Sprawa grupy żydowskiej i początek roku 1944

We wrześniu 1943 roku Niemcy wymordowali w gajówce wsi Krawcowizna grupę partyzancką Żydów, Polaków i Rosjan w liczbie 17 osób. W grupie było kilka kobiet. W tym dniu, wczesnym popołudniem wróciłem do domu z jednej ze swoich licznych wędrówek po terenie w sprawach organizacji. W domu zastałem młodego, obcego mężczyznę lat około 25. Był niski, krępy, silnie zbudowany. Widać było, że to obcy, nikt z najbliższej okolicy. Siedział swobodnie i popijał mleko, którym nasza matka go poczęstowała i zagryzał chlebem. Mówił dużo i otwarcie o wojnie, okupacji i Niemcach. Nie ukrywał swojego wrogiego stosunku do okupanta. Pomyślałem – donosiciel, partyzant czy też prowokator? Wkrótce odszedł.

Również wkrótce po jego odejściu (ok. 30 minut) zobaczyliśmy na pobliskiej drodze jadący samochód osobowy z żandarmami a za nim oddział żołnierzy niemieckich na rowerach. Myśleliśmy, że to do nas ta sympatyczna wycieczka i drapnęliśmy w krzaki. Ale oni spokojnie minęli nasze gospodarstwo i pojechali dalej leśną drogą. Nie upłynęło dwadzieścia minut, gdy na kierunku gajówki w Krawcowiźnie (odległość w prostej linii od nas ok. 1 kilometra) wybuchła gwałtowna strzelanina z broni ręcznej i maszynowej, kilka eksplozji granatów i nad lasem wykwitły kłęby pożaru. To płonęły zabudowania gajówki. Co się okazało?

Rzeź Żydów i komunistów

Wczesnym rankiem tego dnia przybyła do gajówki kilkunastoosobowa grupa partyzancka. Z rozmów wynikało że są wśród nich Polacy, Żydzi i Rosjanie (był to oddział komunistycznej Gwardii Ludowej w skład którego wchodzili także ocaleli z powstania w Getcie przyp. M.O.). Zakwaterowali się w stodole gajowego Groszkowskiego. Poprzednim miejscem ich pobytu były lasy w rejonie Kamieńczyka k. Wyszkowa. Dowódcami grupy byli Tadeusz Maciejewski i „Biały Jezuk”. Gajowy Groszkowski wymknął się z domu i o obecności zawiadomił swojego zwierzchnika leśniczego nazwiskiem Bobrowski. I tutaj nitka się urywa. Jak postąpił Bobrowski, nie było wiadome. Faktem bezspornym było, że ktoś zawiadomił Niemców, gdyż ich najazd na gajówkę nie był przypadkowy. Oni podeszli skryci pod zabudowania gajówki; otoczyli je kordonem wojska i wywołali rodzinę gajowego. To wszystko daje świadectwo kompletnej beztroski dowódcy oddziału, który nie wystawił żadnych ubezpieczeń i pozwolił Niemcom tak się zaskoczyć. A Niemcy po otoczeniu gajówki otworzyli ogień do zabudowań z całej posiadanej broni.

Nikt nie ocalał

Z partyzanckiej grupy nikt nie ocalał. Mógł przeżyć tylko ten człowiek, którego ja zastałem w swoim domu. Być może nie zdążył dołączyć do grupy przed atakiem Niemców. Grupa partyzancka musiała jednak paść ofiarą zdrady. O obecności grupy w gajówce prawdopodobnie został zawiadomiony oddział Niemców kwaterujący w Strachówce odległej od Krawcowizny o jakieś pięć kilometrów. Ich zadaniem było wymuszanie na okolicznych chłopach dowozu zboża w ramach nakładanych kontyngentów. Ci Niemcy posługiwali się w swoich wyjazdach rowerami i oni to właśnie jechali za samochodem żandarmerii w kierunku gajówki. Wszystkie poszlaki wskazywały na leśniczego Bobrowskiego jako informatora.

Cała ta sprawa znalazła się w sądzie po zakończeniu wojny. Gajowy Groszkowski został uniewinniony jako ten, który o grupie partyzanckiej złożył meldunek tylko swemu przełożonemu. Natomiast leśniczy Bobrowski został uznany winnym i w pierwszej instancji skazany na karę śmierci. W wyniku rewizji wyroku został uniewinniony.

Rok 1944

Był to rok tragiczny dla Polaków i naszej rodziny. W marcu zmarł nasz ojciec. Wcześniej w lutym przeprowadziliśmy przymusowy pobór świń z majątku niemieckiego w Łochowie. Kilkanaście wozów konnych załadowanych tucznikami przeprowadziliśmy w nocy z Łochowa do Ostrówka k. Klembowa i przekazaliśmy do dyspozycji komendzie obwodu. Akcją dowodził por. „Odrowąż”. Również w lutym nasz oddział dokonał likwidacji dokumentacji arbaeitsamtów w Tłuszczu i Budziskach. Akcja została przeprowadzona jednej nocy. Była trudna gdyż odległość z Tłuszcza do Budzisk wynosi ok. 30 kilometrów. Por. „Odrowąż” przeprowadził ją w sposób śmiały. O zmroku wdarł się do Arbeitsamtu w Tłuszczu, gdy jeszcze urząd był czynny i spalił kartoteki. Następnie przeprowadził oddział do stacji kolejowej w Szewnicy i najbliższym pociągiem przejechał do stacji Łochów. Z Łochowa do Budzisk było już blisko. Późnym wieczorem włamano się do budynku i spalono kartoteki. W ten sposób ratowaliśmy w czasie okupacji ludność polską przed przymusowymi wyjazdami do robót w Niemczech.

Wysadzenie pociągów w Urlach

W kwietniu został wysadzony pociąg niemiecki w lasach koiło Urli. Pociąg wiozący na urlop żołnierzy niemieckich z frontu wschodniego. Do tej akcji skoncentrowano oddziały bojowe z całego Obwodu. Całością dowodził mjr „Jog” – komendant Obwodu. Były oddziały z Radzymina, Wołomina, Wyszkowa i nasz oddział z ośrodka Tłuszcz dowodzony przez por. „Odrowąża”. Była godzina 23 gdy pociąg wjechał na ładunek wybuchowy założony pod szynami kolejowymi. Nastąpiła potężna eksplozja. W górę wytrysnął słup ognia a równocześnie dwa wagony stanęły dęba i zwaliły się w bok z nasypu kolejowego. W tym momencie nasze grupy uderzeniowe rozrzucone w tyralierę wzdłuż toru, otworzyły do pociągu ogień ze wszystkiej posiadanej broni. Pociąg obrzuciliśmy również granatami. Niemcy, najwidoczniej przygotowani na taką niespodziankę, odpowiedzieli silnym ogniem z broni maszynowej. Po krótkiej, gwałtownej strzelaninie oddziały nasze odskoczyły w lasy. W tej akcji Niemcy ponieśli poważne straty. W kilka dni później, w tym samym miejscu, został wysadzony kolejny pociąg niemiecki przez jeden z warszawskich oddziałów Szarych Szeregów.

goniec tłuszczański
15 września 2017

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.