Zamieszki

W Wołominie ludność polska zaczęła poszukiwać szpiegów wśród Żydów. Panował nastrój pogromu, zaczęła działać psychologia tłumu: rabowanie, podpalanie, mordowanie. Doradzono mi, żebym się nie angażował w działalność społeczną, tylko spędził kilka tygodni w  Warszawie. Uważano, że w większym mieście niebezpieczeństwo jest mniejsze. Ale ja czułem, ze moja obecność w Wołominie jest potrzebna – przecież prowadziłem interesy z Polakami i wiodłem z nimi rozmowy o sytuacji ludności żydowskiej. Nie przejmowałem się, że plotkowano o wyrównywaniu rachunków. Spokój i opanowanie były moją dewizą. Postanowiłem policzyć nazwiska wołomińskich Żydów, których znałem jako ludzi prawych i szlachetnych. Był to czas, gdy z Białegostoku dochodziły wiadomości, że Żydzi rozstrzeliwują Polaków i z dachów leją wrzątek na nadciągających polskich żołnierzy. Sądziłem, ze w czasach moralnego chuligaństwa trzeba samemu być wielkim, silnym człowiekiem. Nadal rozmawiałem z polskimi sąsiadami, mimo że było wśród nich kilku endeków. Jako przykład podawałem, że w Warszawie żydowska młodzież studencka wstępuje na ochotnika do polskiej armii. Ale pułki poznańskie nie chciały walczyć razem z Żydami, którzy jakoby trzymali z komunistami.

Dyskryminacja

W pierwszych latach nowej Polski Żydzi nie czuli się bezpiecznie. W Sejmie żydowscy przedstawiciele, na czele z Ichakiem Grinbojmem, występowali przeciwko antysemickiej polityce rządu. Po wkroczeniu Armii Czerwonej te dyskusje osłabły, ale w dalszym ciągu antysemici wykorzystywali każdą sposobność, aby Żydów zepchnąć z ich ekonomicznych pozycji.

To wszystko znajdowało swoje odbicie, choć na mniejszą skalę, w Wołominie. Na żydowskich kupców nałożono wysokie podatki. Niemożliwością było je zapłacić. Była to więc jawna dyskryminacja. U żydowskich handlarzy i kupców często przeprowadzano rewizje i konfiskaty, a  podatki podciągano do wyższych kategorii. Przepisy prawne interpretowano dowolnie wobec żydowskich kupców, ale nie robiono tego wobec kupców chrześcijańskich.

Podczas całej mojej pracy w wołomińskim ratuszu trzymałem się zasad i celów, które sobie postawiłem: walka z dyskryminacja żydowską, walka z bezprawnymi podatkami. Sejm i polski rząd przyjęły Konstytucję, gwarantującą mniejszościom narodowym równe prawa, ale w większości przypadków te prawa pozostawały martwą literą. Żydzi z niektórych rejonów wyborczych mieli nie więcej jak 4, 5 miejsc w Sejmie. Stworzyli więc blok z innymi mniejszościami, żeby zapewnić sobie większy udział w życiu politycznym, proporcjonalnie do liczby ludności. Ten blok przy pierwszych wyborach prezydenckich umacniał partie lewicowe. Prezydent Narutowicz, wybrany przy takim poparciu, został wkrótce zamordowany.

Fragment Księgi Pamięci Żydów Wołomina
tłumaczenie: Katarzyna Brodacka i Mirjam Boehm
redakcja tekstu: Marzena Kubacz i Agata Sobczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.