W tym roku Marki obchodzą 30 rocznicę uzyskania praw miejskich. Dzieje ich są jednak znacznie starsze, sięgają bowiem końca XVI wieku, gdy w źródłach pojawiła się wieś królewska o tej nazwie. Kojarzono ją z Markiem, który otrzymał tu we władanie dwie włóki ziemi. Według rejestru poborowego z 1661 r. mieszkańców wsi nazywano Markami bądź też Markiewiczami. W XVII w. mieszkało tu 40-50 osób.Czytaj dalej

Wieś Marki miała w 1880 r. zaledwie stu mieszkańców. Niebawem upatrzył ją sobie na miejsce fabryki przybyły z Anglii Briggs. Na korzyść lokalizacji zakładu przemawiała bliskość Warszawy, warszawsko-petersburskiej linii kolejowej, drogi do Białegostoku, cegielni w Ząbkach, nadmiar taniej siły roboczej w regionie, niskie ceny żywności i surowców w okolicach. Fabryka Spółki Briggs i Posselt wzniesiona została w szybkim tempie w latach 1883-1884. W 1885 r. zatrudniała już 551 pracowników, tj. pięciokrotnie więcej niż miały dotąd całe Marki.Czytaj dalej

Około roku 1880 do Warszawy przyjechali dwaj bracia, poddani anglicy Jej Królewskiej Mości królowej Wiktorji, Edward i John Briggs. Mieli oni niewielką fabryczkę we Włocławku, przędzalnię nici. Było im tam już za ciasno. Poczęły napływać większe obstalunki z olbrzymiej Rosji, przyjeżdżali kupcy, namawiali do rozszerzenia fabryki, proponowali na ten cel wygodne i tanie pożyczki. W Warszawie nawinął się pośrednik. Przed braćmi Briggs rozwinął piękną perspektywę przeniesienia fabryki w okolice Warszawy, skąd byłaby lepsza i wygodniejsza komunikacja na tereny rosyjskie. Idea trafiła do przekonania panom Briggs. Poczęto jeździć, szukać, oglądać. Zjeżdżono wówczas wiele okolic Warszawy. Trafiono wreszcie do małej wioski, w której było parę prymitywnych cegielni, mała rzeczka o bystrym prądzie. Ostrożnie, nie zdradzając istotnego celu kupna, aby nie podrożyć ceny — nabyto wreszcie około 100 morgów pustego, jałowego pola, leżącego przy dawnym trakcie, prowadzącym z Warszawy wprost na północ. Taka była historja początku wielkiej fabryki nici Briggsów i początku nowego życia i nowej karjery małego osiedla Marki, leżącego o 8 kilometrów od krańców Pragi.Czytaj dalej

Każdy, kto chociaż raz jeden jechał małą koślawą kolejką w stronę Strugi, Pustelnika czy Radzymina, musiał spostrzec po drodze, przy szerokiej szosie wzdłuż której biegnie tor kolejki, wielki kompleks fabrycznych budynków. To fabryka braci Briggs w Markach. Na solidnym murowanym parkanie są jeszcze słabe ślady napisów w języku rosyjskim.Czytaj dalej

Osada osierocona przez zamknięcie wielkiej fabryki

W najbliższem sąsiedztwie Warszawy jest jeszcze jedna miejscowość, przeżywająca po­dobną tragedję, jak Żyrardów. Jest to osada Marki i połączony z Markami Pustelnik.

Marki są osadą fabryczną. Przed wojną dosłownie cała lud­ność osady pracowała w wiel­kiej fabryce — przędzalni wełny czesankowej, należącej do angielskiego towarzystwa „Briggss and Co.“ Przędzalnia pracowała dla Ro­sji. Cztery tysiące robotników obsługiwało warsztaty czynne przez dzień i noc bez przerwy. Płace były dobre, robotnicy mie­li nadto możność zamieszkania w 60 domach robotniczych, zbu­dowanych przez fabrykę. Zaraz w pierwszym roku woj­ny, na krótko przed okupacją niemiecką, fabryka stanęła. Cała osada odczuła ten złowrogi od­głos wojny. A gdy przyszła okupacja i Niemcy zaczęli wywozić ma­szyny z fabryki, gdy z kotłowni zabrano serce fabryki — olbrzy­mie kotły i przewieziono je do elektrowni tramwajowej w Warszawie, wówczas wszyscy zrozumieli, że w najbliższych la­tach kolos fabryczny nie zbudzi się z letargu, że bezlitosną amputację, dokonaną na ciele fabryki, odchoruje całe miasteczko.Czytaj dalej

Miljonowa firma Briggs w Markach pod Warszawą, zbogaciwszy się w naszym kraju, sumiennie ochrania swe mienie, jak to widać z niniejszej sprawy, osądzonej wczoraj w zjeździe sędziów pokoju 1 okręgu gub. Warszawskiej – sprawy z oskarżenia Fryderyka Billan o kradzież ekskrementów ludzkich. Mianowicie, w pewną noc majową r. b. czujni stróże dostrzegli, iż b. robotnik Briggsa, niejaki Billan, obecnie posiadacz kawałka gruntu, podjechawszy do fabrycznych miejsc ustępowych zaczerpnął nieco zawartości i nałożył je na swój wóz. Stróże zatrzymali „przestępcę”, a administracja fabryczna za pośrednictwem obrońcy przysięgłego domagała się surowej kary dla złodzieja „mienia fabrycznego”.Czytaj dalej

Majster fabryczny z 6-go oddziału, Feliks Szczurowski sądzi, iż żyje w czasach przed rewolucją, gdy się mógł bezkarnie znęcać nad robotnikami i robotnicami. Przed kilku tygodniami zawezwał do siebie robotnicę Rozalję Kijankę, a gdy ta natychmiast nie zjawiła się, pobił ją i wyrzucił z roboty. — Robotnika z innej sali, który przyszedł, by upom nieć się o towarzyszkę, pobił wraz z swym pomocnikiem Graffem do krwi żelaznemi sztabami. Winę, iż majstrowi może się zdawać, że żyje w dawnych, dobrych czasach, powinni sobie robotnicy Briggsa sami przypisać! Jedyne lekarstwo na takiego majstra — postawienie fabrykantowi żądania, aby go natychmiast wyrzucił i zmuszenie solidarnością fabrykanta do spełnienia tego żądania.

Czerwony Sztandar – organ Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.
R.5, nr 131 (4 lutego 1907)

czas

Z Warszawy piszą nam: Wypadek w Markach, traktowany przez tutejszą prasę dość oględnie, przedstawia się w głównych zarysach tak, jak doniosły dzienniki. Zrozumieć go jednak można zupełnie wtedy dopiero, gdy się zna wydarzenia poprzednie, które tworzą tło i przygotowanie. Według wiarygodnych informacyj rzecz tak się miała: P. Briggs, Anglik rodem, lecz żonaty z Polką, założył przed pewnym czasem wielkie przedsiębiorstwo przędzalniane w Markach pod Łodzią. Towarzystwo, do którego należał, reprezentowało olbrzymie kapitały. Dość powiedzieć, że w Marki włożono około dziesięciu milionów rubli, a dzięki temu, z pustyni, jaką była niedawno jeszcze ta miejscowość, zrobiła się kwitnąca osada. Powstał szpital, czytelnia, sala zajęć, domy dla robotników, a ludność znalazła suty zarobek.Czytaj dalej

Administracja przędzalni p. f. „Briggs i sp.” w Markach zamierza wprowadzić jako siłę pociągową do wozów motory, zamiast koni. Motory takie, opalone naftą, używane są oddawna jako siła pociągowa u wozów w Anglii i w Ameryce, oddając znaczne usługi przy przewożeniu ciężarów. O pozwolenie na zastosowanie tego rodzaju siły pociągowej firma „Briggs i sp.” poczyniła już starania. Wkrótce ma być dokonana z niemi próba na ulicach Warszawy.

Kurjer Codzienny
R.41, nr 140, (4 czerwca 1905)

Zeszłego czwartku w kościele ewangielicko-augsburskim, Jks. Manitius superintendent, pobłogosławił związek małżeński zawarty pomiędzy p. Janem Briggs, współwłaścicielem przędzalni w Markach, pod firmą “Briggs i Tosselt” a panną Florentyną, Amalją Granzow, córką pp. Kazimierza, obywatela tutejszego i przemysłowca i Klementyny z domu Jaeger, małżonków Granzow. Podczas obrzędu chór złożony z artystów i amatorów pod dyrekcją p. Loppe, odśpiewał “Veni Creator” a modlitwy (solo) wykonał p. Cieślewski b. artysta opery warszawskiej.

Kurjer Codzienny
R.23, nr 218 (9 sierpnia 1887)