Wyniki badań etnograficznych przeprowadzonych przez Ośrodek Dokumentacji Etnograficznej na terenie powiatu wołomińskiego.

„Taki jest nasz obyczaj odwieczny przez setne pokolenia ojców naszych na tej ziemi uświęcony, obyczaj piękny, jak ta świętość związku małżeńskiego, obyczaj, który powinien być szanowany jako błogosławieństwo rodzicielskie. To też ludzie rozważni i obyczaj praojców miłujący, szanują i zachowują dawne zwyczaje weselne swojego narodu, a jeno głupi i lekkomyślni lekceważą je sobie, nie pomnąc, że dzieci, które obyczaj ojców zapomniały, nie będą dobrej doli i błogosławieństwa rodzicielskiego miały.”[1]

Rozwój cywilizacyjny ziem obecnego powiatu wołomińskiego, jaki dokonał się w szczególności w drugiej połowie XIX w., był głównym czynnikiem, który spowodował powolny, ale niestety nieuchronny zanik dawnych obrzędów, wierzeń i tradycji na ich terenie.

Duży odsetek ludności napływowej, rozluźnienie więzi rodzinnych oraz szerszy dostęp do edukacji to kolejne czynniki, które także wpłynęły na odwrót od kontynuacji dawnych zwyczajów, który trwa do czasów obecnych. Dlatego też, Ośrodek Dokumentacji Etnograficznej przeprowadził serię wywiadów ze starszymi mieszkańcami powiatu, czego celem było zebranie możliwie szerokiego materiału dotyczącego struktury obrzędowej wesel i pogrzebów na terenie powiatu wołomińskiego w dawnych latach. Przepytywani informatorzy mieli od 70 do 92 lat, stąd dostarczone przez nich informacje dotyczyły głównie okresu bezpośrednio przed II wojną światową i zaraz po niej. Niekiedy rozmówcy przytaczali informacje przekazane przez swoich rodziców bądź dziadków, stąd mogły one dotyczyć nawet początków XX w. Wywiady zostały przeprowadzone w następujących miejscowościach: Wołomin, Ruda gm. Radzymin, Ciemne gm. Radzymin, Borzymy gm. Jadów, Wójty gm. Jadów, Józefów gm. Dąbrówka, Kuligów gm. Dabrówka, Kowalicha gm. Dąbrówka, Ludwinów gm. Dąbrówka, Klembów, Stryjki gm. Tłuszcz, Jasienica gm. Tłuszcz, Łysobyki gm. Tłuszcz.

Artykuł jest opracowaniem przeprowadzonych badań.

Tradycje weselne

Para młodych. Kobieta w charakterystycznej girlandzie na głowie i długim welonie, Kury, lata 40 XX w.
Witanie młodych chlebem i solą po przyjeździe z kościoła, Balcery, lata 50 XX w.

Jeszcze w drugiej połowie XIX w. Oskar Kolberg, wybitny etnograf badający polską kulturę ludową, zanotował, że wesela organizowane po prawej stronie Wisły obchodzone są z większą wystawnością, choć ludzie zamieszkujący Mazowsze Leśne (czyli obszar obejmujący z grubsza teren powiatu wołomińskiego i dawnego radzymińskiego) nie są zamożniejsi od swoich sąsiadów z lewej strony Wisły.[2] W swojej epokowej pracy przytacza szeroki wachlarz zwyczajów, jakie towarzyszyły weselom w poszczególnych wioskach powiatu. Niestety, niewiele z nich pozostało w pamięci ich mieszkańców do czasów obecnych.

Na terenach objętych badaniami nie zachował się zwyczaj specjalnego oznaczania domów, w których mieszkały panny bądź kawalerowie na wydaniu. Jedynie pojedynczy informatorzy wspominają bielenie bądź malowanie ścian domu na kolor niebieski.[3] Na całym badanym obszarze wskazywano podobny na wiek zawierania małżeństw. Było to 16-18 lat dla kobiety oraz 20-22 lata dla mężczyzny. Pojawiają się także informacje o przypadkach małżeństw, w których występuje duża różnica wieku między małżonkami. W takich związkach były zazwyczaj kobiety pochodzące z biednych rodzin, które wydawane były za bogatych, starszych mężczyzn.[4] Ustabilizowana sytuacja materialna wdów oznaczała ich uprzywilejowaną pozycję, jeśli chodzi o pozycję na rynku matrymonialnym. Jeden z informatorów mówi wprost, że „wdowy były rozszarpywane”,[5] stąd czasem zdarzały się małżeństwa starszych kobiet z dużo młodszymi od siebie mężczyznami.

O wartości dziewczyny decydowała wysokość jej posagu. Na dalszym miejscu znajdował się zgodny charakter i urodę. W przypadku mężczyzn brano pod uwagę, skłonność kandydata do nadużywania alkoholu.[6] Panny z dzieckiem traktowano zdecydowanie gorzej. Powszechnie nazywano je latawicami, a ich dzieci bękartami. Jeden z rozmówców mówi, że nieślubnym dzieciom nadawano mało popularne imiona, mające je wyróżnić, np. Brygida.[7] O podobnym zwyczaju wspomina również Bystroń. Wg niego, w taki sposób napiętnowane osoby zmieniały samowolnie imię na bardziej powszechne gdy dorosły.[8] Z przekazu informatorów wynika, że panna z dzieckiem wychodziła zazwyczaj za mąż, często jednak za mężczyznę, który uważany był przez ogół wsi za kiepskiego kandydata na męża – pijaka bądź biednego.

Młodzi poznawali najczęściej się w kościele, na zabawach, czasem również podczas lokalnych jarmarków i targów. Najczęściej jednak osobą kojarzącą małżeństwa był swat, nazywany tempo wsiach rajkiem bądź cacyrajkiem.[9] W dawnej obrzędowości weselnej swat był niezwykle ważną postacią – przez długi czas po wprowadzeniu obowiązku ślubu kościelnego, co nastąpiło podczas Soboru Trydenckiego w latach 1545 – 63, Kościół respektował związki zawarte zgodnie z tradycyjnym zwyczajem ale właśnie w obecności swata. Był nim zazwyczaj krewny bądź sąsiad, niekiedy zdarzali się ludzie zajmujący się swataniem zawodowo.[10] Najczęściej byli to mężczyźni, którzy oferowali swe usługi „za wypicie”, aczkolwiek jeden z informatorów przytacza historię o swacie, który z zemsty za nieopłacenie swoich usług przekonał rodziców narzeczonej do zerwania zaręczyn niemal przed samym ślubem.[11] Rajek był odpowiedzialny za przeprowadzenie wywiadu w domu panny w imieniu starającego się o nią kawalera.

Zazwyczaj nie liczono się z opinią dziewczyny w trakcie negocjacji przedślubnych. Pytano ją wprawdzie o zdanie, ale swat rozmawiał przede wszystkim z rodzicami omawiając wstępne warunki małżeństwa, wysokość posagu oraz sprawy organizacyjne związane z weselem. Najczęściej przyjeżdżał najpierw sam do domu panny. Podczas tej wizyty następowało tzw. stręczenie, czyli wstępne przedstawienie kawalera, w którego imieniu przyjechał, połączone z szerokim zachwalaniem jego zalet. Dopiero po pomyślnych swatach następowało właściwe spotkanie młodych wraz z rodzicami – warunki ślubu, termin wesela oraz sprawy majątkowe były wówczas ustalane w sposób bardziej szczegółowy. Zwyczajowo wizyta ta była nazywana wywiadkami[12] bądź zmówinami.[13] Spotkanie to często połączone było z zaręczynami bądź zrękowinami,[14] podczas których to dziewczyna dostawała od swojego przyszłego męża pierścionek.Wizyty te odbywały się zawsze czwartek. Jedna z informatorek wspomina też termin tzw. oględzin, czyli rewizyty rodziców młodej w domu młodego.[15] Nadmienia się, że wypadki zerwania zaręczyn i odwołania wesela były dość rzadkie, aczkolwiek czasem się zdarzały. Najczęstszym ich powodem były nieporozumienia finansowe.

Para młodych. Kobieta w charakterystycznej girlandzie na głowie i długim welonie, Kury, lata 40 XX w.
Para młodych. Kobieta w charakterystycznej girlandzie na głowie i długim welonie, Kury, lata 40 XX w.

Ze względu na możliwość wykorzystania nowej osoby do prac gospodarskich, śluby odbywały się dość szybko, zazwyczaj po trzeciej zapowiedzi w kościele. Po zmówinach rozpoczynały się przygotowania do wesela. Zwyczajowo strona młodego odpowiedzialna była za zorganizowanie muzykantów i wódki, zaś rodzice młodej za przygotowanie całej reszty. Bito wówczas świnie i cielęta, pieczono ciasta. Matka młodej przygotowywała także wyprawę dla córki, w skład której wchodziły najczęściej: bydło, prosięta, kufer, czasem meble, spódnice i sukienki, chustki, naczynia domowe – sagany, miednica, talerze, obrusy, kapy, obrazy święte lub ziemia rolna.[16]

Na wesele proszono gości najczęściej na tydzień przed uroczystością, tradycyjnie w czwartek. Jeśli jeden dzień nie wystarczał, dopraszano w sobotę. Zdarzały się wypadki zapraszania ostatnich gości nawet po ślubie. Co ciekawe, w dzień ślubu obowiązkiem panny młodej było powtórne zaproszenie rano gości mieszkających w jej miejscowości. Młodzi prosili oddzielnie, panna młoda zawsze w obecności druhny. Wchodząc do domu zapraszanych należało przywitać się tradycyjnym „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, następnie zapraszający witali się ze wszystkimi całując starsze osoby w rękę potem zapraszali na ślub i wesele. Jeżeli w domu była młodzież zwracano się do rodziców z prośba o druhnę/drużbę, czyli o pozwolenie przyjścia dzieci na wesele.[17] Na całym obszarze objętym badaniami tekst zaproszenia był bardzo podobny, tzn. w imieniu własnym i rodziców młodzi zapraszali na ślub i wesele, prosili o błogosławieństwo. Zapraszani odpowiadali: „Niech cię Pan Bóg błogosławi”, dodając: „A druhnę opatrzy”.[18] Informatorzy wspominają też o zwyczaju, który pozwalał proszącym usiąść dopiero po zaproszeniu gospodarzy, szczególnie w domach, gdzie była młodzież, aby „nie przysiąść szczęścia”.[19]

Niektórzy wspominają tradycję „panieńskiego” bądź „kawalerskiego”, czyli spotkań młodzieży w domu młodego i młodej wieczorem przed ślubem. Zanikły niestety dawne zwyczaje wicia w ten wieczór rózgi weselnej i wieńca – niegdyś podstawowego symbolu obrzędu weselnego. Każdy z informatorów wspomina zwyczaj wicia w ten wieczór wianka dla panny młodej. Niewielki wianuszek o średnicy ok. 5 cm wiły zazwyczaj druhny młodej, rzadziej młodego,[20] przeważnie z ruty, szparagusu, paprotek lub innych białych kwiatów. W środku wianka umieszczano obrazek z Matką Bożą, następnie ozdabiano go kokardkami i wstążeczkami. Wianek umieszczony był na białej serwetce na spodeczku, zaś całość okręcano większą białą chusteczką. Czasem do środka wkładano pieniądze. Wianek był oczywistym symbolem dziewictwa, i – wg jednej z informatorek – „na wianek trzeba było sobie zasłużyć”.[21] Młody zabierał go w wieczór panieński, aby następnego dnia przed ślubem, przywieźć z powrotem.[22]

Z przeprowadzonych badań wynika, że śluby najczęściej odbywały się „na przedzapuściu”, czyli w karnawale i okresie przed Wielkim Postem. Nie organizowano wesel w Wielkim Poście poza dniem św. Józefa (9 marca), unikano również ślubów w maju i listopadzie – zgodnie z przysłowiami: „Śluby majowe – życie grobowe ”, oraz „W listopadzie ślub – prędki grób”. Ciekawostką może być fakt, że śluby odbywały się w niedziele, poniedziałki,[23] a nawet środy.[24]

Wesele rozpoczynało się dość wcześnie rano. Młoda zaczynała ten dzień od ponownego zapraszania gości zamieszkujących w jej najbliższej okolicy. Duża ich liczba przyjeżdżała do domu weselnego już rano. Przed południem przyjeżdżał także pan młody ze swoim orszakiem. Dla wszystkich przygotowywano obfite śniadanie, po którym część gości nie była już w stanie dotrzeć do kościoła, w związku z tym wywoływała bijatyki zarówno w domu weselnym jak i u bram kościoła.[25]

Przyjazd młodego do zagrody młodej wiązał się z dawna tradycją, o której wspominają niemal wszyscy rozmówcy. Prawdopodobnie pozostałością dawnych zwyczajów, kiedy małżeństwa dokonywano przez porwanie, było wyważanie bramy przez rozpędzone konie wozu młodego. Czasem przy bramie stały śpiewaczki, które śpiewały do momentu, aż młody zapłacił za otwarcie bramy.[26]

Po śniadaniu młoda ubierała się do ślubu. Jedyną dopuszczalna formą jej odświętnego stroju była biała długa suknia z długimi rękawami. Welon przeważnie był także długi, nawet kilkumetrowy, głowę zaś zdobiono girlandami. Mężczyzna zakładał do ślubu czarny bądź granatowy garnitur, białą koszulę, muchę, a także buty trzykrotnie obszywane złotym sznurkiem. Miedzy obcas a stopę szewcy wkładali im korek, aby zgodnie z obowiązującą modą – głośno skrzypiały przy chodzeniu.[27]

Ze względu na brak miejsca w domu młoda często ubierała się u sąsiadów. Jedna z zaznacza, że informatorek, istotne było, aby ubierała się w pomieszczeniu od wschodu.[28] Pomagały jej w tym druhny, czemu często towarzyszyły obrzędowe śpiewy. Niewiele ich pozostało w pamięci informatorów, niemniej jedna z kobiet przytacza fragmenty:

„Zapłakane szybki, zapłakane ramki
i ty zapłakana, Kasieńko kochana”

„Policz sobie Kasiu wszystkie dziury w dachu
tyle będziesz miała dzisiaj w nocy strachu” [29]

Pan młody szedł wówczas po swoja narzeczoną do sąsiada, a po ich powrocie następował podniosły i wzruszający moment błogosławieństwa rodziców. W dawnej obrzędowości młoda żegnała się wtedy z kątami swojej chaty, sprzątała je i zamiatała, po czym żegnała się z rodzeństwem i rodzicami dziękując im za wychowanie. Obrzędowi temu towarzyszyły śpiewy, które przytoczyła jednak tylko jedna informatorka:

„Zakukała kukawecka na Bugu, na Bugu
Już się nasza, nasza Marysia sykuje do ślubu

Zakukała kukawecka na lądzie, na lądzie
Oj zapłace nasza panna młoda w girlandzie, w girlandzie

Zakukała kukawecka na ganku, na ganku
Oj zapłace nasza panna młoda we wianku, we wianku

Pobłogosław droga matko prawą ręką na krzyz
Bo już, bo już, bo już ostatni raz na jej wianek patrzys.

Pobłogosław Boże drogi i daj jej scęście
Bo ona jus idzie, bo ona jus idzie pod te chłopskie pięście”[30]

Po dokonaniu obrzędu błogosławieństwa młodzi ze swoimi gośćmi wyruszali do ślubu. Młoda, wychodząc z domu, urywała kwiat i rzucała go za siebie. Miała w ten sposób „pociągnąć” pozostałe panny za sobą, tzn. sprawić, aby one także wyszły za mąż. Młodzi jechali do ślubu na oddzielnych wozach, w pierwszym młoda ze swoją druhną, następnie młody ze swoim drużbą, za nimi reszta gości. Po drodze młoda nie powinna się oglądać za siebie, choć częste oglądanie się na niezamężne dziewczyny miało pomóc w ich szybszym zamążpójściu.[31] Młodym nie wolno było również schodzić z wozu w drodze do kościoła.[32]

W pamięci informatorów nie zachowało się niestety wiele zwyczajów i wróżb dotyczących ślubu. Każdy pytany wspominał o zwyczaju obracania nowo poślubionego małżonka wokół siebie po zakończonej ceremonii. Miało to zapewnić dominację w małżeństwie. Podobny wynik miało przynieść zarzucenie klęczącemu młodemu na nogi długiego welonu. Kilkakrotnie też powtarzało się przekonanie, że zgaśnięcie świecy podczas nabożeństwa oznacza rychłą śmierć jednego z małżonków. Interesujący zwyczaj przytacza również informatorka z Jasienicy. W jej relacji dziewczęta przed ślubem sypały w gałganek cukier i umieszczały go pod piersią, dzięki czemu ich dzieci miały być dobre.

Śluby przeważnie odbywały się na sumie. Jeszcze przed wyjazdem do kościoła, kiedy wszyscy goście zgromadzeni byli w domu młodej, panny wybierały sobie kawalerów, do zabawy podczas wesela, przypinając im kokardki. Podczas ślubu stali oni w kościele w parach za młodymi i ich drużbami.[33] W relacjach pojawia się także pojęcie „ślubu rzymskiego”, czyli ślubu o bardziej rozbudowanej ceremonii z kilkoma błogosławieństwami.[34]

Do dzisiejszych czasów zachował się zwyczaj ustawiania bramek przez drogę, którą przejeżdża orszak ślubny. W czasach, o których mówią informatorzy, wykupywano się cukierkami, kiełbasą, jajkami i gorzałką. W czasie powrotu częste były wyścigi i rajdy uczestników orszaku, które wielokrotnie kończyły się wywracaniem wozów, wypadkami i okaleczeniami.[35]

Zwyczajowo wesele było organizowane przez rodziców panny młodej. Czasem rodziny urządzały wesela oddzielnie. Po przyjeździe młodych z kościoła rodzice, którzy nierzadko nie byli obecni na ślubie, witali ich chlebem i solą. Matka młodej pytała wówczas: „Co wolisz, chleb, sól, czy pana młodego?”, na co córka odpowiadała: „Chleb, sól i pana młodego, żeby pracował na niego”. Kultywowany był również zwyczaj przenoszenia młodej przez próg. Informatorzy wspominają też rzucanie miotły pod nogi młodej. Dziewczyna musiała ją odstawić, co oznaczało, że będzie dobrą gospodynią.[36] Gdzieniegdzie młodej stawiano na drodze sagany, które musiała zręcznie ominąć.

Wesela organizowano w domach, latem w stodołach, co wiązało się z koniecznością oczyszczenia klepiska ze zboża. Jeżeli zabawę organizowano w domu, tańce odbywały się na specjalnych deptakach zbitych z desek, bądź u sąsiadów. W domu weselnym starano się, aby młodzi siedzieli na specjalnie wyeksponowanym miejscu, pod świętym obrazem, najlepiej z Matką Bożą. Pierwszą potrawą, jaką serwowano, był bigos, podawano również kaszę z grochem, rosół, flaki i biały barszcz z dudkami. Przygotowywano też szynki, kaszanki, salcesony i kiełbasy. Dość zaskakująca wydaje się wielokrotnie powtarzana informacja, że wódka czy bimber nie były pite w dużych ilościach, natomiast głównym napojem alkoholowym było piwo.

W dawnej obrzędowości niezwykle istotną postacią był starosta – to on poniekąd przewodniczył weselu, wygłaszał oracje, prowadził tańce. Tylko jedna osoba podaje informacje na temat roli starosty i starościny podczas zabawy, z zaznaczeniem, że zazwyczaj byli oni gośćmi ze strony pana młodego.[37]  Młodsi rozmówcy znają to pojęcie tylko z opowiadań,[38] większość nie pamięta już takiej osoby na weselach. Z relacji informatorów wynika, że jej funkcje przejmował przeważnie starszy drużba, którego zadaniem było bawienie gości.[39]

Nie zachowała się również tradycja rózgi i wieńca weselnego plecionego niegdyś w dziewiczy (panieński) wieczór. Wieniec oddawany potem młodemu był obrzędowym i symbolicznym znakiem tego, co się dokonuje. Znaczenie rózgi nie jest do końca poznane. Być może był to symbol pana młodego lub symbol dokonania transakcji, którą zgodnie ze starym zwyczajem dokonywano pod zieloną gałęzią. Zapomniano także o rozplecinach, czyli obrzędowym rozplataniu warkocza panny młodej – symbolu jej stanu wolnego i dziewictwa. Najczęściej robił to brat bądź bliski krewny.[40]

Do czasów obecnych zachował się obrzęd oczepin, jednak jego pierwotne znaczenie zostało zupełnie zapomniane. W rzeczywistości obrzęd ten oznaczał przyjęcie dziewczyny do grona mężatek, co wiązało się ze zdjęciem wieńca i nałożeniem czepca na głowę (stad nazwa – oczepiny). Jedyne, co pozostało w pamięci po dawnej formie oczepin, to stara pieśń obrzędowa, która niegdyś mogła być śpiewana tylko przez mężatki:

„Oj chmielu, ty bujne ziele, nie będzie bez cię żadne wesele

Ref. Oj chmielu, oj niebożę, niech ci Pan Bóg dopomoże, oj niebożę

Żebyś ty chmielu na tyczki nie loz, nie robiłbyś ty z panienek niewiast.
Ale ty chmielu na tyczki włazisz, niejedną pannę wianeczka zbawisz
Oj chmielu, chmielu, szerokie liście, już Marysieńkę oczepiliście”.[41]

Forma oczepin, jaką pamiętają informatorzy jest dość zbliżona do współczesnej. Około północy, młoda siedząc na krześle lub podczas tańca rzucała welon, a młody muchę. Osoby, które je złapały, ogłaszane były nową parą młodych. Złapanie muchy i welonu oznaczało rychłe zamążpójście lub ożenek.

Zwyczajem, który funkcjonował jeszcze w latach 60-tych XX w. było tzw. brackie. Odbywało się ono zazwyczaj pod koniec wesela, często drugiego dnia. Wybierano wówczas dwie zaufane osoby, które sadzano za stołem, przed nimi zaś ustawiano miskę lub talerz przykryte serwetką. Wówczas młoda musiała tańczyć z każdym gościem, który w zamian rzucał pieniądze do miski.[42] Druhna z drużbą wyciągali z kątów wszystkich gości, czemu często towarzyszyły złośliwe przyśpiewki:

„Oj idzie, idzie kędzierzowaty
Chociaż malutki, ale bogaty
Oj idzie, idzie po łbie się drapie
Choć ma pieniądze to trzyma w łapie,
Nie chce dać!”[43]

Informatorka z Klembowa przytoczyła też fragment pieśni, która została w całości zanotowana przez Oskara Kolberga w jego opisie wesela z okolic Jasienicy i Miąsego z 1860 r.:

Talara bitego
od pana młodego,
trzeba jej dać,
nie załować

A daj-tez ji, mas-li dawać,
niedaj-ta ji długo płakać,
nie załować

Trzeba ji dać na worek
pójdzie za dzień co wtorek (na pańszczyznę)
nie załować

Pociągaj z worecka,
bo ładna dziwecka,
trzeba itd.

Idź do tego co w kozuchu,
ma pieniążki za pazuchą,
trzeba itd.

Idź do tego co w kapocie,
ma pieniążki w samym złocie,
trzeba itd.

A dalej-ze do ciotuni,
bo tam tłuste gąski u nij,
trzeba itd.

A dalej-ze do wujenki,
obiecała fartuch cienki,
trzeba itd.

Jesce ji ci nic nie dali,
co za piecem postawali,
trzeba itd.

Trzeba ji dać na paciorki,
żeby miała ładne córki,
trzeba itd.

Trzeba ji dac na bursztyny,
żeby miała ładne syny,
trzeba itd.

Trzeba dac ji na cielęta,
by się rodziły bliźnięta,
trzeba itd.

trzeba dać ji na płachtę,
bo już idzie za ślachtę,
trzeba itd.

Trzeba dać ji na sitko,
na korytko i na wsytko,
trzeba ji dać,
nie załować.[44]

Ostatnim elementem wesela była tzw. psia baba, która odbywała się tydzień po nim i organizowana była przez rodziców pana młodego. Było to spotkanie połączone z poczęstunkiem i czasem tańcami, na które zapraszano już tylko najbliższą rodzinę.

Ostatecznym zakończeniem obrzędów ślubnych i weselnych był wywód. Zwyczaj ten najczęściej wspomina się w związku z narodzinami dziecka, gdzieniegdzie pojawia się jednak już po ślubie. Tydzień po zaślubinach kobieta szła do kościoła, gdzie otrzymywała specjalne błogosławieństwo zwane wywodem. Istniało przekonanie, że przed wywodem nowo poślubionej dziewczynie nie wolno było chodzić po wodę, gdyż groziło to zarobaczeniem studni.[45]

 

[1] Z. Gloger, Obrzęd weselny polski z pieśniami i przemowami, Warszawa 1901, s. 3

[2] O. Kolberg, Obraz etnograficzny, t. III, b,r,w, s VI

[3] Kowalicha,  Jasienica,

[4] Borzymy, Jasienica,

[5] Kowalicha

[6]  Jasienica, Kowalicha, Borzymy

[7]  Wołomin

[8]  J. St. Bystroń, Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 163

[9]  Kowalicha

[10] Kowalicha, Jasienica

[11] Kowalicha

[12] Jasienica

[13] Kuligów

[14] Wujówka, Kowalicha

[15] Kowalicha

[16] Bożymy, Stryjki, Kowalicha, Wujówka

[17] Kowalicha

[18] Wujówka

[19] Stryjki

[20] Ludwinów

[21] Kowalicha

[22] Kowalicha, Jasienica, Stryjki, Borzymy

[23] Kowalicha

[24] Jasienica

[25] Jasienica, Kuligów

[26] Kowalicha

[27] Borzymy, Jasienica

[28] Jasienica

[29] Jasienica

[30] Klembów

[31] Kowalicha, Borzymy

[32] Ciemne, Borzymy, Kowalicha

[33] Ludwinów, Ciemne, Borzymy, Kowalicha

[34] Kowalicha

[35] Jasienica, Wołomin, Borzymy, Ludwinów, Wujówka

[36] Jasienica

[37] Kowalicha

[38] Jasienica

[39] Wujówka, Kowalicha

[40] J.S. Bystroń, Etnografia polski, op. cit., s. 168

[41] Stryjki

[42] Ludwinów, Wujówka, Kowalicha

[43] Ciemne

[44] O. Kolberg, Obraz etnograficzny,  t. II, bmw, brw, s. 116 – 117

[45] Wujówka, Jasienica

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.