W Jidysze Sztub w Wołominie (małej tradycyjnej szkółce żydowskiej; w chederze) w sposób zorganizowany uczono zachowania i kultury: tak powinno się prowadzić, to wolno robić albo nie. Małe i mniejsze dzieci nie były filozofami ani teologami, nie dumały i nie teoretyzowały, ale były dalekie od rozpuszczenia, zaniedbania. Autorytet ojca był duży, od małego do dużego każdy czuł swoją powinność żydowską. Ten sam los wiązał wszystkich ściśle ze sobą pod tym samym jarzmem.Czytaj dalej

Do Wołomina przybyłem po raz pierwszy w 1915 roku, trafiłem do małej i biednej osady, w której od razu poczułem sympatię do kochanych żydowskich ludzi. W Warszawie obracałem się w towarzystwie zasymilowanych Żydów, częściowo też wśród rdzennych Polaków, ale głęboko w sercu czułem tęsknotę do prawdziwych Żydów. Żył we mnie duch mojego dziadka, który był gabajem (administratorem synagogi) u rabina Dawida Talnera, i śpiewały we mnie nigunim (melodie chasydzkie), które zawsze słyszałem u ojca w pokoju. W naszym miasteczku, Gołowaniewsku koło Humania, wogóle umiało się śpiewać. Śpiewało się pieśni przy Melawe–Malke (posiłku po zakończeniu Szabatu) i przy trzech posiłkach (w ciągu Szabatu). Tylko, że chasydzi Talnera śpiewali z większym zaangażowaniem, z większym ogniem, radością. Były też nigunim pełne tęsknoty. Dziadek powiedział: „Dusza (człowieka) tęskni, żeby wrócić do swoich korzeni”. Byłem wtedy jeszcze dzieckiem, ale tamte słowa i nigunim utrwaliły mi się w pamięci i w duszy, a kiedy przybyłem do Wołomina i spotkałem tych prawdziwych, żydowskich ludzi, odżyła we mnie na nowo tęsknota za Talnerem, moim ojcem i chabadzkimi nigunami, chociaż były tak różne od tych, które śpiewali polscy chasydzi.Czytaj dalej

“Jeden z bohaterów Żeromskiego w ‘Nawracaniu Judasza’ mówi: … niezapomniany człowiek – rycerz, Wacław Nałkowski, którego wspomnienie zawsze jak wino weseli moje serce.” 1

Dzieciństwo

Wacław Nałkowski urodził się 19 listopada 1851 r. we wsi  Nowodwór, w dawnym powiecie garwolińskim2, w zubożałej rodzinie szlacheckiej. “Urodziłem się na Podlasiu – pisał później w listach do narzeczonej – w tej tęsknej, smutnej krainie, gdzie brzozy płaczące zwieszają swe warkocze nad nieskończonymi, piaszczystymi drogami, gdzie wśród olch czarnych toczą powolnie swe wody ciemne, tajemnicze strugi, gdzie na tajemnych topielach jeziornych roztaczają swe szerokie liście i kwiaty białe lilie wodne, a lasy trzciny i sitowia szumią jakąś tęskną pieśń przeszłości…”3

Czytaj dalej