Zażalenia do Pana Boga

Bo gdy życie coś potarga, nie pomoże żadna skarga, nie pomoże nikt i nic – śpiewała Wiera Gran, znakomita artystka przedwojennej Warszawy, gwiazda scen paryskich, jedna z najtragiczniejszych artystek minionego stulecia.

19 listopada 2007 zmarła w Paryżu Wiera Gran. Ostatnie chwile spędziła w domu opieki prowadzonym przez polskie siostry zakonne przy klasztorze św. Kazimierza. Została pochowana na cmentarzu w podparyskiej miejscowości. Nie zostawiła testamentu, cały jej majątek przeszedł na własność państwa francuskiego.

Wiera Gran – ładna kobieta obdarzona fantastycznym głosem. Zawsze występowała w czarnej sukni z długimi rękawami. Była niewysoka, dlatego dodawała sobie wzrostu ogromnym kokiem.

„Ja mam swą szufladę, do której nie zagląda nikt” śpiewała w jednej ze swoich piosenek. Wiele lat później, w rozmowie przeprowadzonej w Słodkim Radio Retro powiedziała: – Pisałam tę piosenkę razem z autorem. To jest moje życie. Siedzieliśmy u mnie w domu przy biurku i nagle powiedziałam: tutaj mam szufladę, zamkniętą na klucz, do której nie zagląda nikt. W tej szufladzie były listy, drobiazgi, wspomnienia, rozrzewnienia. W życiu bym nie pomyślała, że ta piosenka zdobędzie taką popularność.

Inne, równie znane i popularne piosenki Wiery Gran to: „List”, „Gdy odejdziesz”, „Fernando”, „Trzy listy”, „Ciemna dziś noc” (rosyjskie tango z polskim tekstem J. Tuwima), „Ma patrie”, „Mazowiecki walc”.

Wiera, ty masz wielki talent

Wiera Gran (naprawdę Weronika Grinberg) urodziła się 20 kwietnia 1918 r. na Białorusi. Była córką Luby i Eliasza Grinbergów, miała dwie starsze siostry. Cała rodzina Wiery została zamordowana w Treblince. W Wołominie artystka zamieszkała w 1919 r. w kamienicy przy ul. Warszawskiej 11 (obecnie 13). Po latach mówiła, że na balkonie tej kamienicy z widokiem na tory kolejowe spędziła dzieciństwo.

Uczyła się w Szkole Podstawowej nr 2 żeńskiej, już w szkole nauczycielka śpiewu Wanda Głuchowska przepowiedziała jej karierę piosenkarską: – Wiera, ty masz wielki talent, ty na pewno dostaniesz się do konserwatorium.

W 1933 r. rodzina Grinbergów przeprowadziła się do Warszawy, na ul. Elektroralną. W następnym roku Wiera nagrała pierwszą płytę pod pseudonimem Sylwia Grin. Miała 16 lat, była najmłodszą piosenkarką świata.

Później, ze względu na niski wzrost przybrała pseudonim Gran (ang. ziarenko). Występowała w kawiarniach i nocnych lokalach muzycznych, m.in. „Paradise” przy Nowym Świecie i „Cafe Vogue” przy Złotej. Przed wojną ukazało się około 40 nagrań płytowych Wiery, głównie sentymentalne tanga i walce angielskie m.in.: „Jedynie serce matki”, „O tobie mogę tylko marzyć”, „Tango notturno”, „Portugalia”, „List”, „Co nic”. Wystąpiła także w filmie „Bezdomni” w 1939 r. nakręconym w języku jidysz.

Została tylko przeproszona

Rozwijającą się błyskotliwie karierę Wiery Gran brutalnie przerwała wojna. Jeszcze występowała w kawiarni „Sztuka”, jeszcze śpiewała wielki przebój „Jej pierwszy bal” kompozycji Szpilmana, ale w końcu za Wierą zamknęły się bramy getta. W getcie prowadziła punkt pomocy dla dzieci głodujących, dlatego co pół roku musiała kontaktować się z gestapo w celu przedłużenia pozwolenia. Zapewne te kontakty stały się przyczyną późniejszych ataków na piosenkarkę. Wiera została wykupiona z getta przez męża aryjczyka, lekarza Kazimierza Jezierskiego i od 1941 r. aż do końca wojny ukrywała się w Babicach pod Warszawą.

Ale po wojnie koszmar trwał dalej. Gran została aresztowana pod zarzutem kolaboracji z gestapo. Donos złożył Jonas Turkow, główny cenzor z getta. Z braku dowodów winy prokuratura umorzyła śledztwo. Pozytywnie postawę Wiery w czasie okupacji zweryfikowały ZASP i Polski Związek Muzyków. Gran została uniewinniona także przez Centralny Komitet Żydów Polskich. Po tym procesie rozwiodła się z mężem i w 1950 r. wyjechała do Paryża.

Występowała we Francji, Izraelu, Hiszpanii, USA, Kanadzie i Wenezueli, nagrywała płyty w języku polskim, francuskim i hiszpańskim. Jednak, z wyjątkiem Polski i Francji koncerty Wiery były bojkotowane. W Izraelu nagonkę kontynuowali Adolf Berman i Pesach Bursztajn, wzywali do bojkotu, szantażowali dyrektorów teatrów współpracujących z Gran.

Piosenkarka bardzo cierpiała z powodu oszczerstw, procesowała się wiele lat, wydając na te procesy większość swoich gaż. W 1971 r. Gran wytoczyła swoim prześladowcom proces przed Sądem Najwyższym w Tel Avivie. Sąd nakazał sprawdzić wszystkie dokumenty, po czym, z braku dowodów, uniewinnił Wierę Gran. Piosenkarka żądała za poniesione straty przeprosin i odszkodowania w wysokości ćwierć miliona funtów. Została tylko przeproszona.

Później okazało się, że oskarżając Wierę Turkow działał z zazdrości. Jego żona Diana Blumenfeld była marną śpiewaczką, dlatego próbował zdyskwalifikować zdolniejszą rywalkę.

Jakiś cud się stał

Tymczasem we Francji Wiera Gran robiła prawdziwą karierę. Występowała w radio i telewizji, śpiewała w najlepszych lokalach, np. „Alhambra” Maurice Chevaliera, koncertowała z Charlesem Aznavourem. W latach 50. i 60. nazwisko Gran na plakatach było pisane tak wielkimi literami, jak nazwiska Marleny Dietrich i Edith Piaf.

Wielbicielem talentu Gran był Charles de Gaulle, który wszystkim gościom polecał występy polskiej piosenkarki. Mimo wojennych doświadczeń, mimo bólu i oskarżeń, powojenny repertuar Gran był dość wesoły. Owszem, nie brakowało w nim przejmujących, dramatycznych piosenek, jak choćby „Zawołaj mnie” Gershwina, czy walc angielski „List” (tę piosenkę Wiera ceniła najbardziej), ale dominowały radosne walczyki, kujawiaki, a nawet samba, rumba, habanera i flamenco.

Razem w repertuarze Gran miała ponad sto piosenek śpiewanych w ośmiu językach, a na koncie ponad sto nagrań płytowych.

Być na plakacie razem z Aznavourem, o tym marzyły chyba wszystkie artystki tamtych czasów. Gran podsumowała to krótko:

– Jakiś cud się stał, że taka jedna przeżyła getto, przyjechała z Warszawy nikomu nieznana i jest na plakacie z Charlesem Aznavourem.

Skazana na zapomnienie

– Wszystko zawdzięczam Polsce, jeżeli chodzi o karierę i o życie – mówiła. A mimo to w Polsce była (i jest nadal) zapomniana i zupełnie nieznana. Być może dlatego, że wyjechała z kraju w latach 50., co władza ludowa potraktowała jako ucieczkę polityczną. Nazwisko Gran zostało skazane na zapomnienie. Dopiero w 1965 r. Ministerstwo Kultury zaprosiło piosenkarkę na uroczyste otwarcie Teatru Wielkiego w Warszawie. Wówczas Gran wystąpiła w Łodzi, nagrała płytę w Polskich Nagraniach. I znowu zapadła cisza, minęły 32 lata i dopiero w 1997 r. Gran ponownie (i po raz ostatni) przyjechała do Polski, miał być kręcony o niej film biograficzny, ale nic z tego nie wyszło.

Przemykam się jak myszka

Przez ponad pięćdziesiąt lat Wiera Gran mieszkała sama, w tym samym mieszkaniu, w najdroższej XVI dzielnicy. Długo była w dobrej kondycji, świetnie radziła sobie sama. Po Paryżu zawsze poruszała się z małym wózeczkiem na kółkach. Podobno woziła ze sobą najcenniejsze przedmioty i pamiątki. „Przemykam się jak myszka po ogrodach Paryża”, śpiewała w piosence z filmu Rene Claire`a. Ambasada polska zapraszała piosenkarkę na wszystkie uroczystości, Gran śmiała się, że jest jedyną Żydówką, honorowaną w ten sposób przez ambasadę.

W latach 80. Gran wydała własnym sumptem książkę w języku polskim pt. „Sztafeta oszczerców”. Tam napisała, że okupacyjne przeżycia i powojenne oskarżenia znacznie pogorszyły jej kontakty z Bogiem. Gran nie ukrywała, że jest bezwyznaniowa, nie należy do diaspory, ale jednocześnie jest osobą wierzącą, wiecznie wnoszącą zażalenia do Pana Boga.

Śpiewała: „Gdybym wiedziała, że łzy cię wzruszą, to bym płakała przez cały dzień…”

Boję się chodzić z Bardotką

Ogromnym wielbicielem talentu Wiery Gran jest mieszkaniec Wołomina, Cezary Waszczyński. Za pomocą Ambasady Francuskiej zdobył adres i telefon pani Wiery i przeprowadził z nią kilka długich rozmów telefonicznych.

– Zawsze z dumą myślę o tym, że Wiera Gran, która całe swoje dzieciństwo spędziła w Wołominie, w okresie apogeum swoich sukcesów święciła triumfy na czterech kontynentach, w szesnastu krajach świata! W latach 60. osiągnęła taką sławę, jaką wcześniej spośród polskich śpiewaków zdobył tylko Jan Kiepura. A od początku lat 50. na największych scenach Paryża była prekursorką Edith Piaf!

W tych telefonicznych rozmowach Gran chętnie wspominała dzieciństwo i młodość, mówiła też o przedwojennych znajomościach w świecie artystycznym. Przyjaźniła się z Tolą Mankiewiczówną, bardzo miło wspominała Eugeniusza Bodo, Adolfa Dymszę, Michała Znicza, który miał willę w Wołominie. Nie cierpiała za to Miry Sygietyńskiej, która przed wojną wygryzła ją z głównej roli w operetce „Żołnierz Królowej Madagaskaru”. Miała też krytyczny stosunek do Hanki Ordonówny, którą uważała za świetną tancerkę, ale jako piosenkarkę za wielkie nieporozumienie.

Natomiast wiele życzliwości miała Gran dla Brigitte Bardot, francuskiej aktorki i symbolu seksu sprzed lat. Panie przyjaźniły się ze sobą, a Gran przez telefon mówiła:

– Panie Cezary, ja to już właściwie boję się z tą Bardotką chodzić po ulicach Paryża, bo ona już jest taka niedołężna, chodzi o lasce i mnie się wydaje, że jak mnie ludzie zobaczą razem z nią, to pomyślą, że ja jestem jej koleżanką i mam tyle lat co ona.

Tak powiedziała Wiera Gran o młodszej o szesnaście lat Bardotce.

Pamiętała

Od chwili wyjazdu w 1933 r. Wiera Gran nigdy już nie była w Wołominie. W mieście nie ma żadnych pamiątek po piosenkarce. Nawet tabliczki na drzwiach mieszkania nr 10 w budynku przy ul. Warszawskiej 13. A przecież Wiera zawsze uważała, że wszystko zawdzięcza Polsce, nie zapomniała też o mieście, w którym spędziła beztroskie dzieciństwo. W 1962 r. zaśpiewała piosenkę „Ma patrie”, o swojej ojczyźnie, o której ciągle pamięta…

O czym my tak marzymy, za czym my tak tęsknimy?

Tego nie dowiemy się już nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.