Młodzież lat 50-tych i 60-tych, to ludzie urodzeni w latach 1935 – 1950, czyli moi rówieśnicy i koledzy trochę starsi i trochę młodsi ode mnie. Nasi Rodzice i Dziadkowie pamiętali czasy zaborów, wojnę polsko – bolszewicką i życie w Polsce niepodległej. Ja urodziłem się w 1941 roku w Wołominie. Wojna pozostawiła w mojej pamięci mgliste wspomnienie z przejścia frontu 1944 roku, gdy Mama ukryła mnie razem z siostrą w rowie pod Zagościńcem, także widok radzieckich czołgów, który do dziś mam przed oczami. Czołgi, które zapamiętałem, jechały dzisiejszą Aleją Niepodległości, tą samą, którą 24 lata wcześniej szły na Warszawę oddziały bolszewików. Bolszewicy nie zdobywszy Wołomina (1920 r.) musieli wybrać drogę przez Majdan i w ten sposób znaleźli się pod Ossowem, gdzie zatrzymał ich polski kontratak. Żona moja urodziła się w Berlinie, w kwietniu 1945 roku, gdyż jej rodzice zostali wywiezieni na roboty po kapitulacji Powstania Warszawskiego. To były urodziny pod bombami, bo w tym czasie Berlin był intensywnie bombardowany. Już w pierwszych dniach po wybuchu Powstania Warszawskiego aresztowano mojego Tatę i wywieziono w okolice Hanoweru. Wrócił po wyzwoleniu przez Amerykanów jesienią 1945 roku. Ciężko przeżywaliśmy brak kontaktu i wiarygodnych wiadomości o Tacie, więc radość z jego powrotu była ogromna. Jako dobry pracownik hut wołomińskich od razu znalazł pracę i w Święta Bożego Narodzenia mieliśmy prawdziwą choinkę. Mieszkaliśmy kątem u dziadków – jedna izba i nas czworo – dlatego jeszcze w 1939 roku Tata rozpoczął budowę własnego domu. Po zakończeniu wojny ze zgromadzonych materiałów budowlanych niewiele zostało i Tata pracował bez odpoczynku „w świątek i piątek”, abyśmy jak najprędzej mogli zamieszkać we własnym domu. Wprowadziliśmy się do niego w 1948 roku, choć był jeszcze nie wykończony.Czytaj dalej