

I stało się bardzo dobrze. W niedługim czasie otrzymałem zakaz wykonania wyroku na policjancie z Międzylesia. Okazało się, że człowiek ten był niewinny. I tu znowu zaskoczenie. Tylko przypadek zarządził, że nie został zabity człowiek bez winy.

Śródtytuły: Marcin Ołdak

goniec tłuszczański
20 czerwca 2017

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.