Interesujący fragment wspomnień Antoniego Marianowicza dotyczący pierwszych dni pracy w wołomińskiej hucie szkła podczas okupacji i dziwnego napadu, którego stał się celem.

(…) Hutę szkła uważałem za dobre miejsce pracy, bo dopiero organizowano tam nowy zarząd z ramienia Ostindustrie, choć produkcja cały czas trwała. Była to sytuacja wygodna i bezpieczniejsza niż wejście w starą strukturę, gdzie zwracałbym na siebie uwagę. I chyba z powodu chaosu organizacyjnego zostałem, ledwo po kilku dniach pracy, obarczony misją przywiezienia pieniędzy z banku bez żadnej asysty. Wypłata miała wynosić 300 tysięcy złotych. Pojechałem wcześnie rano. W Banku Emisyjnym na Pradze dyrektor powiedział mi, że na koncie huty nie ma pieniędzy — jest nędzna resztka, 30 tysięcy. Więcej nie chcieli wypłacić. Wziąłem te pieniądze i poszedłem na Dworzec Wileński, gdzie na peronie spotkałem maszynistkę z huty, pannę Bilecką, która też wracała do Wołomina.Czytaj dalej

Złą opinią u sąsiadów cieszył się Jan Ślusarczyk, zamieszkały w Ząbkach. Opinię tę również podzielali funkcjonariusze miejscowego komisariatu Milicji Obywatelskiej, wskutek drobnych kradzieży popełnianych przez Ślusarczyka co pewien czas. Najbliższym sąsiadem Ślusarczyka był A. Rosiński, hodowca ptactwa. Chlubą kurnika Rosińskiego były trzy piękne gęsi. Gdy właściciel przyszedł we wtorek rano do komórki, by wypuścić drób, nie usłyszał powitalnego gęgania swych ulubieńców. Okazało się, że w nocy ktoś otworzył komórkę, pozarzynał gęsi i zabrał ze sobą.Czytaj dalej

Całą bandę włamywaczy aresztowano

W swoim czasie banda nieujawnionych na razie sprawców dokonała włamania do lokalu starostwa w Radzyminie. Łupem złodziei padło kilkanaście rewolwerów, blankiety paszportów zagranicznych, pieczęcie, 18 zasłon okiennych i t.d. Obecnie w wyniku dochodzeń okazało się, iż hersztem bandy włamywaczy był Jan Maniak, drukarz, z pochodzenia Ukrainiec, znany policji jako podejrzany o udział w kilku zamachach terorystycznych. Spólnikami jego byli znani i kilkakrotnie już karani kasiarze Feliks Bartosiak i Zygmunt Kołodziejczak.Czytaj dalej

Podrzucone kosztowności zwrócono proboszczowi

Dozorczyni domu Nr. 4 przy ul. Ząbkowskiej w Warszawie, Władysława Wernikowa, schodząc do piwnicy znalazła w korytarzu jakieś zawiniątko, w którym znajdował się kielich do komunikantów i złota patyna. Znalezione przedmioty dozorczyni zaniosła do XV komisariatu P. P. Ponieważ nie ulegało wątpliwości, iż kielich oraz paty na pochodzą z świętokradczej kradzieży policja wszczęła dochodzenie, by ustalić skąd przedmioty te pochodzą. Po kiikudniowem śledztwie ustalono. iż kielich oraz patyna zostały skradzione z kościoła parafji w Cygowie Poświętnym pod Wołominem. Wczoraj przyjechał do Warszawy proboszcz tej parafji ks. Sobczak, który poznał znaleziony kielich oraz patynę i zabrał ze sobą. Dalsze dochodzenie prowadzone jest w kierunku wykrycia sprawców świętokradztwa.

Nowy Czas
R.4, nr 63 (4 marca 1934)

Od dłuższego już czasu policja powiatu radzymińskiego zwróciła uwagę na prywatne życie wójta gminy Tłuszcz Józefa Miąskiewicza i pisarza tejże gminy Feliksa Soleckiego, którzy wydawali coś za wiele pieniędzy. Po przeprowadzeniu pewnych wywiadów postanowiono prze prowadzić rewizję kasy gminnej.Czytaj dalej

We wsi Sitne, oddalonej 6 kilometrów od Jadowa, w pow. radzymińskim 25-ciu bandytów w mundurach wojskowych, uzbrojonych w rewolwery syst. Mauzera i granaty ręczne dn. 20 b. m. dokonało napadu na gospodarza Józefa Prusaka. Napastnicy zrabowali 300 rubli w złocie, 280 rb. w srebrze, asygnaty polskiej pożyczki państwowej na 2.900 rb. i 1240 mk. oraz kożuch i 2 pary obuwia. Po dokonaniu rabunku, bandyci pod groźbą rewolwerów zmusili Prusaka, aby zaprowadził ich do mieszkania brata jego, Adama Prusaka. Tam napastnicy znęcali się w okrutny sposób nad żoną Prusaka, która nie chciała wskazać miejsca ukrycia pieniędzy. Zbrodniarze wbijali Prusakowej igły za paznogcie oraz kładli żelazo w usta, by nie krzyczała. Co się stało łupem bandytów, narazie nie ujawniono.Czytaj dalej

Wójt zabity — 20,000 marek zrabowano

Niezwykle zuchwałego napadu, połączonego z rabunkiem i zabójstwem dokonano w sobotę ubiegłą, dnia 13 b.m., na urząd gminny we wsi i gminie Ręczaje, odległych o 7 wiorst od stacji Wołomin kolei nadwiślańskiej. Budynek z kancelarją urzędu gminnego znajduje się w ogrodzie w pewnem oddaleniu od drogi. W tymże budynku jest kilka lokali mieszkalnych. W sobotę ubiegłą okolo godz. 6-ej wiecz., gdy było już zupełnie ciemno, zajechał furmanką przed posesję gminną wójt wraz ze swym kuzynem. Wóz, na którym został kuzyn, zatrzymał się przy drodze, wójt zaś wziął papiery kancelaryjne i udał się przez olbrzymi dziedziniec i ogród do kancelarji. Zdala wójt ujrzał przed wejściem do budynku sylwetkę jakiegoś mężczyzny. W mniemaniu, że to jest pisarz gminny, wójt zbliżył się do owego mężczyzny z zamiarem oddania mu papierów, lecz w tejże chwili, spostrzegł pomyłkę i cofnął rękę z papierami, gdyż mniema ny pisarz trzymał wycelowany do wójta rewolwer.Czytaj dalej

Obywatele pow. radzymińskiego przyszli oddawna do przekonania, iż dobry pies policyjny oddałby w okolicy poważne usługi wobec szerzących się tam złodziejstw. Ponieważ urząd straży ziemskiej nie posiadał w budżecie funduszu na kupno czteronożnego detektywa, przeto obywatele, uzyskawszy pozwolenie naczelnika powiatu, zrobiwszy między sobą składkę, sprowadzili psa policyj nego „Ami”. Detektyw, oddany do rozporządzenia naczelnika straży ziemskiej, sprawia się doskonale, niema bowiem tygodnia, aby nie zdemaskował jakiegoś złodzieja.Czytaj dalej

Miljonowa firma Briggs w Markach pod Warszawą, zbogaciwszy się w naszym kraju, sumiennie ochrania swe mienie, jak to widać z niniejszej sprawy, osądzonej wczoraj w zjeździe sędziów pokoju 1 okręgu gub. Warszawskiej – sprawy z oskarżenia Fryderyka Billan o kradzież ekskrementów ludzkich. Mianowicie, w pewną noc majową r. b. czujni stróże dostrzegli, iż b. robotnik Briggsa, niejaki Billan, obecnie posiadacz kawałka gruntu, podjechawszy do fabrycznych miejsc ustępowych zaczerpnął nieco zawartości i nałożył je na swój wóz. Stróże zatrzymali „przestępcę”, a administracja fabryczna za pośrednictwem obrońcy przysięgłego domagała się surowej kary dla złodzieja „mienia fabrycznego”.Czytaj dalej

W noc z 14 na 15 b.m. do gospodarza Rajmunda Jędrzejewskiego we wsi Jasienicy przyszło czterech bandytów. Gospodarz spał w podwórzu, tuż przy otwartych drzwiach stajni; dwóch z bandytów związali p. Jędrzejewskiego, przystawiwszy mu do piersi rewolwer, i zaczęli domagać się od niego pieniędzy. Gdy zaś ten powiedział, że pieniędzy nie posiada, zabrali mu dwa kożuchy, wepchnęli związanego gospodarza do stajni i zamknęli go tam, a sami zaprzęgli konia do wozu i odjechali. Na odjezdnem powiedzieli gospodarzowi, że koń im nie będzie potrzebny, że zabierają go dlatego, że nie chcą iść piechotą, i że nazajutrz on może znaleźć swego konia w Nowo-Mińsku na rynku. Jednak daremo jeździł pokrzywdzony do Nowo-Mińska, bo konia swego nie odnalazł.Czytaj dalej

W parafii Kobyłka o 2 i pół wiorsty od Wołomina st. kolei Petersburskiej, w powiecie radzymińskim, okradziono kościół. Złodzieje odrzucili Pana Jezusa w Ogrójcu, za którym znajduje się zakratowane okno, wycięli kratę i w ten sposób dostali się do zakrystyi, porąbali puszkę, zabrali z niej 60 rb., złożone na światło oraz najdroższy kielich złoty na srebrnym postumencie, wysadzany relikwiami św. i kamieniami drogocennemi, a także zamierzali dostać się do kościoła; zamek już oderwali, tylko silna kłódka i skobel nie dały się połamać i nie pozwoliły dostać się do wnętrza. Jeden z mieszkańców tamtejszych, Stanisław Gołębiowski, widząc wyglądającego na cmentarzu człowieka, zajrzał przez parkan; złodziejów było trzech, zauważyli go i spłoszeni jego obecnością, zostawiając drąg żelazny, niepostrzeżenie umknęli.

Naród
pismo codzienne z tygodniowym dodatkiem ilustrowanym i z dodatkiem rolniczym
1906, nr 67 (8 czerwca)

W dniu 20-tym b. m., nocną porą, do kościoła w parafii Kobyłka w powiecie Radzymińskim, wkradli się złoczyńcy i spełnili kradzież następujących przedmiotów: 1. Trzy kielichy, z których jeden srebrny, jeden pozłacany, jeden posrebrzany, a wewnątrz pozłacane wszystkie. 2. Monstrancya duża pozłacana. 3. Cztery ampułki z nowego srebra. 4. Dwie tacki pod ampułki z nowego srebra. 5. Krzyż pozłacany z relikwiarzem. 6. Pieniądze kościelne z drobną monetą i papierami około rs. 150 i list likwidacyjny na rs. 100 bez kuponów za Nr 58,794.Czytaj dalej

W Rossyi od despoty aż do kacapa nieznane są uczucia ludzkości; miejsce ich zajmuje wściekłość zwierzęca. Oto świeży dowód. Przed niejakim czasem przybył oddział Kozaków do księdza Salwina Sikorskiego, proboszcza w Kobyłce i żądał pieniędzy. Szan. kapłan oświadczył, że będąc ze zgromadzenia mendicantium OO. Bernardynów nie ma i nie może mieć żadnej gotówki. Kozacy temu oświadczeniu nie uwierzyli. Zaczęli szukać po całem mieszkaniu a znalazłszy patynę i ampułki srebrne, katowali go dopóty dopóki ducha nie wyzionął. Wszystkiego można już w części sądzić: czyli Moskale mają uczucia.

Gazeta Polska
1831, Nr. 116 (30 kwietnia)

Sad Policyi Prostéy Powiatu Stanisławowskiego wzywa wszelkie Władze tak Cywilne iako i Woyskowe, aby na złodziei z imion i nazwisk niewiadomych, o kradzież obwinionych, w wsi Klembowie przy chwytaniu ich zbiegłych, baczne miały oko, a za dostrzeżeniem onych schwytały, i pod ścisłą strażą Sądowi naszemu dostawiły.Czytaj dalej