Wspomnienie Zbigniewa Sudolskiego

Odpowiedź na pytanie jak wyglądało miasto w oczach siedmioletniego dziecka jest wręcz nieosiągalna, nakładają się bowiem na ten obraz różne warstwy wspomnień, przeżyć i doznań z późniejszych lat. Oddzielenie tych warstw tylko do pewnego stopnia jest możliwe.

Centrum kilkunastotysięcznego wówczas miasta skupione było między torami kolejowymi od północnego zachodu a polami, torfowiskami i lasem Nasfetera od strony południowej, dokąd docierała biegnąca przez środek miasta, prostopadła do torów kolejowych ulica Długa, później Legionów, Armii Ludowej i ponownie dziś nazywana ulicą Legionów. Z arterią tą krzyżowała się druga długa ulica biegnąca od wschodu na zachód, równoległa do torów kolejowych, zwana ulicą Wileńską (potem Paplińskiego). Od ulicy Legionów odchodziły w kierunku wschodnim ulice: Kościelna (później Kasprzaka), 11 Listopada, Sienkiewicza, Polna, Lipińska, Traugutta, 3 Maja (dziś 1 Maja) i, w kierunku zachodnim, ulica Warszawska, dalszy ciąg Wileńskiej, Ogrodowa i Lipińska. Ośrodkiem handlu był Rynek między ulicami Kościelną, Fabryczną i 11 Listopada. Na Rynku od strony ulicy Kościelnej wznosiły się drewniane, pomalowane na zielono hale targowe, w których zgodnie z ich przeznaczeniem sprzedawano głównie mięso.

Na końcu ulicy Kościelnej znajdował się jedyny wówczas w mieście, nieciekawy architektonicznie, jednonawowy kościół parafialny rzymsko-katolicki pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej; obraz patronki zasłaniano pięknym malowidłem przedstawiającym Chrystusa z otwartym sercem, stojącego na kuli ziemskiej. Parafia obejmowała też okoliczne wioski i osiedla, była dzięki temu liczna i bogata; prowadziła również znaczącą działalność charytatywną przejawiającą się głównie w dwóch placówkach prowadzonych przez siostry Albertynki: w sierocińcu tj. dwupiętrowym domu opieki dla starców i nieuleczalnie chorych mieszczącym się przy skrzyżowaniu ulic 3 Maja i Legionów oraz w sierocińcu zlokalizowanym już poza miastem, po drugiej stronie torów kolejowych na tzw. Sławku. Przy tych placówkach opieki społecznej czynne były też kaplice dostępne przede wszystkim dla osób związanych z tymi zakładami. Cmentarz parafialny znajdował się daleko od miasta, na pustkowiu, w odległości przeszło 3 km za Lipinami Starymi. Dlatego też przez długie lata był to raczej cmentarz biedoty, elita miasta była grzebana na pięknym cmentarzu parafialnym w Kobyłce. Chrześcijański charakter społeczności miasta manifestował się dwoma krzyżami: jeden stał przy Rynku, na rogu ulic Kościelnej i Fabrycznej, drugi potężny z grubych drewnianych belek z pięknym, półmetrowym wizerunkiem Ukrzyżowanego stał na końcu miasta od strony zachodniej, przy zbiegu ulic Lipińskiej i Długiej; nie dochodząc do torów od strony zachodniej znajdowała się murowana kapliczka z figurą Matki Bożej do dziś istniejąca.

W mieście dość liczna była społeczność żydowska licząca około 1500 osób, która dawała o sobie znać handlem, krzykiem dzieci bawiących się zwłaszcza na ulicy Ogrodowej i Legionów, nad rowem kanalizacyjnym biegnącym jeszcze wzdłuż ulicy, na odcinku między Ogrodową a 11 Listopada. Przy 11 Listopada znajdowała się też drewniana, jednopiętrowa bóżnica spalona później przez Niemców. […]

Dość żywa była w mieście tradycja niepodległościowa, która w sposób najbardziej spektakularny objawiła się pomnikiem wzniesionym na skwerze przy torach kolejowych i dworcu, poświęconym „Obrońcom Ojczyzny 1920 r.”, z medalionem Marszałka Piłsudskiego; było to stałe miejsce manifestacji patriotycznych; ponadto tablica umieszczona na gmachu Banku przy skrzyżowaniu ulic Legionów i Wileńskiej, przypominała 10-lecie odzyskania niepodległości, została później brutalnie wyrwana ze ściany w latach okupacji hitlerowskiej. Niewątpliwie żywe tradycje niepodległościowe przejawiły się również w przemianowaniu ulicy Długiej na Legionów.

Życie kulturalne miasta skupiało się właściwie w jednym kinie „Oaza” mieszczącym się naprzeciw drewnianego dworca kolejowego, przy skwerze z pomnikiem „Obrońcom Ojczyzny 1920 r.”.

Czynne były wówczas dwie szkoły podstawowe: nr 4 przy ulicy 3 Maja, w nowowybudowanym gmachu dostosowanym do potrzeb szkolnych i szkoła nr 1, która mieściła się na pierwszym i drugim piętrze gmachu na rogu Wileńskiej i Legionów, którego parter zajmował Bank. […]

Życie przemysłowe miasta i jego lewicujący robotnicy skupiali się wokół dwóch zakładów: Huty szkła „Vitrum”, znajdującej się na wschodnich krańcach miasta, między torami kolejowymi z jednej, a terenem parafialnym i kościołem z drugiej strony, oraz w fabryce przedmiotów z żelaza i mosiądzu (m.in. łóżek) braci Wajnman; zakłady te mieściły się naprzeciwko torów kolejowych i ulicą Wileńską od strony południowej.

Za torami kolejowymi było już tylko przedmieście z jedną główną ulicą Tramwajową na wprost stacji, biegnącą daleko ku szosie prowadzącej na północny zachód ku Górkom Mironowskim. W pewnym okresie kursował tu nawet tramwaj konny, stąd zapewne nazwa ulicy. Górki Mironowskie z poprzedzającymi je polami, laskami i torfowiskami z jednej strony, a lasem Nasfetera na południowym zachodzie stanowiły też najczęściej cel spacerów i dalszych wędrówek.

Autor wspomnienia, profesor Zbigniew Sudolski, historyk literatury i wybitny znawca romantyzmu, miał siedem lat, kiedy jego rodzice – Janina i Tadeusz Sudolscy przeprowadzili się do Wołomina. Był rok 1937. Do Wołomina przyjechali z Bydgoszczy, gdzie na krótko zawędrowali w poszukiwaniu pracy. Najwcześniejsze bowiem lata dzieciństwa profesor spędził w Sierpcu, skąd pochodziła jego matka.

Maria Janina Sudolska była córką Macieja Olszewskiego i Wiktorii z Gawskich, właścicieli kilkunastohektarowego gospodarstwa na obrzeżach Sierpca. Jej dziad Jan Olszewski, zesłaniec syberyjski został skazany na 25 lat zsyłki w Irkucku za dostarczanie broni powstańcom 1863 r.

Tadeusz Sudolski poznał swoją przyszłą żonę w sierpeckim teatrze amatorskim, gdzie Janina występowała z powodzeniem w rozmaitych spektaklach. W 1928 r. wzięli ślub i dwa lata później, 2 czerwca 1930 r. przyszedł na świat ich syn – Zbigniew Janusz.

Tadeusz Jan Sudolski (ur. 12.06.1904) był średnim z pięciorga dzieci Wincentego i Marianny Florentyny Karaskiewiczówny. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Jego ojciec Wincenty (dziadek profesora) ukończył szkołę rolniczą w Dublanach na Ukrainie. Poślubił Marię Florentynę Karaskiewicz i młoda para osiadła w kupionym przez Wincentego majątku w Wierznicy w Płockiem.

Maria Florentyna (babcia profesora), córka Jana i Rozalii z Wierzyńskich, urodziła się w Warszawie. Gdy miała półtora roku jej matka umarła, a ojciec ożeniwszy się powtórnie, porzucił dzieci (Florentynę i dwóch synów) i wyjechał do Ameryki. Osieroconą dziewczynkę wychowywała najpierw ciotka, a później wuj ksiądz. Dzięki małżeństwu z Wincentym, Florentyna znalazła opiekuna, dom i byt.

W pierwszych latach XX w. Sudolscy sprzedali Wierznicę. Przenieśli się do Rokicia także w Płockiem, gdzie Wincenty Sudolski został administratorem majątku dziedziczki Rościszewskiej. Rok później kupili, w odległym o kilkanaście kilometrów od Rokicia Sierpcu, sklep kolonialny. Niestety, Wincenty wkrótce zmarł na tyfus, mając zaledwie 42 lata. Pozostawił czworo dzieci: Henrykę Florentynę (ur. 1901), Tadeusza Jana (ojca Zbigniewa), Zenobię Paulinę (ur. 1907) oraz Stanisława Mariana (ur. 1911). Ponieważ sklep kolonialny źle prosperował, wdowa otworzyła w Sierpcu, przy Starym Rynku,  kawiarnię, która pełniła także rolę małomiasteczkowego salonu towarzyskiego, gdzie przy kawie i bilardzie gromadziła się tamtejsza inteligencja.

W 1938 r. Marianna Sudolska, wraz z córką Zenobią, przeniosły się do Wołomina, gdzie oprócz syna Tadeusza z rodziną, mieszkała również od kilku już lat jej najstarsza córka Henryka Florentyna, która pracowała jako urzędniczka na poczcie. W ten sposób cała rodzina połączyła się i osiadła  w Wołominie. Zamieszkali przy ulicy Legionów 48. We wrześniu 1937 r. mały Zbigniew Sudolski rozpoczął edukację w Publicznej Szkole Powszechnej nr 1 (męskiej) na rogu Wileńskiej i Legionów.

Wkrótce wybuchła II wojna światowa. W ciężkich  latach okupacji niemieckiej  Zbigniew mieszkał z mamą i babcią Marianną Florentyną. Uczęszczał na tajne komplety prowadzone przez wołomińskich nauczycieli (m.in. słuchał wykładów z matematyki prowadzonych przez Józefa Piróga). Jego matka zarabiała handlując wyrobami wędliniarskimi kupowanymi w sklepie masarza Socika na rogu ulic Legionów i Lipińskiej. Wyroby te szmuglowała do Warszawy, a w drodze powrotnej do Wołomina, jako łączniczka AK, przewoziła prasę nielegalną. W mieszkaniu Sudolskich był punkt rozdzielczy, pojawiali się też często ludzie z konspiracji, którą kierował nauczyciel Stanisław Gliwa). Nieco później, gdy handel z Warszawą stawał się coraz bardziej niebezpieczny i groził konfiskatą towaru lub aresztowaniem, Janina wraz z Henryką i Zenobią otworzyły w Wołominie sklep galanteryjny w domu Chrupków przy ulicy Kościelnej (później prowadziły także kawiarnię). Ojciec Zbigniewa, który w celach konspiracyjnych i dla zorganizowania towaru wyjechał w 1940 r. do Łodzi, został tam aresztowany przez gestapo. Przebywał najpierw w obozach w Oranienburgu i Dachau, zmarł w kwietniu 1942 r. w obozie w Gross-Rosen. Tragedia dotknęła także ciotkę Henrykę, jej narzeczony, oficer Wojska Polskiego, Kazimierz Garbolewski, syn rodziny piekarzy z ulicy Kościelnej, został zamordowany przez Rosjan w Katyniu.

Zbigniew Sudolski mieszkał w Wołominie także w latach powojennych. Był uczniem Miejskiego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. dr med. Jana Sikorskiego. Gimnazjum ukończył w 1947 r., a wraz z nim m.in: Anna Matejko, Wiesław Czapłak, Halina Lebenstejn, Maria Stróżewska, Danuta Kamińska, Wiesława Złotek, Bogusława Haberko, Zbigniew Chrupek – koleżanki i koledzy, których na zawsze zapamiętał. Później przez wiele lat dojeżdżał pociągiem do Warszawy, najpierw do Liceum im. Władysława IV na Pradze, potem na Uniwersytet Warszawski i do pracy na uczelni.

Po wojnie Janina Sudolska pracowała jako urzędniczka w kancelarii dworca kolejowego, a ciotka Henryka miała sklep owocowo-cukierniczy przy ulicy Kościelnej.

W połowie 1961 r. profesor Zbigniew Sudolski przeniósł się na stałe do Warszawy.

Bibliografia

Encyklopedia Warszawy, Warszawa 1984, s. 208; R. Jarocki, Opowieść o Aleksandrze Gieysztorze, Warszawa 2001, s. 21; T. Kielak, Z dziejów I Liceum Ogólnokształcącego im. Wacława Nałkowskiego d. Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcacego im. dra med. Jana Sikorskiego w Wołominie, Wołomin 1994, s. 60; B. Latawiec, Kochana Maryniuchna, Warszawa 2003, s.8, 389 – 400; Z. Sudolski, Wołomińskie wspominki (1937-1961),”Rocznik Wołomiński”, t. 2, Wołomin 2006, s. 189-2005; U. Szliłow, Willa Granzowa – smutny epilog dawnej świetności, „Moja Gazeta Regionalna”, 2007 nr 8; www.sierpc.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.