Byłam u spowiedzi i Komunii Świętej. Uprzątnęłam gnój koński. Szłam właśnie alejką w bok, koło rabarbaru, a tu – Jasio!! Nogi się pode mną ugięły. Jasio! Przyjechał, żyje. Pierwsze jego słowa: – Hania i Ziuta żyją! (Modliłam się do ojca Beyzyma, wrócili 2.X., w dzień)

Przyjechał furą z rzeczami. Mówią straszne rzeczy! Głód i zawalone ulice rumowiskami, pełno mogił, trupów. Nie można się cieszyć nawet, bo rozpacz bierze.

2 października

Poszłam do Wołomina, do kościoła. Rozlepione rozporządzenie, żeby witać przy spotkaniu żołnierzy, a żyd ma schodzić z trotuaru. Po powrocie zastałam całą kompanię wyszykowaną na trawie, pod parkanem. A Dębski czekał, by mnie pożegnać! Uf! Poszli do Warszawy. Tak mówili. na górze brud okropny. Roczek zabrał słomę. Wrócił Powichrowski.

1 października