Niedługo świeciły pustkami szaro zielonkawe płótna namiotów w Urlach. Ledwie się rozjechali uczestnicy Obozu Kadrowego, a już zaczęły się zjeżdżać grupy niebieskich koszul z terenu okręgu białostockiego. Dotknięte „obozową zarazą”, opanowane „bakcylem zadowolenia”, z pieśnią na ustach, a walizką lub plecakiem na ramieniu, ciągnęły wesołe grupy ze stacji nad leniwy, błękitnowody Liwiec, gdzie w ciemnozielonej otoczy sosen rozsiadło się buńczuczne państwo dziesięciu namiotów. Radośnie i ochoczo jechała młodzież do obozu i tą radosną pogodą i werwą wypełniła namioty. I nietylko weselem, nietylko rozgwarem pełni młodzieńczego życia, ale i pracą, solidną pracą wyszkoleniową rozpoczętą dnia 16 lipca, gdy Komendant Obozu ob. Rokosz Andrzej otworzył uroczyście obóz. W pogodny wieczór lipcowy, poraz pierwszy za brzmiała pieśń ompiacka, poraz pierwszy gromkie „Cześć Pracy” przeleciało ponad sennemi łęgami, poraz pierwszy na maszt obozowy wpłynął majestatycznie sztandar. I rozpoczęły się obozowe dwa tygodnie, pełne ompiackiej pracy nad sobą, dwa tygodnie pracowitego odpoczynku, zdala od zgiełku i gwaru miast, w bezpośredniem zetknięciu się z ożywczą naturą.Czytaj dalej

Przedstawicielka zagranicznej agencji fotograficznej powiedziała do mnie tajemniczo: — Poddam panu wspaniały temat do reportażu. Przecież to jest złota żyła. Znając pana… — tu następował szereg komplementów pod moim adresem, których przez skromność nie powtarzam: zresztą redaktor „Polski Zbrojnej“, sam człowiek przystępny i skromny, tępi zawzięcie megalomanję… Ów temat, to był wycinek z popularnego warszawskiego dziennika, gdzie „stojało“ ni mniej ni więcej, jak to przed sąd Rzeczypospolitej zjawiła się gromadka mieszkańców wsi Nadbiel, położonej o 24 km od stolicy, nie rozumiejących ani słowa po polsku… Że jest to rzekomo osada, w której grupuje się element niemiecki całego powiatu… Że rogatywka jest tam ulubionem nakryciem głowy i wisi w każdej chacie na kołku. Rogatywka i maciejówka. Tak…Czytaj dalej