O doktorze medycyny Kazimierzu Izdebskim, pomimo znacznego upływu czasu od jego śmierci, pamięta jeszcze wielu mieszkańców Wołomina i okolic. Złożyło się na to wiele przyczyn. Jedną z nich jest bez wątpienia to, że był lekarzem w okresie, tak dla Wołomina, jak i całej Polski, krańcowo trudnym, kiedy pomoc drugiemu człowiekowi miała wartość najwyższą i nieocenioną. Niósł pomoc potrzebującym, kiedy Wołomin był pod okupacją niemiecką – od 1940 r., podczas działań frontowych 1944/45 i wiele lat po zakończeniu wojny.Czytaj dalej

Henryk Drzewiński urodził się 6 stycznia 1925 r. w Warszawie jako najstarsze z trojga dzieci Stanisława i Eugenii z domu Sopyło. Miał siostrę Hannę Krystynę (póżniej Hajduczek) i brata Stanisława. Ojciec Henryka, Stanisław Drzewiński, był hallerczykiem, kawalerzystą w “błękitnej armii”, tzn. w Armii Polskiej we Francji w I wojnie światowej. Rodzina Drzewińskich zamieszkała w Wołominie w 1925 r.Czytaj dalej

Los zdecydował, że autor niniejszego wspomnienia o ks. Janie Golędzinowskim ujrzał światło dzienne na praskim Kamionku. Fakt ten, potwierdzony świadectwem chrztu, spisanym w stareńkim drewnianym kościele, w miejscu gdzie obecnie stoi okazała świątynia pw. Matki Bożej Zwycięskiej, był w latach młodości autora przedmiotem dumy. Niewątpliwie też szczęśliwy los zdecydował, że w maju 1926 r. autor wraz z rodziną zamieszkał w Wołominie i sprawy tego miasta oraz jego mieszkańców stały się dla autora dominującymi.Czytaj dalej

Stanisław Julian Balon urodził się 6 lutego 1906 r. w Rybnej koło Krakowa. Ojciec jego był organistą, a matka zajmowała się domem i liczną gromadką dzieci. Stanisław gdy zdobył zawód nauczyciela opuścił strony rodzinne. Pracował w szkole warszawskiej, następnie w 7- klasowej Publicznej Szkole Powszechnej Nr 1 (męskiej), w Publicznej Szkole Powszechnej III stopnia Nr 4 oraz w Publicznej Szkole Dokształcającej i Zawodowej w Wołominie. Uczył śpiewu i muzyki, był organizatorem samorządów uczniowskich, zwolennikiem niekonwencjonalnych metod nauczania, współorganizatorem akademii szkolnych i miejskich, organizatorem, reżyserem, kompozytorem, a nawet suflerem i opiekunem aktorsko-wokalnego zespołu chłopięcego przy Publicznej Szkole Powszechnej Nr 1.Czytaj dalej

Stefan Nasfeter miał piątkę rodzeństwa, spośród którego najbliżej był ze swym starszym bratem Bolesławem. Bolesław często też bywał z dziećmi u brata, z okazji imienin bądź wakacji. W ten sposób po raz pierwszy w połowie lat trzydziestych w Wołominie zawitał Janusz Nasfeter, bratanek Stefana, późniejszy reżyser filmowy. Dzieci spędzały czas biorąc udział w organizowanych przez stryja w Wołominie loteriach i zawodach a przede wszystkim w należącym do Nasfetera kinie “Oaza”. Zdarzało się, że młodzi Nasfeterowie spędzali w “Oazie” cały dzień, oglądając wszystkie wyświetlane danego dnia seanse.1 Janusz jako młody chłopak bywał także w studiu filmowym stryja w Warszawie, gdzie uczestniczył w próbach aktorów.2 Także w czasie wojny Janusz spędził kilka tygodni w domu stryja, pomagając ciotce Helenie przy ratowaniu ukrywających się w majątku Żydów.3
Czytaj dalej

Stefan Nasfeter, niejednoznaczna acz znacząca postać dla Wołomina międzywojennego, urodził się w Pułtusku w 1879 r. W latach 1896-1897 mieszkał w Opinogórze, gdzie wraz ze swym bratem Julianem, nauczycielem, prowadzili tajne nauczanie języka polskiego i historii wśród wiejskich dzieci. Następnie, w 1897 r. wstąpił do Szkoły Telegraficznej w Warszawie i rozpoczął pracę w Telegrafie Warszawskim, którą kontynuował do wybuchu I wojny światowej.1Czytaj dalej

Pod koniec lat 50. trenerem wołomińskich koszykarzy został znany działacz i sędzia sportowy z Warszawy, Mieczysław Klimaj. Po nim drużynę przejął były zawodnik Legii Mirosław Popławski.

Przez kilka sezonów zespół “Huraganu” grał w klasie B. Wiodło mu się, można określić, różnie. Trzeba jednakże zaznaczyć, że w tamtych czasach okręg warszawski był najmocniejszy w Polsce w dziedzinie koszykówki. Poziom zespołów w rozgrywkach, nawet na szczeblu okręgowym był wysoki, a konkurencja nie dość, że liczna, to i silna. Najlepsze wówczas kluby w kraju, takie jak Legia, Polonia, czy AZS AWF wystawiały swoje bogate rezerwy w rozgrywkach ligi okręgowej, a także w klasach A i B. Powszechnym zjawiskiem było, że (na przykład), w klasie A grały Legia III, Polonia III, czy AZS AWF III, natomiast w klasie B jeszcze czwarte zespoły tych klubów. Te rezerwy najlepszych polskich drużyn grały naprawdę dobrze. Młodzi koszykarze z tych zespołów, wspomagani często przez renomowanych, starszych zawodników, chcieli się jak najefektowniej zaprezentować w rozgrywkach okręgowych, marząc o występach w ekstraklasie.Czytaj dalej

Pozwolę sobie zaprezentować rodzinę państwa Kwapiszewskich, która tak zacnie wpisała się w dzieje miasta Wołomina. Kontaktuję się często z panią Krystyną Kwapiszewską, która darzy mnie nieukrywaną sympatią, dlatego pomyślałam, że już najwyższa pora, by “utkać” z jej wspomnień małą sagę Kwapiszewskich zanim odejdą najstarsi świadkowie minionych wydarzeń. Wędrówka od przeszłości do teraźniejszości zapisana jest na podstawie bezcennych relacji pani Krystyny oraz zachowanych dokumentów.Czytaj dalej

Stanisława Maria – córka nauczyciela Aleksandra Metelskiego i Marii z Nowosielskich, urodziła się 20 kwietnia 1913 r. w Puławach.

W trakcie pracy zawodowej była nauczycielką 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 1 i Nr 2, Publicznej Szkoły Powszechnej III stopnia Nr 4 w Wołominie, Publicznej Szkoły Powszechnej III stopnia w Lipinach oraz Państwowej Szkoły Powszechnej dla Pracujących w Wołominie.Czytaj dalej

W czerwcu 1960 r. zgłosiłem się na apel bodajże Expressu Wieczornego, który z Polskim Związkiem Kolarskim organizował kolarski Rajd Grunwaldzki. Trzeba była pojechać turystycznie z domku z Wołomina do miejscowości Kownatki na przedpolach Grunwaldu. Przejazd trzeba było potwierdzać pieczątkami w poszczególnych miejscowościach wybranej trasy. Trasa była spokojna, samochody jeździły, owszem, ale gdzie im do dzisiejszego ruchu na tym szlaku! Spałem pierwszy raz sam gdzieś za Mławą w stodole u gościnnego gospodarza. Ponieważ bałem się, że w nocy zostanę okradziony, na wszelki wypadek przywiązałem rower do sznurówek buta i na dodatek położyłem na rower worek z cementem. A spałem niespokojnie, więc rano nie mogłem się doczyścić z resztek cementu, na dodatek gościnny gospodarz uraczył mnie nieprzegotowanym mlekiem wiec dalszy ciąg rajdu spędzałem często w krzakach. Wreszcie dojechałem do Kownatek pod Grunwaldem. Tam również był jeden z etapów IX Międzynarodowego Rajdu Kolarskiego organizowanego przez PTTK i tam poznałem Henryka Gintera – organizatora zawsze ubranego w pumpy (spodnie zapinane pod kolanami), długie skarpety, zawsze w białej furażerce. Kiedy dowiedział się, że jestem z Wołomina omal się nie rozpłakał – nie wiedziałem dlaczego.Czytaj dalej

Rok 1945. Pierwszy rok działania po wojnie.

Skład pierwszego powojennego zarządu: Wiktor Niebyłowski – prezes, Karol Wajcht – członek, Adolf Vogiel – członek, Jan Bieś – członek, Henryk Kadziszewski – członek, Feliks Mielczarski – członek

Godną podziwu postacią w Zarządzie był Adolf Vogiel. Ten działacz pochodzenia niemieckiego odrzucił propozycję władz okupacyjnych wyjazdu do Niemiec, nie zgodził się objąć stanowiska naczelnika magistratu i oparł się próbie zrobienia zeń kapusia, choć grożono mu wywozem do obozu, odrzucił propozycję otrzymania glejtu nietykalności w zamian za wyrzeczenie się obywatelstwa polskiego. Nie poszedł na żaden układ, musiał się ukrywać, przeżył wojnę i pozostał w Polsce. Zmarł w latach 70. w Wołominie.Czytaj dalej

Nareszcie do opustoszałego z jego mieszkańców, zrujnowanego i okaleczonego miasta, ogołoconego i okradzionego z mienia, zaczynają wracać jego mieszkańcy wierni swojemu grodowi. Z obozów, więzień, zsyłek, miejsc ukrywania, z partyzantki itd. przybywają wycieńczeni okupacją. Już są, chcą szybko odbudowywać swoje miasto i zapewnić ocalałym swoim dzieciom, rodzinom, bliskim w miarę przynależny byt. Starzy hutniczy wyjadacze znani z przedwojennych strajków i przewodzenia nimi z ramienia związków zawodowych czy lewicowych partii nareszcie są uznawani przez nowych wyzwolicieli i nowe władze państwowe czy lokalne przybyłe w większości zza wschodniej granicy. Zaczynają działać legalnie w komórkach przewodniej partii komunistycznej i władzach miasta, co nie wszystkim się podoba – ale tak to było. Najważniejsze to stworzyć podstawy do życia miasta, czyli zapewnienie zaopatrzenia w żywność, opał i odzież oraz uruchomienie zakładów produkcyjnych.Czytaj dalej