Pod rządami sowieckich i polskich komunistów

Wojska sowieckie wkroczyły do nas w końcu sierpnia 1944 roku. Lato było upalne i pogodne. Gdy wróciłem do rodzinnych stron zastałem w zgliszczach całe gospodarstwo brata Jana. Również gospodarstwa wielu sąsiadów zostały spalone. Tak to Niemcy oczyszczali sobie przedpole przed linią swoich okopów.

Moja matka z braćmi Janem i Bolesławem, którzy uniknęli łapanki niemieckiej, przenieśli się z całym dobytkiem do rodziny Beredów, gdzie żona gospodarza była siostrą mojej matki. Wacław jeszcze do domu nie wrócił. Gdy tylko, po powrocie, wszedłem w progi domu Beredów zostałem powiadomiony, że poszukuje nas NKWD (sowiecka tajna policja) a w szczególności brata Wacława. Takie to było nasze „wyzwolenie”. Dla nas Akowców była to nowa okupacja. Tyle, że okupant okazał się bardziej przebiegły i chytry niż poprzedni.

Po paru dniach wrócił „Odrowąż”. Praktycznie Niemcy nie leczyli go wcale w swoim szpitalu polowym. Odłamek w nodze pozostał i powodował silny obrzęk w okolicy kolana. Bałem się wozić go furmanką do najbliższego lekarza w Jadowie, zresztą również żołnierza AK. Chodziłem więc sam do dra Olendarczyka i w oparciu o mój opis objawów choroby otrzymywałem leki dla chorego. Jego natomiast ukryłem w sąsiedniej wiosce, w gospodarstwie naszej siostry Bronisławy. Leżał tam około trzy tygodnie, ale został wyleczony bez usuwania odłamka.

Tymczasem intensywność poszukiwania nas narastała. Szukano „Odrowąża” i mnie. Dwóch najstarszych braci na razie pozostawiano w spokoju.

Sowieci byli wszędzie

Sowieci w krótkim czasie rozbili praktycznie całą organizację AK na naszym terenie. Wielu ludzi zostało aresztowanych. Wszystkich schwytanych oficerów wywożono do Rosji i wszelki słuch o nich ginął. Pozostałych t.j. podoficerów i szeregowych początkowo wcielano do oddziałów gen. Berlinga, ale później, jesienią wszystkich złapanych bez względu na stopień wojskowy wywożono do Rosji. W końcu września nawiązaliśmy kontakt z majorem „Jogiem”. I stopniowo tymi naszymi żołnierzami podwładnymi w terenie którzy uniknęli aresztowań. Konspiracja została wznowiona. Również niektóre inne organizacje podziemne przywróciły swoją działalność. Wszyscy jednak unikali otwartej walki z Sowietami. A nasycenie terenu wojskami sowieckimi było ogromne. Kwaterowali we wszystkich wsiach i lasach. Padały sosny pod ich toporami i piłami. Budowali ziemianki paląc niezliczoną ilość ognisk w lasach, które dymiły jak przy ogromnych pożarach.

Ucieczka Wacława, aresztowanie Jana

NKWD ciągle węszyło. Ciągle dopytywali się o nas a szczególnie o „Odrowąża”. Posiadaliśmy fałszywe dokumenty osobiste i to ułatwiało nam poruszanie się w terenie. Bywały przypadki nieco komiczne. Pewnego dnia zatrzymało mnie na polnej drodze z pobliżu domu dwóch krajsnoarmiejców. Sami usiedli na trawie i mnie również kazali siadać. Częstują machorką i zaczynają niewinną rozmowę. Już ten proceder znałem. A więc jak się nazywasz, gdzie mieszkasz, kto jeszcze inny w tym domu mieszka itd. I wreszcie czy znasz Wierzbów? Powiedziałem im całą prawdę kto tu mieszka i że Wierzbów znam, choć nazwisko podałem fałszywe. Pożegnali mnie grzecznie i polecieli do tego wskazanego domu schwytać Wierzbów. Wreszcie któregoś październikowego wieczoru wpadli do domu Beredów w kilku enkawudystów. Ja już poszedłem spać do stodoły. W mieszkaniu zastali Bolesława, Wacława i Jana. Nie sprawdzali dowodów osobistych. Mieli dokładny rysopis Wacława. Wyprowadzili z domu właśnie jego pod pozorem wskazania drogi. Taka była ich metoda aresztowań. Wyszli z mieszkania w ciemną, deszczową noc co na moment oślepiło ich zupełnie. W tej chwili Wacław uskoczył w bok i rozpłynął się w ciemnościach. Zgłupieli zupełnie. Nie wiedzieli nawet, w którym kierunku uciekł. Rozwścieczeni wrócili do domu i zabrali Jana. Po kilku dniach przetrzymywania w Tłuszczu wywieźli go do obozu w rejonie Smoleńska. Wrócił do domu po 18 miesiącach. Ważył 50 kilogramów.

W trosce o rodzinę

„Odrowąż” w tym czasie poczuł się tak zagrożony, że za zgodą majora „Joga” zgłosił się do oddziałów polskich po stronie sowieckiej, walczących z Niemcami. Zniknął z terenu na kilka miesięcy. Walczył z Niemcami pod Dreznem i Budziszynem, gdzie ranny dostał się do niewoli niemieckiej. Próbował nieudanej ucieczki na zachód, lecz zagarnięty przez kolejną ofensywę sowiecką musiał wracać do kraju. Po odejściu z naszego rejonu Wacława sowiecki skupili całą swoją uwagę na mojej osobie. Ścigali mnie jak wściekłe zwierzę. Wpadali do gospodarzy, których posądzali o udzielenie mi pomocy. Niekiedy stawiali ich pod ścianę budynku symulując zamiar rozstrzelania, byle tylko wymusić informację o miejscu mojego pobytu.

Zrozumiałem, ze ja również muszę uciekać nie tylko z domu, ale również rodzinnych stron. Wywiozłem najprzód Bolesława i ulokowałem na terenie sąsiedniego powiatu Węgrów a następnie sam przeniosłem się na teren węgrowski. W obu przypadkach pomógł mi kolega z AK ppor. Witold Jaraczewski z kolonii Naborówki. Bolesława umieściłem w skromnym mająteczku ziemskim koło Pniewnika a sam znalazłem schronienie w rodzinie Jaraczewskich koło Wirzbna.

Kolejne aresztowania, koniec Armii Krajowej w Tłuszczu i Strachówce

Po odejściu por. Odrowąża komendantem Ośrodka Tłuszcz został ppor. Jan Estkowski „Szczapa” a ja jego zastępcą. W pierwszych dniach grudnia 1944 roku został aresztowany przez NKWD podporucznik „Szczapa”. Nastąpiło to w domu gospodarza ze wsi koło Pniewnika. Major „Jog” wyznaczył tam odprawę w której miał uczestniczyć on sam, kilku członków NSZ, ppor. Estkowski i ja również.

W dniu odprawy już wczesnym rankiem do domu gospodarza weszło NKWD. Wszystkich obcych którzy zbliżali się do obejścia aresztowano. Wyglądało to na jakiś donos poinformowanej osoby. W ten sposób aresztowano Estkowskiego. Major Jog był w drodze do miejsca odprawy, gdy zauważył sowietów. Zdołał jeszcze uciec. Dwa dni przed terminem odprawy zapadłem na ostrą grypę. Leżałem z gorączką w rodzinie Królów we wsi Zofinin, gdy miejscowa nauczycielka, nasza łączniczka Wojnarowiczówna przyniosła mi wiadomość o aresztowaniu Estkowskiego. Poderwało mnie z łóżka. Próbowałem iść śladami aresztowanego z myślą o ewentualnym jego odbiciu, ale ten ślad urwał się już na pierwszym noclegu, w domu naszego zresztą oficera porucznika Kostro. Estkowski po długich maltretowaniach w czasie przesłuchań był sądzony i skazany na 10 lat więzienia. Karę  odbywał we Wronkach posługując się fałszywym nazwiskiem. I z tym fałszywym nazwiskiem opuścił więzienie i powrócił do domu.

Po jego aresztowaniu major Jog polecił mi wykonywać obowiązki komendanta Ośrodka Tłuszcz. Cała ta konspiracja szła już wówczas bardzo ciężko. Sowieci, przy wydatnej pomocy polskich komunistów całkowicie panowali nad terenem. Organizacja akowska, zresztą inne również została rozbita aresztowaniami i wywózkami do sowieckich łagrów. Kto z nas pozostał musiał się ukrywać. Żadne akcje bojowe nie były w tym czasie prowadzone.

W połowie maja 1945 roku Armia Krajowa na naszym terenie została rozwiązana. Wówczas dopiero dotarł do nas rozkaz ze stycznia wydany przez ostatniego komendanta Armii Krajowej generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”. Sam generał został podstępnie aresztowany przez sowietów wraz z innymi czołowymi postaciami polskiego podziemia i osadzony w moskiewskim
więzieniu na Łubiance, gdzie zmarł po kilku latach.

19 Grudnia 2017
goniec tłuszczański

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.