We wsi Głuchach w powiecie radzymińskim, gub. warszawskiej, był dnia 23 marca smutny wypadek. Właściciel Głuch, 29-letni Jerzy Jeziorański, powróciwszy z Małopola, gdzie w gorących słowach zachęcił gospodarzy do założenia kółka rolniczego, chciał właśnie zsiąść na podwórzu z ulubionego konia, kiedy ten z niewiadomej przyczyny stanął dęba i przewrócił się na bok przygniatając całym ciężarem jeźdźca. Pośpieszono z pomocą, ale nieszczęsny młodzieniec już nie żył; skutkiem silnego uderzenia w skroń, śmierć nastąpiła na miejscu.Czytaj dalej

Na tydzień przed Wielkanocą, w samą nie dzielę Palmową, p. Jerzy Jeziorański właściciel majątku w Głuchach pojechał konno do Dąbrówki (pow. Radzymiński), aby wziąć udział w założeniu sklepu spółkowego. Po pomyśl nem załatwieniu sprawy już był wrócił do domu i zsiadał z konia, kiedy ten, widocznie czemś spłoszony, szarpnął się nagle, a potem, ściągnięty cuglami stanął dęba i upadł, przygniatając głowę p. Jeziorańskiego tak silnie, że nastąpiło pęknięcie czaszki. Na domiar nieszczęścia, koń podnosząc się uderzył leżącego na ziemi p. Jeziorańskiego podkutem kopytem w skroń, tak że śmierć nastąpiła momentalnie. W Wielki Czwartek odbył się pogrzeb ofiary tego nieszczęśliwego wypadku ś. p. Jerzego Jeziorańskiego, powszechnie lubianego i zacnego obywatela.

Siewba – organ ludu polskiego
R.2, nr 7 (6 kwietnia 1907)