Warszawa. Przyjaciel żony wyrzuca męża z pędzącego pociągu. W ubiegłą sobotę pociąg wieczorny, idący z dworca wileńskiego w Warszawie do Wołomina był tak przepełniony, że znaczna część pasażerów jechała na stopniach wozów. Między nimi znajdował się mieszkaniec Warszawy Jan Paczulski, jadący do Wołomina do żony, z którą od pewnego czasu żył w separacji. W czasie jazdy p. P. chcąc zapalić papierosa – a nie mając zapałek zwrócił się po ogień do palącego właśnie sąsiada. To spowodowało wszczęcie pogawędki w trakcie której Paczulski dowiedział się, że osobnik użyczający mu ognia jedzie do pewnej kobiety do Wołomina, która z mężem nie żyje. Paczulski nie chciał się zrazu dopytywać o nazwisko owej damy. Dręczony jednak potem niepokojem zainterpelował wprost sąsiada o jej imię a usłyszawszy nazwisko właśnie swoje i nie mogąc pohamować zdenerwowania począł wymyślać sąsiadom. Urażony tem przyjaciel jego małżonki pchnął Paczulskiego ze schodów w pełnym biegu pociągu, tak że upadając na nasyp doznał silnych obrażeń cielesnych i w stanie ciężkim odwieziony został do szpitala. Nieszczęśliwy mąż niewiernej żony zmarł w szpitalu św. Rocha. Zabójca po dokonaniu czynu cofnął się w głąb wozu usiłując zmieszać się z pasażerami. Przytrzymano go jednak i oddano w ręce policji w Wołominie.

Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów
1925.06.27 R.27 Nr147

Dzięki ofiarności obywatelki Wołomina, p. Kudelskiej, miasto to pozyskało pożyteczną instytucję — Sierociniec, którego po­święcenia i otwarcia dokonano wczoraj. P. Kudelska ofiarowała dom, ładny o pięciu pokojach bu­dynek, położony wśród ogrodu, w odpowiedniej na ten cel suchej miejscowości, zaś grono miejscowych obywateli z ks. Golędzinowskim na czele dało dużo pra­cy, dobrej woli, trochę pienię­dzy — i oto powstała instytucja, świadcząca co może energja i dobra wola.Czytaj dalej