Wspomnienie o Henryku Ginterze

W czerwcu 1960 r. zgłosiłem się na apel bodajże Expressu Wieczornego, który z Polskim Związkiem Kolarskim organizował kolarski Rajd Grunwaldzki. Trzeba była pojechać turystycznie z domku z Wołomina do miejscowości Kownatki na przedpolach Grunwaldu. Przejazd trzeba było potwierdzać pieczątkami w poszczególnych miejscowościach wybranej trasy. Trasa była spokojna, samochody jeździły, owszem, ale gdzie im do dzisiejszego ruchu na tym szlaku! Spałem pierwszy raz sam gdzieś za Mławą w stodole u gościnnego gospodarza. Ponieważ bałem się, że w nocy zostanę okradziony, na wszelki wypadek przywiązałem rower do sznurówek buta i na dodatek położyłem na rower worek z cementem. A spałem niespokojnie, więc rano nie mogłem się doczyścić z resztek cementu, na dodatek gościnny gospodarz uraczył mnie nieprzegotowanym mlekiem wiec dalszy ciąg rajdu spędzałem często w krzakach. Wreszcie dojechałem do Kownatek pod Grunwaldem. Tam również był jeden z etapów IX Międzynarodowego Rajdu Kolarskiego organizowanego przez PTTK i tam poznałem Henryka Gintera – organizatora zawsze ubranego w pumpy (spodnie zapinane pod kolanami), długie skarpety, zawsze w białej furażerce. Kiedy dowiedział się, że jestem z Wołomina omal się nie rozpłakał – nie wiedziałem dlaczego.

 

Wówczas bowiem wielokrotnie namawiał wiele osób do uprawiania turystyki kolarskiej w Wołominie – niestety bez powodzenia. Uległem Jego namowom i pojechałem dalej wytyczonymi trasami – przez Mazury do Gdańska. Problem polegał na tym, że w Grunwaldzie kończył mi się zasób pieniężny uzyskany od rodziców (chodziłem wówczas do szkoły, w 1964 r. matura) i Pan Henryk zatrudnił mnie do sprzątania kolarskiego toru z przeszkodami i innych prac porządkowych i w ten sposób zarobione pieniążki wystarczyły na kontynuowanie rajdu, a w Gdańsku ta sama praca i wystarczyło na powrót PKP do domu.

Pan Henryk z żoną mieszkali w małym domku w Wołominie przy ul. Republikańskiej, do którego byłem kilkakroć zapraszany. Niestety – panująca choroba kradzieży rowerów w Wołominie dotknęła mnie po zakończeniu Rajdu i nie stać mnie wówczas było na zakup drugiego rowerku. Zakończyłem swoją wówczas spodziewaną wielką turystyczną karierę. Najzabawniejsze jest również to, że kiedyś, w latach 90-tych, dorabiając w soboty w pewnej kiedyś mało znanej firmie rozpoznałem swój rower dany przez kogoś do reperacji, oczywiście po starym spawaniu, po pierwotnej farbie po przemalowaniu i po numerze na ramie – do dzisiaj mam dowód zakupu. Ale nie dochodziłem swoich praw, dochodzenie było dawno umorzone.

Za namową Pana Henryka Gintera latach 1960-1962 brałem udział w Ogólnopolskich Rajdach Kolarskich organizowanych przez PTTK.:

  1. IX Międzynarodowy Rajd Kolarski przez Grunwald – zakończenie w Gdańsku
  2. X Ogólnopolski Raid Kolarski – zakończenie w okolicach Międzyrzecza (woj. Zielonogórskie)
  3. XI Ogólnopolski Rajd Kolarski – zakończenie w okolicach Wałcza
Czy tak wspaniały człowiek – wołominianin mógłby również zasłużyć na pamięć przez wołomińskich turystów kolarzy na np. jakiś rajdowy pomysł, przykładem kolarskich turystów z innych miast Mazowsza?

1 Komentarz

  1. Pingback: Wspomnienie o Henryku Ginterze | WWL Media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.