Zbigniew Jugo

(ur. 1 I 1923 w Warszawie – zm. 25 XI 1944)

Strażak, s. Albina (1896–1944/1945) i Marianny z d. Abram (1898–1993), brat Ryszarda (1925–1993) [zob.], Mieczysława (1926–1983), Haliny i Zofii, mąż Henryki z d. Brzezińskiej (ur. 19 IV 1923), ojciec Elżbiety (ur. 8 VII 1944). Absolwent gimnazjum w Warszawie, słuchacz i pracownik w Oficerskiej Szkole Przeciwpożarowej w Warszawie. Harcerz w Wołominie.Czytaj dalej

Na terenie powiatu radzymińskiego działały i inne organizacje konspiracyjne. Poza Batalionami Chłopskimi, rozbudowaną liczebnie organizacją była Armia Krajowa (kontynuatorka Polskiego Związku Powstańczego i Związku Walki Zbrojnej). Powstała na bazie b. sanacyjnych organizacji oraz aparatu władzy Polski przedwrześniowej. Skupiła więc w swych szeregach prawie całą inteligencję powiatu, która stworzyła cały zrąb sztabowo-dowódczy. Żołnierskie „masy” starano się rekrutować wśród chłopów. Na tym polu nie miano zbyt wielu osiągnięć. Młodzież wiejska wstępowała bowiem do „swojej” chłopskiej organizacji – Batalionów Chłopskich. Na tym tle dochodziło do stałych konfliktów między Komendą Bch a Komendą AK. Pierwszy z nich miał już miejsce na początku 1940 roku.Czytaj dalej

Wstęp

II Rejon „Celków”, wchodzący w skład VII Obwodu Armii Krajowej „Obroża” obejmował w przybliżeniu teren przedwojennego powiatu warszawskiego. Rejon ten w strukturze organizacyjnej Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej stanowił najniższe ogniwo. Spośród ośmiu rejonów okalających Warszawę na kształt obroży, II Rejon był terytorialnie i ludnościowo najmniejszy.Czytaj dalej

Sprawa grupy żydowskiej i początek roku 1944

We wrześniu 1943 roku Niemcy wymordowali w gajówce wsi Krawcowizna grupę partyzancką Żydów, Polaków i Rosjan w liczbie 17 osób. W grupie było kilka kobiet. W tym dniu, wczesnym popołudniem wróciłem do domu z jednej ze swoich licznych wędrówek po terenie w sprawach organizacji. W domu zastałem młodego, obcego mężczyznę lat około 25. Był niski, krępy, silnie zbudowany. Widać było, że to obcy, nikt z najbliższej okolicy. Siedział swobodnie i popijał mleko, którym nasza matka go poczęstowała i zagryzał chlebem. Mówił dużo i otwarcie o wojnie, okupacji i Niemcach. Nie ukrywał swojego wrogiego stosunku do okupanta. Pomyślałem – donosiciel, partyzant czy też prowokator? Wkrótce odszedł.Czytaj dalej

Przyjęcie zrzutu i próba zamachu na bestialskiego Steina

W marcu 1944 r. zostaliśmy powiadomieni, że na terenie naszego Ośrodka zostanie dokonany lotniczy zrzut broni i amunicji. Część obszaru państwa włoskiego była już pod kontrolą aliantów i stamtąd samoloty przylatywały nocami nad wcześniej ustalone tereny i dokonywały zrzutów. Miejsce zrzutu na terenie naszego ośrodka ustalałem osobiście wcześniej w 1942 roku gdy przez krótki okres pełniłem obowiązki zastępcy komendanta Ośrodka. Z chwilą otrzymania informacji o zamierzonym zrzucie na naszym terenie został zarządzony tzw. okres oczekiwania. Polegało to na tym, że wyznaczony do odbioru i osłony zrzutu oddział przebywał w stałym pogotowiu, a równocześnie prowadzony był w określonych godzinach nasłuch radiowy audycji z Londynu.Czytaj dalej

Wyznania wojenne

Był już koniec listopada 1942 r. gdy postanowiłem dokonać likwidacji agenta gestapo na terenie placówki Jadów. Miejscowi ludzie z AK do których otrzymałem kontakt, bali się wyjść na ulicę ze mną żeby pokazać agenta. Był on zatrudniony w miejscowej fabryce zbrojeniowej pilnowanej przez żołnierzy niemieckich. Skazany zginął o zmroku na ulicy przed bramą fabryki. W akcji uczestniczył ze mną tylko jeden żołnierz AK. Był nim Henryk Puchała „Twardy”. Nad ranem przygnębiony powróciłem do domu. To było straszne uczucie.

Najczarniejsza robota

Ciągle miałem w oczach postać zabitego człowieka. Ten obraz długo mnie nie opuszczał. W rozmowie z bratem „Odrowążem” powiedziałem, że mam dość takiej konspiracji i partyzantki, takiej czarnej roboty, że nie jestem zabójcą i nie będę strzelał do ludzi. A w tym okresie wojny, tę najczarniejszą robotę przydzielono właśnie nam, dowódcom plutonów dywersyjnych, podchorążym najmłodszego rocznika, którzy mieli już za sobą wojnę wrześniową 1939 r. Uważano, że my nadajemy się do takich zadań.

A teraz jeszcze coś najbardziej osobistego. Było już po wojnie, gdy darzyło się że klęknąłem w kościele na stopniach konfesjonału i wyznałem, że zabijałem ludzi na wojnie i w konspiracji. Otrzymałem odpowiedź, że w warunkach wojny nie jest to grzechem. Nie mogłem pogodzić się z tym poglądem spowiednika i do tej pory nie mogę.

Gwałciciele z komunistycznej partyzantki

W końcu grudnia 1942 r., otrzymałem z Komendy Obwodu następny pisemny rozkaz. Tym razem zadanie likwidacji grupy bandycko-rabunkowej działającej na terenie Ośrodka Radzymin. Wyznaczono mi dokładnie miejsce i czas działania. Rozkaz wykonałem. W starciu zginęło dwóch członków grupy rabunkowej. Później po wojnie, ponoć okazało się że byli to członkowie Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Ja tych ludzi nie znałem. Jeśli tak było istotnie, że byli oni członkami PPR, to ci towarzysze prowadzili wówczas osobliwą walkę klasową. Napadali po wsiach bogatych chłopów i rabowali a tych, którzy usiłowali się bronić, zabijali i wrzucali do wcześniej podpalonej stodoły. Jeden z tej grupy miał również na sumieniu młodą Żydówkę, która wyskoczyła z transportu do Treblinki. Napotkaną w lesie zgwałcił a następnie doprowadził do dróżnika kolejowego, którego zmusił do telefonicznego zawiadomienia żandarmerii niemieckiej o obecności tej żydowskiej dziewczyny. To nie były czyjeś wymysły. To były fakty, które w 1955 roku, kiedy nas obu oskarżano o zabójstwo członków PPR, potwierdzali świadkowie tamtych wydarzeń.

Początek 1943 przyniósł rozwiązanie radzymińskiej dywersji a więc i rozwiązanie mojego plutonu dywersyjnego. Zadania bojowe jednak nadal bywały i do ich wykonania wyznaczono żołnierzy byłych plutonów dywersyjnych, jako ludzi już doświadczonych w akcjach bojowych.

Tajemnica anonimów

Lata 1943 i 1944 były okresem nasilających się działań dywersyjno-bojowych. Równocześnie okupant nasilał swoje przeciwdziałanie Po rozwiązaniu radzymińskiej dywersji otrzymałem zadanie prowadzenia wywiadu i kontrwywiadu na terenie Ośrodka Tłuszcz. W marcu lub w lutym 1943 r. pojawił się na naszym terenie niebezpieczny donosiciel. Pisał anonimowe listy do komendanta niemieckiej żandarmerii w Tłuszczu w których wymieniał nazwiska dziewięciu osób ze wsi Księżyki i informował, że są członkami tajnej organizacji i posiadają broń. Wymienienie w anonimach byli faktycznie członkami AK. Na mnie padł obowiązek wykrycia donosiciela. Urzędy pocztowe w Jadowie i w Tłuszczu mieliśmy obsadzane naszymi ludźmi i wszystkie listy kierowane do żandarmerii trafiały do naszych rąk. Również członkami AK byli komendanci posterunków policji granatowej w obu tych miasteczkach. Zagrożonych ludzi ostrzegliśmy natychmiast wyjaśniając skąd zagrożenie pochodzi.

Pismo anonimów było niezdarne i z licznymi błędami. Styl i błędy były typowe dla ludzi o wykształceniu czterech klas szkoły podstawowej. Na wsiach ludzie znali się wzajemnie, znali również mieszkańców sąsiednich wiosek. Przy udziale samych zagrożonych analizowałem możliwość donosu przez poszczególnych mieszkańców Księżyk i najbliższych miejscowości ale bez rezultatu. Nikt nie wydawał się podejrzanym.

Niebezpieczna gra

Czas upływał a donosiciel najwyraźniej niecierpliwił się brakiem skutków swojej działalności, gdyż anonimy ponawiał, wymieniał te same nazwiska i ciągle listy wrzucał do skrzynki pocztowej w Jadowie. Nakazałem obserwację tej skrzynki, ale bez rezultatu. Tam odbywały się targi raz w tygodniu i wtedy przewalała się po ulicach duża masa ludzi obcych. Donosiciel zmieniał tryb postępowania. Swoje donosy kierował do komendanta policji granatowej w Jadowie i jego zobowiązywał do przekazania ich żandarmom niemieckim. Sytuacja stawała się groźna. Wreszcie po długich namysłach, drogą różnych selekcji zostało wytypowanych czterech czy pięciu osób, które mogłyby być zdolne do tego okropnego czynu. Zorganizowałem tyle trzyosobowych patroli ile było podejrzanych. Każdemu patrolowi wręczyłem papier, pióro do pisania i wysłałem jednego wieczoru o jednej godzinie
do podejrzanych z poleceniem podyktowania im kilku identycznych bezsensownych zdań, ale takich, w których było dużo wyrazów wypisywanych w anonimach. Gdy otrzymałem te wszystkie niezdarnie napisane dyktanda wszystkie wydały mi się podobne do siebie i do anonimów donosiciela. Każde dyktando było podpisane własnoręcznie przez podejrzanego.

Wszystkie dyktanda i anonimy przekazałem do komendy Obwodu celem zbadania przez grafologów i zajęcia stanowiska. Wśród podejrzanych znajdowała się zwykła wiejska kobieta. Grafolodzy wskazali na nią, jako autorkę anonimów. Ta kobieta musiała zginąć. Napływ anonimów został przerwany, choć wojna trwała jeszcze blisko dwa lata.

Czy zdrajca był kimś innym?

Po wojnie, w roku 1947 dowiedziałem się z ust byłego, w czasie okupacji komendanta policji granatowej w Jadowie, Czarnaciego, który wówczas był również odbiorcą tych anonimów iż rzekomo pojawił się w 1944 r. jeszcze jeden anonim, treści podobnej jak poprzednie, adresowany do żandarmów niemieckich w Tłuszczu, ale wysłany z Niemiec. Nie wydało mi się to prawdopodobne. Czarnacki natomiast podejrzewał wówczas, już po wojnie, że autorem anonimów mógł być mieszkaniec sąsiedniej wioski, człowiek wówczas zamożny, na którego dom dokonywano w czasie okupacji licznych napadów rabunkowych. Podejrzenia tego człowieka o napady mogły być kierowane właśnie pod adresem osób wymienianych w anonimach, jeśli wiedział, że oni posiadają broń i są członkami tajnej organizacji. Czyżby więc jeszcze jedna tragiczna pomyłka z czasów okupacji? Czy grafolodzy mogli popełnić taki straszny w skutkach błąd? Czy było możliwe, aby ktoś pisał anonimowy list aż do centrum Niemiec i ten anonim dopiero stamtąd został skierowany do żandarmerii niemieckiej w Tłuszczu? Człowiek, na którego Czarnacki kierował ostatnie swoje podejrzenia jako na autora anonimów, był mi znany. Już dawno nie żyje. Nie żyje również sam były komendant Czarnacki.

Tytuł i śródtytuły – Marcin Ołdak

17 lipca 2017
goniec tłuszczański

Niełatwe początki konspiracji

Nasz bohater służąc jako podporucznik w Samodzielnym Batalionie Strzelców w Rembertowie uczestniczył w Wojnie Obronnej Polski 1939 roku. Po przegranej kampanii zbiegł z niewoli niemieckiej i wrócił do rodzinnej Krawcowizny, gdzie spotkał się z rodzicami i trzema braćmi. Po pozbyciu się szoku wynikającym z przegranej wojny, młodzi Wierzbowie postanowili działać. Oto kolejne fragmenty wspomnień bohatera lokalnej AK.
Już w grudniu 1939 roku mieliśmy z bratem Wacławem kontakty z członkami podziemnej organizacji, jaka zawiązała się w naszej okolicy. Początkowo byliśmy bardzo ostrożni w nawiązywaniu kontaktów z podziemiem, choć te kontakty następowały zawsze przez kolegów z lat szkolnych lub ludzi dobrze nam znanych. I tak to się zaczęło. Z tych maleńkich pierwszych iskierek organizacji podziemnych powstać miał później wielki ogień w całej okupowanej Polsce, ogień, którego okupant nie potrafił zdusić.Czytaj dalej

Ksiądz kanonik Wacław Koskowski, proboszcz w Postoliskach i budowniczy neogotyckiego kościoła, zmarł 22 grudnia 1925 r., w wieku 53 lat. Jego ostatnimi darami dla świątyni parafialnej był min. złoty sygnet herbu Dołęga z platyną. 13 lutego 1926 r., przybył do parafii nowy proboszcz, ksiądz Aleksander Bujalski. Wcześniej pleban w Dąbrowie w dekanacie kutnowskim. Podczas jego posługi w Postoliskach wykonano wiele prac przy świątyni związanych z jej wykończeniem. Jeszcze w roku 1926 ułożono 108 metrów kw. posadzki oraz wykonano stopnie przed Wielkim Ołtarzem. Tego roku zaopatrzono kościelne okna w rynny, postawiono parkan między świątynią a plebanią i wykopano studnię przed budynkami.Czytaj dalej

Uwagi o charakterystyce pisma na tle zainteresowania historią prasy lokalnej

W ostatnich kilku latach wzbudzono duże zainteresowanie historią prasy lokalnej, która ukazywała się przed II wojną światową na terenie obejmującym obecne ziemie powiatu wołomińskiego. W ośrodkach akademickich powstają programy badań obejmujące studia z zakresu prasy regionalnej. Jednak do ostatniego roku przedwojenna prasa wydawana na terenie powiatu radzymińskiego była raczej pomijana lub najwyżej traktowana kontekstowo.Czytaj dalej

Na pytanie: czy pamięta pan/pani wołomińską rodzinę Bohuszów? – najczęściej w odpowiedzi słyszałam: o, tak, pamiętam – lekarza… I to jest prawda, ponieważ Eugenia i Bolesław Bohuszowie mieli dwóch synów: Sławomira i Bohdana. Pierwszy był lekarzem internistą, drugi chirurgiem ortopedą. Dziś obaj, niestety nie żyją. Najmłodszym dzieckiem państwa Bohuszów jest córka Teresa – ekonomistka i rodzinna archiwistka. To dzięki m.in. pani Teresie napisałam biografie jej rodziców i wuja Bolesława Pławskiego – wołomińskich nauczycieli.Czytaj dalej

W piątek 6 lutego 2015 r. w godzinach przedpołudniowych dotarła do Zielonki przykra wiadomość. Helena Barnik (z d. Szymańska) łączniczka Armii Krajowej „Lena” nie żyje. Była ostatnią już osobą z rodziny Szymańskich z Zielonki odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.Czytaj dalej

W połowie września 1939 roku oddziały niemieckie weszły na teren powiatu radzymińskiego. Zapoczątkowana tym okupacja trwała na naszym terenie aż do września 1944 roku. W listopadzie 1939 r. Ludwig Fisher, gubernator dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa dokonał zmian w podziale administracyjnym dystryktu i połączył niektóre powiaty, motywując to koniecznością ostrego zarządzania i organizacji. W „Dzienniku Urzędowym Szefa Okręgu Warszawskiego, nr 1 z 22 listopada 1939 roku”, ukazało się jego rozporządzenie o utworzeniu powiatu Warszawa Ziemska z dotychczasowych powiatów warszawskiego i radzymińskiego. W okresie przedwojennym na terenie połączonych powiatów dominujące wpływy w życiu politycznym miał rządzący obóz sanacyjny. Mieszkało tam wielu urzędników administracji państwowej, zatrudnionych w centralnych urzędach w Warszawie. Duże wpływy mieli również socjaliści oraz członkowie i sympatycy ugrupowań politycznych obozu narodowego. Bazą społeczną Stronnictwa Narodowego były ziemiaństwo, duchowieństwo, młodzież akademicka, mieszczanie i zamożni chłopi.Czytaj dalej

W czasie trwania kampanii wrześniowej rząd polski opuścił kraj i udał się do Rumunii. Tam jego przedstawiciele zostali internowani. Zostali oni przewiezieni do różnych wyznaczonych im miejscowości w głębi Rumunii. Wśród internowanych znalazł się gen. Władysław Sikorski.

W ten sposób zaczęła powstawać emigracja polska. Najważniejsza rzeczą stało się, aby nie dopuścić do wymazania Polski z mapy Europy. Już pod koniec września świat dowiedział się, że w Paryżu rezyduje konstytucyjna głowa państwa polskiego w osobie Władysława Raczkiewicza. Do Paryża przybył Władysław Sikorski i 28 września został mianowany dowódcą polskich sil zbrojnych. Osoba Sikorskiego budziła zaufanie społeczeństwa polskiego i nadzieję na szybkie wyzwolenie. Po klęsce Francji rząd polski przeniósł się do Londynu.Czytaj dalej

Przy ulicy Puławskiej 13 w Warszawie, tam gdzie dawniej była zajezdnia tramwajowa, znajduje się miejsce poświęcone pamięci Polaków rozstrzelanych w czasie II wojny światowej. Obok płyty umieszczono autentyczne obwieszczenie o straceniu stu dwunastu “bandytów”, jakie Niemcy rozlepiali podczas okupacji w stolicy. “Bekanntmachung” z nazwiskami mężczyzn przeznaczonych na śmierć zerwała z muru warszawskiej kamienicy i ocaliła dla potomnych pani Nachtman, matka Jerzego, żołnierza NSZ.Czytaj dalej