W okresie międzywojennym Wołomin nie posiadał ani jednej szkoły średniej. Młodzież po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuowała swą naukę w średnich szkołach zawodowych lub gimnazjach w Warszawie. Zresztą procent tej młodzieży był znikomy. W roku 1932, gdy sama po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej zaczęłam uczęszczać do prywatnego gimnazjum żeńskiego na Pradze, miałam zaledwie 3 koleżanki ze szkoły macierzystej w Wołominie. Do szkoły zawodowej młodzież szła po siedmiu klasach, ale nawet często i zdolni uczniowie rezygnowali z dalszej nauki i zwykle znajdowali pracę w hucie lub u dość licznych rzemieślników prywatnych. W okresie okupacji rzadko już ktoś odważył się na kontynuację nauki w Warszawie, tym bardziej, że gimnazja zostały zamknięte w ogóle lub zamienione na różne typy szkół przysposobienia zawodowego. Zostało tylko tajne nauczanie, które chociaż szeroką siecią objęło Warszawę, to jednak było niedostępne dla młodzieży z poza Stolicy.Czytaj dalej

Jan Mierzejewski (ur. 10 stycznia 1929 r.) na lekcje do “panny Krysi” (tak mówił on i inni o nauczycielce, bo niewiele była od nich starsza) zaczął chodzić ponieważ miał zaległości na skutek choroby trwającej około dwa miesiące (zapalenie płuc po kąpieli w przerębli). Wówczas ojciec spotkał panią Natalię Kwapiszewską, mówił o problemie, a ta poradziła, by zgłosił się z synem do jej córki, Krystyny. Pierwsze wrażenie szkoły na poddaszu, młodego chłopaka zaskoczyło: zobaczył pełną mobilizację, atmosferę nauki i dyscypliny wśród uczniów, i o dziwo, dyscypliny, której nie trzeba było “trzymać”. Dla tych, którzy mieli zaległości panna Krysia prowadziła dodatkowe lekcje, Jaś korzystał z indywidualnej nauki języka niemieckiego, zawsze po niedzielnej mszy.Czytaj dalej

Bolesław Mielnicki (1911-1975)

Niewielką fotografię Bolesława Mielnickiego przyniosła do Muzeum w Wołominie jego córka, Maria Sobolewska. Na zdjęciu Bolesław Mielnicki, w mundurze strażaka Zawodowej Straży Pożarnej, siedzi przy centralce telefonicznej w Straży Pożarnej w Wołominie. To jedyna pamiątka po ojcu, jaką pani Maria przechowała. Rodzinna relikwia.

Bolesław Mielnicki urodził się w 31 lipca 1911 r. w Wiźnie, małej wsi w gminie Bożejewo, położonej 20 km na wschód od Łomży. Był synem Konstantego i Zofii Słonickiej. Szkołę podstawową ukończył w rodzinnej Wiźnie w 1925 r. Pracował w gospodarstwie, zajmował się uprawą ziemi i szewstwem, terminował jako czeladnik u ślusarza. W 1934 r. ożenił się z Eugenią Janczewską (ur. 30.12.1915). Mieli czworo dzieci: Zofię (ur. 01.04.1935), Tadeusza (ur. 02.06.1937), Jadwigę (ur. 12.08.1939) i Mariannę (ur. 01.08.1940). Do wybuchu II wojny światowej Mielniccy wiedli spokojne i pracowite życie.Czytaj dalej

Syn piekarza Asza wybiegł z piekarni i ugodził nożem niszczyciela plakatów. A działo się to nie przed ostatnimi wyborami samorządowymi w Wołominie, tylko przed wyborami parlamentarnymi w 1936 r. Zdzisław Michalik wspomina, jak sam określił, “akcenty żydowskie” w Wołominie.

Mieli swoją ławkę

– Znane mi i przechowywane w mojej pamięci akcenty żydowskie biorą swój początek w miejscu pozornie nie związanym ze sprawą. Otóż, w prawej bocznej nawie kościoła p.w. MB Częstochowskiej w naszym mieście, znajduje się ołtarz ozdobiony obrazem Świętej Rodziny. W mało eksponowanym miejscu tego ołtarza, przytwierdzona jest tabliczka informująca, że został on ufundowany przez małżeństwo Helenę i Stefana Nasfeterów, właścicieli małego dworku i otaczającego go lasu sosnowego w południowej części miasta.

Państwo Nasfeterowie byli nie tylko fundatorami ołtarza, ale również gorliwymi uczestnikami nabożeństw w wołomińskim kościele, mając w niej swoją ławkę.Czytaj dalej

Był jednym z czołowych zawodników drużyny piłki nożnej okresu przed- i powojennego, wybitnym działaczem rozpoczynającym swą społecznikowską pracę w ciężkim okresie okupacji, jak również sumiennym kronikarzem, który przez całe swoje życie fotografował, archiwizował i opisywał wszystko to, co działo się w KS Huragan.

To właśnie dzięki Jego relacjom możemy przenieść się w tamte lata, popatrzeć na początki wołomińskiego sportu oraz na tych, którzy tworzyli historię Wołomina i dzięki zaangażowaniu których historia “Huraganu” sięga już 75 lat.Czytaj dalej

Nastały mroczne lata okupacji hitlerowskiej. Pierwszy jej okres to bezwzględny terror okupanta, stosowany bezlitośnie do Narodu Polskiego – ciężko doświadczonego w totalnej wojnie z Niemcami. Ludność Wołomina zniszczonego działaniami wojennymi zmniejszyła się niemal o połowę. Wielu Wołominiaków zmobilizowanych do wojska poległo na polu chwały w nierównej walce z najeźdźcami z zachodu i wschodu, wielu dostało się do niewoli lub przebywało w szpitalach po odniesionych ranach. Część ludności nie powróciła jeszcze do domu z wojennej tułaczki. Ludność, która pozostała w mieście czekała na tych co z wojny jeszcze nie powrócili i toczyła ciężką walkę o egzystencję i przetrwanie, traktowana przez Niemców jak ludzie drugiej kategorii. Jednocześnie jednak niemal od pierwszych dni okupacji toczyła się równie krwawa i nieubłagana – jak na wojnie – walka polskiego podziemia ze znienawidzonym wrogiem. Wołomin i jego patriotyczni mieszkańcy stanęli w pierwszej linii tej walki. Garstka członków przedwojennego “Huraganu”, którzy pozostali w mieście lub powrócili z wojny do Wołomina postanowiła kontynuować to co wcześniej w okresie pokoju wrosło w ich serca i przyzwyczajenie. Jednocześnie w miejsce poległych, wywiezionych, pomordowanych i przebywających w kaźniach obozów koncentracyjnych lub jenieckich stanęli do działania nowi ludzie. W 1941 roku postanowili oni organizować konspiracyjnie sport dla młodzieży wołomińskiej, wśród której ciężkie warunki egzystencji okupacyjnej, a szczególnie panujący głód powodowały degradację zdrowotną i fizyczną.Czytaj dalej

Jako student szkoły filmowej zobaczyłem etiudę, którą – jeżeli dobrze pamiętam zrealizowała Ewa Petelska. Nie pamiętam tytułu tej etiudy, nie pamiętam o co w niej chodziło, ale było tam sfotografowane brudne okienko piwnicy, a za nim ulica z widocznymi nogami przechodzących ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale było to ujęcie tak zmysłowe, tak plastyczne, a na tle ówczesnej socrealistycznej konwencji – bezinteresowne, że zachwyciło mnie ono i pamiętam je do dziś. W tym jednym ujęciu zobaczyłem nagle coś z prawdziwego kina, pomyślałem od razu: to jest człowiek z którym muszę robić następną etiudę.

Tym człowiekiem był Jerzy Lipman, studentem zaś, który chciał z Lipmanem zrealizować swoją etiudę – Andrzej Wajda. Udało się im tego dokonać w 1951 r. Jerzy Lipman był autorem zdjęć do  etiudy Wajdy pt. “Ceramika iłżecka”.


Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych urodził się 10 kwietnia 1922 r. w Brześciu nad Bugiem w zamożnej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Wołominie. Ojciec Lipmana pracował na jednym z kierowniczych stanowisk w wołomińskiej hucie szkła.

Z całą pewnością życiorys artystyczny Jerzego Lipmana jest imponujący. Współpracował z najwybitniejszymi polskimi i europejskimi reżyserami, m.in. z wspomnianym Andrzejem Wajdą, z którym oprócz “Ceramiki iłżeckiej” zrealizował także: “Pokolenie” (1954), “Kanał” (1956) “Lotną” (1959) oraz “Popioły” (1965). Lipman był autorem zdjęć do słynnego filmu Romana Polańskiego “Nóż w wodzie” (1961). Współpracował również z Jerzym Kawalerowiczem (“Cień” – 1956, “Rozwodów nie będzie” – 1963), Jerzym Hoffmanem (“Gangsterzy i filantropi” – 1962, “Prawo i pięść” – 1964, “Ojciec” – 1967, “Pan Wołodyjowski” – 1968), Andrzejem Munkiem (“Zezowate szczęście” – 1960). Często do współpracy Jerzego Lipmana zapraszali także: Jerzy Passendorfer, Jan Rybkowski, Aleksander Ford czy wybitni światowi reżyserzy jak: Claude Chabrol, Jean – Luc Godard, Francois Truffaut, Renzo Rosselini czy Marcel Ophüls.

Niezwykłe losy Jerzego Lipmana w czasie II wojny światowej mogłyby być kanwą do napisania sensacyjnej książki czy nakręcenia filmu, może to się kiedyś stanie. Tymczasem już teraz warto przedstawić kilka faktów z tego okresu życia operatora.

We wrześniu 1939 r. Lipman wspólnie ze swoim przyjcielem Pawłem R. i jego ojcem próbował przedostać się na wschód. Niestety, za Brześciem złapali ich Niemcy i kazali wracać. Wrócili do Wołomina, gdzie Żydzi najpierw nosili opaski a potem przeniesiono ich do getta. Dom, w którym mieszkał Jerzy Lipman był usytuowany na jego skraju i Lipman korzystając z tego, często wymykał się z getta przez parkan, jak sam często wspominał: “wycieczki na aryjską stronę podbudowywały go psychicznie”.

Wiosną 1942 r. Lipmana i Pawła R. przeniesiono do obozu w Izabelinie, gdzie pracowali przy torfowiskach. Ojciec Pawła był lekarzem i jesienią tego roku żandarm, którego wyleczył, w dowód wdzięczności poinformował go, że obóz będzie zlikwidowany i wszyscy zostaną przetransportowani do Treblinki. Wszyscy trzej, Lipman, Paweł i jego ojciec, uciekają po zmroku z Izabelina. Docierają do Warszawy, gdzie w nasłuchu radiowym u Osóbki-Morawskiego pracowała Zofia, starsza o kilka lat siostra Lipmana. Zofia, dzięki swoim kontaktom, załatwiła uciekinierom fałszywe meldunki, natomiast Lipman korzystając z pomocy kolegi z Kobyłki, który miał ojca organistę na plebani – metryki urodzenia. Dzięki tym dokumentom, udało im się w magistracie zdobyć oficjalne kenkarty. I tak Jerzy Lipaman stał się Jerzym Lipińskim. Ciągle jednak dużym problemem był brak stałego mieszkania, dlatego Lipman z Pawłem i jego ojcem nocowali najczęściej w bramach kamienic, głównie w małych miasteczkach pod Warszawą. W końcu udaje im się znaleźć lokum u kolegi Jerzego Lipmana z liceum Władysława IV, w tramwajarskiej czynszówce na rogu Towarowej i Alei Jerozolimskich.

W pewnym momencie Lipman spotyka kolegę z podstawówki w Wołominie, Gienia P., którego szwagier – pół Polak, pół Niemiec miał firmę budowlaną na Okęciu. Gienio pracował u niego w charakterze przewodnika, który woził na Wschód robotników, pracujących na budowach prowadzonych przez niemiecką organizcję Todta. Gienio złożył Lipmanowi propozycję, że chce być jego pomocnikiem. Lipman propozycję przyjmuje. W trakcie jednej z takich podróży, zimą 1943 r., przysiadł się do nich oficer SS, który dobrze mówił po polsku. Zaczęli grać w pokera i Lipman wygrał od niego duże pieniądze. Oficer doceniając świetną grę Lipmana, zaproponował mu rewanż. Wręczył mu swoją wizytówkę (nazywał się Adam Śledziński) i zaprosił do Mińska, gdzie przebywał. Koledzy uznali, że to szaleństwo, ale Lipman postanowił pojechać do Śledzińskiego. Przez kilka dni grali w pokera i chodzili po niemieckich knajpach. Kiedy Lipman oznajmił Śledzińskiemu, że musi wracać do Warszawy, ten zaproponował, iż korzystając z urlopu, chętnie z nim pojedzie. W tym czasie Jerzy Lipman należał już od roku do podziemnych struktur PPS-u, zajmując się dostarczaniem broni dla podziemia. W Warszawie Śledziński oznajmia Lipmanowi, że nie zamierza wracać do jednostki i że ukradł z niej dokumenty in blanco i stemple, które śmiało mogą posłużyć jako wzór do podróbek. Lipman przekazuje, za pośrednictwem siostry, tę cenną zdobycz fałszerzom z podziemia. Śledziński i Lipman postanawiają zmienić swoją tożsamość i wstępują, oczywiście tylko na papierze, do pewnej jednostki Luftwafenbau, stacjonującej gdzieś pomiędzy Smoleńskiem a Mińskiem. Następnie poszli na ulicę Rakowiecką, do centrali zaopatrzenia Luftwaffe po nowe uniformy, Śledziński pozostał przy stopniu oberlejtnanta, Jerzy Lipman natomiast został jego adiutantem. Wspólnie wyjeżdżają do Berlina. Później Lipman często wyjeżdżał do Francji, Austrii, Włoch, gdzie m.in. próbował  zdobywać broń dla podziemia.

W kwietniu 1944 r.  Jerzego Lipmana dotknęła tragedia. Została aresztowana jego siostra Zofia. Lipman podejmuje próbę jej uwolnienia, niestety bez skutku. Wtedy przyszedł  mu do głowy pomysł wyjazdu do Mediolanu, aby zdobyć pieniądze na wykupienie siostry. W Mediolanie dochodzi do strzelaniny. Lipman wspólnie z kolegami zjawia się po broń, którą mieli dostarczyć Polakom włoscy partyzanci. Jednak broni nie ma i Lipman razem z kolegami zaczynają rozbrajać włoskich żołnierzy. Na dworcu w Mediolanie spotykają samotnego Niemca, esesmana, który stawia opór. Dochodzi do strzelaniny, podczas której Lipman zostaje ranny w udo, natomiast Niemiec w pierś. W momencie gdy nadjeżdża patrol, koledzy Lipmana uciekają. Natomiast obaj ranni – Lipman (w niemieckim mundurze) i Niemiec trafiają do szpitala. Nieprzytomny Niemiec mówi w malignie, że go napadnięto i że jednym z napastników był Lipman. Ten tłumaczy, że starał się Niemcowi pomóc. Jerzy Lipman ma szczęście, kula w nodze nie pochodzi z broni Niemca, a kula w piersi tegoż nie pochodzi z broni Lipmana. Jednak Lipman boi się, że Niemiec odzyska  przytomność i wszystko się wyda. Pod pretekstem bezsenności, prosi o pastylki, które ukradkiem podaje nieprzytomnemu Niemcowi. Boi się również, że podczas zabiegów pod narkozą sam mógłby się wygadać i z tego powodu wszystkie bolesne operacje nogi przechodzi bez znieczulenia. Ranny Niemiec niedługo potem umiera, a Lipmana Niemcy odznaczają medalem za odwagę. Niemcy, z powodu alianckich bombardowań, często przenosili Lipmana do innych szpitali. Podczas takich przenosin, Lipman nie zwracając uwagi na kulejącą nogę ucieka, próbuje przedostać się do neutralnej Szwajcarii, jednak na wieść o wybuchu Powstania w Warszawie, wraca do walczącej stolicy.

Jerzy Lipman był nie tylko wybitnym opreatorem, ale również niezwykłym człowiekiem. Jerzy Kawalerowicz tak go wspomina:

Jurek Lipman był nie tylko utalentowanym operatorem, ale i wspaniałym kolegą. […] Lipman należał do tych operatorów, którzy są czymś więcej niż tylko operatorami obrazu, zawsze można go było śmiało nazwać współtwórcą  filmu.

Natomiast we wspomnieniu Jerzego Hoffmana tak się zapisał:

Jerzy Lipman był wspaniałym operatorem. Dobrze operował światłem, był bardzo szybki w pracy, miał masę inwencji. Cała ekipa go uwielbiała.

Jerzy Lipman z powodu antysemickich prześladowań wyjechał z Polski w 1969 r. Zmarł w Londynie 11 listopada 1983 r.

Jadwiga Markowska

Jadwiga Markowska (1892 – 1945)

Pamięć “o swojej Pani” kultywowały jej uczennice z lat 1928-1945, dziś osoby w sędziwym wieku. To one przez lata odwiedzały jej mogiłę na wołomińskim cmentarzu, modliły się za nią, składały kwiaty i zapalały znicze. Ale płyta nagrobna z 1945 r. zaczęła się kruszyć, a napis:

ŚP. JADWIGA MARKOWSKA
UR. 1892 r. ZM. 22. I. 1945 r.
ZASŁUŻONEJ I NIEODŻAŁOWANEJ KIEROWNICZCE SZKOŁY nr 2
I DROGIEJ KOLEŻANCE W DOWÓD PAMIĘCI
NAUCZYCIELSTWO, WYCHOWANKOWIE I PRZYJACIELE

po wielu latach stał się już prawie niewidoczny.Czytaj dalej

Franciszek Wodiczko urodził się 16 września (lub 18 września) 1882 r. w Zamościu w powiecie lubelskim. Był synem Wacława i Anna z Felklów. Ojciec Franciszka był Czechem, pochodził z miejscowości Nehanice. Był muzykiem wojskowym i dyrygował orkiestrami wojskowymi na Węgrzech i w Rosji. Osiadł w Polsce w połowie XIX w. Chociaż Wacław bardzo silnie związany był ze swoją ojczyzną, jego syn Franciszek czuł się już Polakiem.

Franciszek ukończył Gimnazjum Państwowe w Suwałkach (w latach 1890-1900) i klasę skrzypiec w warszawskim Instytucie Muzycznym.Czytaj dalej

“W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.”
(św. Paweł, Drugi List do Tymoteusza 4,7)

Dzieciństwo i młodość

Jan Ignacy Golędzinowski urodził się 27 września 1877 r. w Zaborowie, niedużej wsi położonej na południowym skraju Puszczy Kampinoskiej, w ówczesnej guberni warszawskiej. Był synem Franciszka i Marii z domu Niedzielskiej. Matka pochodziła z rodziny włościańskiej zamieszkałej w okolicach Zaborowa, ojciec pracował jako ekonom w zaborowskim majątku. Jan Ignacy miał starszego o rok brata Tomasza i siostrę Antoninę.

Kilkuletni chłopiec został wysłany na naukę do Warszawy, gdzie uczęszczał do prywatnej szkoły Grabowskiego. Następnie ukończył warszawskie I Progimnazjum.

Edukację rozpoczął w jednym z najcięższych okresów w dziejach narodu polskiego, w czasie wzmożonej działalności rusyfikacyjnej i bezwzględnych represji stosowanych przez władze carskie, które zaczęły się zaraz po upadku powstania styczniowego. Te ponure lata w historii kultury i oświaty polskiej, nazywane “nocą apuchtinowską”, związane były z rządami Aleksandra Apuchtina, rosyjskiego kuratora Okręgu Naukowego Warszawskiego i Józefa Hurki, warszawskiego generał – gubernatora, dwóch haniebnych rusyfikatorów, prześladowców polskiego życia kulturalnego i katolicyzmu.Czytaj dalej

Klęska militarna wojsk polskich w wojnie obronnej w 1939 r. nie załamała ducha walki w narodzie. Nabyte doświadczenia w pracy konspiracyjnej, z okresu pierwszej wojny światowej, ponownie zostało wykorzystane. Tak jak w całej okupowanej Polsce, tak i Wołominie rodziło się Polskie Państwo Podziemne. W wołomińskim środowisku przez cały okres niemieckiej okupacji rozwijały się dwa ośrodki pracy konspiracyjnej. Można przyjąć, że wiodącą rolę spełniał tu ruch narodowy, skupiony wokół Narodowych Sił Zbrojnych. Ważną rolę w życiu konspiracyjnym odgrywała również Armia Krajowa.

W latach okupacji, Wołomin był centralnym ośrodkiem życia konspiracyjnego, dla obu tych organizacji, na teren powiatu radzymińskiego. Tu rozpoczęła działalność Służba Zwycięstwu Polski. SZP, na przełomie stycznia i lutego 1940 r., została przeorganizowana w Związek Walki Zbrojnej, który wiosną 1942 r. został przekształcony w Armię Krajową.

Naczelne dowództwo AK, jako priorytetowy cel, zakładało przygotowanie się na przejęcia władzy, z chwilą wyzwolenia Polski. Jako reprezentant legalnych władz RP znajdujących się na uchodźstwie w Londynie, prowadziła wszechstronne prace studyjne, aby objęcie władzy odbyło się w sposób sprawny i żeby, w tym przełomowym momencie zapewnić bezpieczeństwo społeczeństwu.Czytaj dalej

Bardzo łatwo jest zniszczyć szczęście bliźniego, ale jakże trudno je naprawić

Johann Gottfried Herder

Te słowa niemieckiego filozofa i pastora w pełni ilustrują skomplikowane losy Wiery Gran.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że życie tej jednej z najwybitniejszych pieśniarek okresu międzywojennego i powojennego to gotowy materiał na scenariusz filmu. Dostała od losu wiele, ale dużo też jej zabrał. Wiera Gran miała urodę, talent, wspaniałą kulturę muzyczną i niezwykłą charyzmę. Osiągnęła wielki sukces, ale i przyszło jej za ten sukces zapłacić.Czytaj dalej

Jerzyska pod Łochowem są od początków lat 80 XX wieku miejscem corocznych obchodów upamiętniających walkę oddziału partyzanckiego z Niemcami.

Przez lata była ugruntowywana legenda, że po stronie polskiej walczył wołomiński oddział Powstańczych Oddziałów Specjalnych „Jerzyki” pod dowództwem Telesfora Badetki ps. „Tesiek”. Po kilku latach, na tablicy informacyjnej dodano, że walczyła tu również I kompania 32 pp pod dowództwem rotmistrza Kajetana Fijałkowskiego ps. „Rafała”. Stroną przeciną miały być pododdziały Dywizji „Hermann Göring” [prawidłowa nazwa: 1 Dywizja Spadochronowo-Pancerna „Hermann Göring”]. Należy dodać, że w duchu „jerzykowskim” dokonano remontu kwatery poległych pod Jerzyskami na wołomińskim cmentarzu. Wówczas nadano jej nowy kształt, który możemy zobaczyć do dzisiaj. Na poprzedniej mogile widniała tablica informująca że: „Tu spoczywają bohaterowie, którzy więcej ukochali ojczyznę niż swoje młode życie i ponieśli śmierć męczeńską w lasach łochowskich 16 VIII 1944 r.” i dalej wymienionych było 14 nazwisk i wspomnianych 4 bezimiennych. Jak można łatwo zauważyć, nie wskazywała ona formacji podziemnej, z której wywodzili się polegli.Czytaj dalej

Urodził się 1 stycznia 1908 r. w Warszawie w rodzinie robotniczej. Po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuował naukę w Gimnazjum Państwowym im. Władysława IV w Warszawie. Tu wstąpił do 32 Warszawskiej Drużyny im. Juliusza Słowackiego. Już wtedy dał się poznać jako zdolny organizator i lubiany kolega, toteż został zastępowym drużyny. Latem 1930 r. jego rodzice przenieśli się z Warszawy do Kobyłki. Druh Mietek rozstał się ze swoją drużyną warszawską, ale szybko zorganizował miejscowych chłopców i za radą drużynowego I Wołomińskiej Drużyny Harcerskiej im. Władysława Łokietka, Stanisława Langego, wstąpił ze swoją drużyną do tej organizacji. Tutaj zorganizował gry, zabawy i różne imprezy harcerskie, tryskał energią i humorem, przyciągał do siebie młodzież.Czytaj dalej