Tym razem cofamy się do roku 1863, kiedy to wybuchło Powstanie Styczniowe. Sporo się wydarzyło w tym czasie w okolicy. Przypominają o tym liczne pomniki i mogiły. Jeden z takich pomników, a zarazem powstańcza mogiła znajduje się w lesie w Boruczy, w gminie Strachówka.Czytaj dalej

Stefan Nasfeter miał piątkę rodzeństwa, spośród którego najbliżej był ze swym starszym bratem Bolesławem. Bolesław często też bywał z dziećmi u brata, z okazji imienin bądź wakacji. W ten sposób po raz pierwszy w połowie lat trzydziestych w Wołominie zawitał Janusz Nasfeter, bratanek Stefana, późniejszy reżyser filmowy. Dzieci spędzały czas biorąc udział w organizowanych przez stryja w Wołominie loteriach i zawodach a przede wszystkim w należącym do Nasfetera kinie “Oaza”. Zdarzało się, że młodzi Nasfeterowie spędzali w “Oazie” cały dzień, oglądając wszystkie wyświetlane danego dnia seanse.1 Janusz jako młody chłopak bywał także w studiu filmowym stryja w Warszawie, gdzie uczestniczył w próbach aktorów.2 Także w czasie wojny Janusz spędził kilka tygodni w domu stryja, pomagając ciotce Helenie przy ratowaniu ukrywających się w majątku Żydów.3
Czytaj dalej

Na powyższym zdjęciu można rozpoznać mężczyznę – to Henryk Skibiński, komendant wołomińskiej policji w latach trzydziestych. Konstrukcja w tle to makieta Jasnej Góry użyta w filmie Przeor Kordecki – obrońca Częstochowy, do którego część ujęć kręcono w Wołominie, w Mironowych Górkach, w roku 1934. Czytaj dalej

Wołomin w okresie międzywojennym był znaną miejscowością letniskową i uzdrowiskową dla Warszawy. Nasze miasto wśród mieszkańców stolicy znane było ze swoistego mikroklimatu sosnowego. Wielu z nich zbudowało tutaj swoje wille, dwory, a te które zachowały się do dzisiaj stanowią sentymentalną pamiątkę tamtego okresu. Ogromną atrakcją międzywojennego Wołomina był tramwaj konny, obsługujący przede wszystkim letników przybywających na wakacje i weekendy z Warszawy.Czytaj dalej

“Jestem zafascynowany światem dziecka. Jest to świat poetycki jak żaden inny. Odkrywamy w nim zawsze coś nowego”. – Tak o swojej pracy mówił najwybitniejszy chyba twórca filmów dla, czy też jak uważają niektórzy, o dzieciach – Janusz Nasfeter.

Urodził się w dniu dla Polski wyjątkowym 15 sierpnia 1920 r. w Warszawie. Stryjem Janusza Nasfetera był Stefan Nasfeter, właściciel niezwykle nowoczesnego jak na lata 30. XX w. kina “Oaza” w Wołominie. Prawdopodobnie to filmowe fascynacje stryja wpłynęły na wybór późniejszej drogi zawodowej przez Janusza Nasfetera.Czytaj dalej

Jako student szkoły filmowej zobaczyłem etiudę, którą – jeżeli dobrze pamiętam zrealizowała Ewa Petelska. Nie pamiętam tytułu tej etiudy, nie pamiętam o co w niej chodziło, ale było tam sfotografowane brudne okienko piwnicy, a za nim ulica z widocznymi nogami przechodzących ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale było to ujęcie tak zmysłowe, tak plastyczne, a na tle ówczesnej socrealistycznej konwencji – bezinteresowne, że zachwyciło mnie ono i pamiętam je do dziś. W tym jednym ujęciu zobaczyłem nagle coś z prawdziwego kina, pomyślałem od razu: to jest człowiek z którym muszę robić następną etiudę.

Tym człowiekiem był Jerzy Lipman, studentem zaś, który chciał z Lipmanem zrealizować swoją etiudę – Andrzej Wajda. Udało się im tego dokonać w 1951 r. Jerzy Lipman był autorem zdjęć do  etiudy Wajdy pt. “Ceramika iłżecka”.


Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych urodził się 10 kwietnia 1922 r. w Brześciu nad Bugiem w zamożnej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Wołominie. Ojciec Lipmana pracował na jednym z kierowniczych stanowisk w wołomińskiej hucie szkła.

Z całą pewnością życiorys artystyczny Jerzego Lipmana jest imponujący. Współpracował z najwybitniejszymi polskimi i europejskimi reżyserami, m.in. z wspomnianym Andrzejem Wajdą, z którym oprócz “Ceramiki iłżeckiej” zrealizował także: “Pokolenie” (1954), “Kanał” (1956) “Lotną” (1959) oraz “Popioły” (1965). Lipman był autorem zdjęć do słynnego filmu Romana Polańskiego “Nóż w wodzie” (1961). Współpracował również z Jerzym Kawalerowiczem (“Cień” – 1956, “Rozwodów nie będzie” – 1963), Jerzym Hoffmanem (“Gangsterzy i filantropi” – 1962, “Prawo i pięść” – 1964, “Ojciec” – 1967, “Pan Wołodyjowski” – 1968), Andrzejem Munkiem (“Zezowate szczęście” – 1960). Często do współpracy Jerzego Lipmana zapraszali także: Jerzy Passendorfer, Jan Rybkowski, Aleksander Ford czy wybitni światowi reżyserzy jak: Claude Chabrol, Jean – Luc Godard, Francois Truffaut, Renzo Rosselini czy Marcel Ophüls.

Niezwykłe losy Jerzego Lipmana w czasie II wojny światowej mogłyby być kanwą do napisania sensacyjnej książki czy nakręcenia filmu, może to się kiedyś stanie. Tymczasem już teraz warto przedstawić kilka faktów z tego okresu życia operatora.

We wrześniu 1939 r. Lipman wspólnie ze swoim przyjcielem Pawłem R. i jego ojcem próbował przedostać się na wschód. Niestety, za Brześciem złapali ich Niemcy i kazali wracać. Wrócili do Wołomina, gdzie Żydzi najpierw nosili opaski a potem przeniesiono ich do getta. Dom, w którym mieszkał Jerzy Lipman był usytuowany na jego skraju i Lipman korzystając z tego, często wymykał się z getta przez parkan, jak sam często wspominał: “wycieczki na aryjską stronę podbudowywały go psychicznie”.

Wiosną 1942 r. Lipmana i Pawła R. przeniesiono do obozu w Izabelinie, gdzie pracowali przy torfowiskach. Ojciec Pawła był lekarzem i jesienią tego roku żandarm, którego wyleczył, w dowód wdzięczności poinformował go, że obóz będzie zlikwidowany i wszyscy zostaną przetransportowani do Treblinki. Wszyscy trzej, Lipman, Paweł i jego ojciec, uciekają po zmroku z Izabelina. Docierają do Warszawy, gdzie w nasłuchu radiowym u Osóbki-Morawskiego pracowała Zofia, starsza o kilka lat siostra Lipmana. Zofia, dzięki swoim kontaktom, załatwiła uciekinierom fałszywe meldunki, natomiast Lipman korzystając z pomocy kolegi z Kobyłki, który miał ojca organistę na plebani – metryki urodzenia. Dzięki tym dokumentom, udało im się w magistracie zdobyć oficjalne kenkarty. I tak Jerzy Lipaman stał się Jerzym Lipińskim. Ciągle jednak dużym problemem był brak stałego mieszkania, dlatego Lipman z Pawłem i jego ojcem nocowali najczęściej w bramach kamienic, głównie w małych miasteczkach pod Warszawą. W końcu udaje im się znaleźć lokum u kolegi Jerzego Lipmana z liceum Władysława IV, w tramwajarskiej czynszówce na rogu Towarowej i Alei Jerozolimskich.

W pewnym momencie Lipman spotyka kolegę z podstawówki w Wołominie, Gienia P., którego szwagier – pół Polak, pół Niemiec miał firmę budowlaną na Okęciu. Gienio pracował u niego w charakterze przewodnika, który woził na Wschód robotników, pracujących na budowach prowadzonych przez niemiecką organizcję Todta. Gienio złożył Lipmanowi propozycję, że chce być jego pomocnikiem. Lipman propozycję przyjmuje. W trakcie jednej z takich podróży, zimą 1943 r., przysiadł się do nich oficer SS, który dobrze mówił po polsku. Zaczęli grać w pokera i Lipman wygrał od niego duże pieniądze. Oficer doceniając świetną grę Lipmana, zaproponował mu rewanż. Wręczył mu swoją wizytówkę (nazywał się Adam Śledziński) i zaprosił do Mińska, gdzie przebywał. Koledzy uznali, że to szaleństwo, ale Lipman postanowił pojechać do Śledzińskiego. Przez kilka dni grali w pokera i chodzili po niemieckich knajpach. Kiedy Lipman oznajmił Śledzińskiemu, że musi wracać do Warszawy, ten zaproponował, iż korzystając z urlopu, chętnie z nim pojedzie. W tym czasie Jerzy Lipman należał już od roku do podziemnych struktur PPS-u, zajmując się dostarczaniem broni dla podziemia. W Warszawie Śledziński oznajmia Lipmanowi, że nie zamierza wracać do jednostki i że ukradł z niej dokumenty in blanco i stemple, które śmiało mogą posłużyć jako wzór do podróbek. Lipman przekazuje, za pośrednictwem siostry, tę cenną zdobycz fałszerzom z podziemia. Śledziński i Lipman postanawiają zmienić swoją tożsamość i wstępują, oczywiście tylko na papierze, do pewnej jednostki Luftwafenbau, stacjonującej gdzieś pomiędzy Smoleńskiem a Mińskiem. Następnie poszli na ulicę Rakowiecką, do centrali zaopatrzenia Luftwaffe po nowe uniformy, Śledziński pozostał przy stopniu oberlejtnanta, Jerzy Lipman natomiast został jego adiutantem. Wspólnie wyjeżdżają do Berlina. Później Lipman często wyjeżdżał do Francji, Austrii, Włoch, gdzie m.in. próbował  zdobywać broń dla podziemia.

W kwietniu 1944 r.  Jerzego Lipmana dotknęła tragedia. Została aresztowana jego siostra Zofia. Lipman podejmuje próbę jej uwolnienia, niestety bez skutku. Wtedy przyszedł  mu do głowy pomysł wyjazdu do Mediolanu, aby zdobyć pieniądze na wykupienie siostry. W Mediolanie dochodzi do strzelaniny. Lipman wspólnie z kolegami zjawia się po broń, którą mieli dostarczyć Polakom włoscy partyzanci. Jednak broni nie ma i Lipman razem z kolegami zaczynają rozbrajać włoskich żołnierzy. Na dworcu w Mediolanie spotykają samotnego Niemca, esesmana, który stawia opór. Dochodzi do strzelaniny, podczas której Lipman zostaje ranny w udo, natomiast Niemiec w pierś. W momencie gdy nadjeżdża patrol, koledzy Lipmana uciekają. Natomiast obaj ranni – Lipman (w niemieckim mundurze) i Niemiec trafiają do szpitala. Nieprzytomny Niemiec mówi w malignie, że go napadnięto i że jednym z napastników był Lipman. Ten tłumaczy, że starał się Niemcowi pomóc. Jerzy Lipman ma szczęście, kula w nodze nie pochodzi z broni Niemca, a kula w piersi tegoż nie pochodzi z broni Lipmana. Jednak Lipman boi się, że Niemiec odzyska  przytomność i wszystko się wyda. Pod pretekstem bezsenności, prosi o pastylki, które ukradkiem podaje nieprzytomnemu Niemcowi. Boi się również, że podczas zabiegów pod narkozą sam mógłby się wygadać i z tego powodu wszystkie bolesne operacje nogi przechodzi bez znieczulenia. Ranny Niemiec niedługo potem umiera, a Lipmana Niemcy odznaczają medalem za odwagę. Niemcy, z powodu alianckich bombardowań, często przenosili Lipmana do innych szpitali. Podczas takich przenosin, Lipman nie zwracając uwagi na kulejącą nogę ucieka, próbuje przedostać się do neutralnej Szwajcarii, jednak na wieść o wybuchu Powstania w Warszawie, wraca do walczącej stolicy.

Jerzy Lipman był nie tylko wybitnym opreatorem, ale również niezwykłym człowiekiem. Jerzy Kawalerowicz tak go wspomina:

Jurek Lipman był nie tylko utalentowanym operatorem, ale i wspaniałym kolegą. […] Lipman należał do tych operatorów, którzy są czymś więcej niż tylko operatorami obrazu, zawsze można go było śmiało nazwać współtwórcą  filmu.

Natomiast we wspomnieniu Jerzego Hoffmana tak się zapisał:

Jerzy Lipman był wspaniałym operatorem. Dobrze operował światłem, był bardzo szybki w pracy, miał masę inwencji. Cała ekipa go uwielbiała.

Jerzy Lipman z powodu antysemickich prześladowań wyjechał z Polski w 1969 r. Zmarł w Londynie 11 listopada 1983 r.

Któż z nas nie pamięta wspaniałych, przedwojennych filmów wyświetlanych w ramach cyklu “W starym kinie” oraz dystyngowanego, mówiącego piękną polszczyzną autora i prowadzącego Stanisława Janickiego. Te filmy przywoływały czar kinematografii lat 20-tych i 30-tych. Niezwykłe były chwile, kiedy na ekranie telewizorów pojawiały się piękne i majestatyczne gwiazdy kina tamtych czasów. Zapewne nieliczni z nas wiedzą, że jedna z nich – Tola Mankiewiczówna – miała związki z Wołominem, gdzie mieszkała jej siostra Pani Domuratowa – żona miejscowego piekarza. W okresie międzywojennym aktorka często przyjeżdżała do swojej siostry. Po wojnie będąc już u schyłku swojej kariery Tola Mankiewiczówna często występowała na balach sylwestrowych w wołomińskim Klubie “Huragan”. Zanim jednak to się stało…Czytaj dalej

Wybudowano miasto dla filmu

Słowo stało się ciałem. Przez wiele miesięcy opowiadano sobie dużo w sferach filmowych o wiel­kich planach nowopowstałej spółki akcyjnej „Rymo-film”, która przy­stępuje do nakręcania historyczne­go filmu, osnutego na tle obrony Częstochowy w XVII wieku. I oto plany zaczęły się realizo­wać. Przedewszystkiem zorganizowa­no wielkie warsztaty przy ulicy Ogrodowej, które od wielu już ty­godni produkują wszystkie po­trzebne rekwizyty, jak: armaty, piki, halabardy, lance, skrzydła husarji, kaski szwedzkie i polskie, skrzynie, — wszystko z zachowa­niem stylu epoki. Tych rekwizy­tów wyprodukowało się dla wiel­kiej armji wojska szwedzkiego, polskiego i setek statystów. Co­dziennie odchodzą na miejsce zdjęć plenerowych pod Wołominem ol­brzymie skrzynie i paki, zawiera­jące tysiące tych rekwizytów.Czytaj dalej

1200 statystów bierze udział w filmie

Czegoś równie zabawnego nie widziałem jeszcze nigdy. Wąziutki, śmieszny, obdrapany, „letni” tramwaj, ciągniony przez wychudłą szkapinę, która dosłownie wyczynia przeróżne ewolucje między podkładami szyn. Takim właśnie tramwaikiem jechałem do stacji Wołomin na teren zdjęć filmowych, na których reż. Puchalski nakręca plenery do “Przeora Kordeckiego —obrońcy Częstochowy”. Mój są­siad wprawdzie stwierdził, że taki tramwaik przypomina dawne, “dobre” czasy, ale ja nie zgadzam się z nim, choćby dlatego, że dawniej nie było… sztuki kinematograficznej.Czytaj dalej

Działalność wytwórni “Rymofilm” w związku z realizacją wielkiego filmu historycznego p. t. “Przeor Kordecki — Obrońca Częstochowy” według oryginalnego scenarjusza reżysera Edwarda Puchalskiego, ostatnio ujawniła się szeregiem ciekawych i niepowszednich szczegółów, znamionujących szeroki rozmach twórczy realizatorów powyższego filmu.

Otóż, po raz pierwszy w Polsce pobudowano w Mironowych Górkach pod Wołominem olbrzymie dekoracje plenerowe. W oczach zdumionych tubylców rosną mury Częstochowy z XVII wieku, zabudowania klasztorne, obozy szwedzkie z okopami, dworek szlachecki i t.d . i t.d . Zorganizowano specjalne warsztaty, pracownie modelatorskie, w których rutynowani dekoratorzy i artyści-plastycy pracują nad wykonaniem najrozmaitszych potrzebnych rekwizytów, jak: pancerzy, hełmów, zbroi husarskich, broni średniowiecznej, armat polowych i fortecznych, mebli i t.p. rekwizytów stylowych. Pracownie krawieckie w dzień i noc pracują nad wykończeniem ogromnej ilości kostjumów szwedzkich i polskich. Nad wszystkiem czuwa baczne, fachowe oko Konstantego Stanisława Rymowicza, naczelnego dyrektora produkcji filmu, który uruchomił ten olbrzymi aparat organizacyjny.Czytaj dalej