Interes własny — ale i wspólny

Tłuc się kilkanaście kilometrów poza Warszawę i to w dodatku w niedzielę, tylko po to, by uczestniczyć w jeszcze jednym zebraniu przed wyborami do rad narodowych? Przyznam się, że jechałem tam bez entuzjazmu, przewidując, że chyba już nic nowego nie usłyszę. Pomyliłem się bardzo. W przeciwieństwie do Warszawy, mieszkańcy każdego małego osiedla mają do czynienia
z radą narodową na co dzień.Czytaj dalej

Pełna nazwa brzmi: Regionalny Pokaz Architektury województw centralnych. A więc Warszawy i województwa warszawskiego oraz białostockiego, lubelskiego i łódzkiego. Otwarty w salach Pałacu Kultury i Nauki, zgromadził ok. 250 prac ze wszystkich dziedzin architektury i urbanistyki. Możemy więc oglądać na Pokazie najnowsze projekty — niekiedy już realizacje — z zakresu rozplanowania osiedli mieszkaniowych i budownictwa mieszkaniowego, budownictwa dla celów szkolnictwa, zdrowia, przemysłu, sportu; są tu projekty dla budownictwa wiejskiego; są plany kościołów; są wreszcie prace, dotyczące budowli i zespołów zabytkowych.Czytaj dalej

Do cennych zabytków naszego budownictwa mieszkalnego, którym grozi zagłada z powodu braku właściwej opieki, należy pałac w Chrzęsnem niedaleko Tłuszcza w wojew. warszawskim. Jest to stosunkowo rzadki u nas okaz stylu renesansowego. Zbudowany w wieku XVI przez Wojsławskiego, chrześniaka Janusza księcia mazowieckiego, który obdarzył go całą okoliczną posiadłością, jako
upominkiem chrzestnym (stąd nazwa majątku „Chrzesne”). Czytaj dalej

Kilkadziesiąt godzin temu stanęły maszyny, opustoszały hale kombinatu ceramicznego w Zielonce. I to wcale nie dlatego, że wyczerpały się tu pokłady gliny, jak twierdzą autorzy, takiej właśnie plotki powtarzanej z równym zapałem na Śląsku, w Stolicy i na Wybrzeżu. Oddalone o kilometr od zakładu złoża surowca starczą — jak nas zapewniono — na potrzeby dwu pokoleń. A jeśli przerwano we wtorek pracę — to ze względu na ogólne zebranie załogi, zwołane, aby wybrać— jeden z pierwszych w kraju — samorząd robotniczy cegielni.Czytaj dalej

— Jutro o godz. 12, na Górkach Wołomińskich, w “Domu nad łąkami” odbędzie się spotkanie zainteresowanych, którzy pragną dom ten przekształcić w muzeum Nałkowskich. Chciałbym, żeby pani pojechała na te spotkanie.

Choć nie przewidziane zajęcie wypadało akurat w dzień wolny od pracy, polecenie redaktora uradowało mnie. „Dom nad łąkami”, rodzinny dom Zofii Nałkowskiej, tak dobrze znany mi z jej książek, dom, o którym pisarka wspominała ostatnio niemal w każdym z prasowych wywiadów… jakżeż wygląda on w rzeczywistości?Czytaj dalej

W związku z artykułem pt. „Zabierzcie — jeśli macie czym” zamieszczonym w „Życiu” i poruszającym m. in. sprawę zaniedbanej cegielni Pustelnik, otrzymaliśmy następujący list:

„Szanowna Redakcjo! Spółdzielnia Usług Technicznych „Technoplan“, w której pracuję, otrzymała zlecenie na wykonanie dokumentacji rozbudowy cegielni w Pustelniku. Było to w roku 1952. Przeprowadzone badania geologiczne wykazały, potwierdzając zresztą dotychczasową praktykę, że surowiec w Pustelniku jest pierwszorzędny i nadaje się do produkcji wyrobów cienkościennych: pustaków, dachówki, sączków itd. Potwierdziły to również badania Zakładu Gleboznawstwa Politechniki Warszawskiej. Obecny stan zakładu jest poniżej wszelkiej krytyki. Praca robotników mało wydajna i ciężka.

Czytaj dalej

Jest rzeczą zrozumiałą, że nauczyciel powinien być otaczany opieką władz miejscowych. Uchwała Prezydium Rady Ministrów z 20.X.1952 nakłada na rady narodowe obowiązek troszczenia się o sprawy bytowe nauczycieli. A jak się dzieje w rzeczywistości,  np. w okręgu podstołecznym? Z pytaniem tym zwracamy się do Zw. Zaw. Naucz. Polskiego.

— Najlepiej opiekują się nauczycielami władze w po w. grodziskim. Najgorzej — w pow. wołomińskim. W pozostałych również nie dzieje się dobrze — brzmi odpowiedź.Czytaj dalej

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Genia. Każdy kto ma cokolwiek wspólnego z naszą literaturą wie o kim mówię. W roku 1945 do Zofii Nałkowskiej przyszła dziewczyna ze wsi, szukała pracy domowej. Nie umiała ani czytać ani pisać. Pisarka posłała ją do szkół, dzisiaj każdy kto usiłuje dotrzeć do Nałkowskiej natrafia na Genię, bez niej, jak mówią wtajemniczeni, “mucha nie siądzie”. Umieszczona za fotelem pisarki całuje ją raz po raz w głowę, słucha i ocenia nowe teksty autorki “Medaljonów”. Gdy słucha czegoś ładnego, od razu płacze. Gdy w pierwszych lalach po wojnie peeselowska “Gazeta Ludowa” piórkiem maczanym w jadzie opryskiwała pisarkę, Genia na własną rękę konfiskowała pismo by ono nie dostało się do rąk atakowanej. “Tylko niech pan i aby nic nie mówi – zaklinała nas wszystkich po kolei, może się nie dowie”. Razem z autorką dwudziestu kilku książek napisanych na przestrzeni pięćdziesięciu lat Genia na pewno wejdzie do literatury, skąd po wsze czasy przyciągać będzie oczy wszystkich tych, którzy cenią piękny przymiot natury ludzkiej – wierność. My dzisiaj uczcijmy to dziecko ludu dobrym słowem za to wszystko, co robi dla naszej pisarki.

Czytaj dalej

(…) Przez godzinę jazdy samowarkiem z Warszawy do Radzymina (22 km), nasłuchać się można wielu „sensacyjnych opowieści”. Jak to przed tygodniem w biały dzień na peronie w Radzyminie banda chuliganów pobiła dyżurnego ruchu, 31 sierpnia br. awanturnicy napadli na konduktora i powykręcali mu ręce, a 1 września br. jakiś wyrostek uderzył kamieniem kierownika pociągu na stacji Cmentarz.Czytaj dalej

Na terenie powiatu Wołomin istnieją dwa małe szpitale: powiatowy w Wołominie na 35 łóżek — stale przepełniony i w Jadowie na 55 łóżek. Dotychczas był i szpital trzeci, ale czy będzie? Szpital ten mieścił się w Radzyminie w budynku Zawodowej Szkoły Ogrodniczej. We wrześniu ub. r. piętro budynku zostało uszkodzone przez pożar. Szkołę z wyższych pięter przeniesiono na parter, a szpital do nowobudującego się pomieszczenia przy ul. Mickiewicza. Jest to duży biurowiec, który mógłby pomieścić około 120 łóżek i doskonale nadaje się na szpital. Niestety, budynek ten w drodze wymiany dostał się Min. Pracy i Opieki Społecznej, które pragnie zużytkować go na dom starców.Czytaj dalej

Najlżejszy podmuch wiatru wzbijał w górę tumany kurzu. Wydma “wędrowała” pochłaniając wszystko, co stało na jej drodze. Piach zasypywał płoty, drzewa owocowe, domy… Bezskuteczna była indywidualna walka ludności wielu podwarszawskich wsi i miasteczek z wędrującymi piaskami. Dopiero planowa i zorganizowana akcja zalesiania wydm i nieużytków, powstałych wskutek rabunkowej gospodarki przedwojennej mogła rozwiązać to zagadnienie. Czytaj dalej