Od wiosny 1962 r. zaczęła się nowa era dla artystów zajmujących się technicznymi możliwościami wykorzystania szkła poprzez samodzielne zbudowanie oraz eksploatację pieca do wytopu szkła dla celów artystycznych. To były zaledwie początki zaprezentowane w Muzeum Sztuki w Toledo poprzez warsztaty zorganizowane dla artystów szkła dmuchanego. Na lata 70. XX w. przypadła już ogólna fascynacja artystów szkłem i w wyniku tego licznymi wystawami. Jak pisze Marek Puchała w albumie „Ireneusz Kiziński”, zaczęły galerie szkła powstawać, jak grzyby po deszczu, a prezentowane dzieła podniosły ceny szkła artystycznego do poziomu dotychczas nieosiąganego.Czytaj dalej

Zarys życia Bohdana Wodiczki w świetle dokumentów i opracowań

Przedstawienie sylwetki Bohdana Wodiczki jest próbą spojrzenia na jego życie jako złożony proces, pełen wzlotów twórczych i załamań kariery, wykazujący etapy zarówno dobrze udokumentowane, jak i pełen luk oraz niezgodności nawet w sferze faktograficznej. Zwłaszcza odtworzenie ścisłych danych dotyczących drogi zawodowej jest potrzebne do tego, aby lepiej zrozumieć jego osiągnięcia i trudności, jego osobowość i twórczość kształtującą się w wyjątkowo trudnych dla kultury i muzyki czasach po II wojnie światowej.Czytaj dalej

Jako student szkoły filmowej zobaczyłem etiudę, którą – jeżeli dobrze pamiętam zrealizowała Ewa Petelska. Nie pamiętam tytułu tej etiudy, nie pamiętam o co w niej chodziło, ale było tam sfotografowane brudne okienko piwnicy, a za nim ulica z widocznymi nogami przechodzących ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale było to ujęcie tak zmysłowe, tak plastyczne, a na tle ówczesnej socrealistycznej konwencji – bezinteresowne, że zachwyciło mnie ono i pamiętam je do dziś. W tym jednym ujęciu zobaczyłem nagle coś z prawdziwego kina, pomyślałem od razu: to jest człowiek z którym muszę robić następną etiudę.

Tym człowiekiem był Jerzy Lipman, studentem zaś, który chciał z Lipmanem zrealizować swoją etiudę – Andrzej Wajda. Udało się im tego dokonać w 1951 r. Jerzy Lipman był autorem zdjęć do  etiudy Wajdy pt. “Ceramika iłżecka”.Czytaj dalej

Zegar na budynku urzędu miejskiego w Wołominie wygrywa melodię „Ej przeleciał ptaszek” i nie jest to przypadek, bo pierwsze „Mazowszanki” wywodziły się z tych stron, spod Klembowa dokładnie. Miejscowe tradycje śpiewacze upamiętnił tutejszy cech zegarmistrzów niespełna rok temu. Miejscowe tradycje śpiewacze wywędrowały w świat lat temu z górą dwadzieścia. Wtedy Wołomin nie dochrapał się jeszcze nawet rangi stolicy powiatu, miał za sobą niedługą i biedną historię i złą sławę z zapadnięciem zmroku. Zła sława — uważa naczelnik Bogdan Kowalski — nie była przecież jakąś wyjątkową specyfiką Wołomina. Dotknęła właściwie wszystkie miasta podwarszawskie zatrzymując fale przybyszów, przed którymi zamknęły się stołeczne biura meldunkowe. Dotknęła zwłaszcza miasta ubogie.Czytaj dalej

Pytanie o liczbę mieszkańców Wołomina jest nieco kłopotliwe. Wprawdzie dawno minęły czasy, kiedy na jedno mieszkanie przypadało tutaj aż 15 dusz, z czego 10 nie tyle martwych, co fikcyjnie zameldowanych, ale ciągle jeszcze statystyki niezupełnie odpowiadają rzeczywistości. Ojcowie miasta obliczają, że rzeczywistych wołominian jest w całym powiecie 170.000. Mniej więcej jedna szósta czyli około 27.000 mieszka w samym Wołominie. Informacja powyższa byłaby jednak niepełna, gdyby zabrakło jednej danej — otóż 33.000 obywateli powiatu wołomińskiego dojeżdża codziennie do pracy w Warszawie.Czytaj dalej

Dzięki usilnej pracy obywatela ziemskiego i działacza społecznego p. St. Nasfetera, w dniu 29 listopada został otwarty w Wołominie, naprzeciw dworca, kino teatr „Oaza”. Gmach może pomieścić 500 osób i wybudowany został według wymagań ostatniej techniki. Szczegółowy opis tej placówki kulturalno rozrywkowej podamy w następnym numerze.

Głos Radzymina, Mińska Mazow. i Powiatu Warszawskiego
R. 1, nr 9 (listopad 1930)

 

D. 18 b. m. odbyła się w Wołominie uroczystość poświęcenia Domu ludowego imienia Wojciecha Korfantego. Był to szczęśliwy wynik niezmordowanych usiłowań grona inteligencji wołomińskiej, która pod egidą p. Heleny Wielobyckiej, od trzech lat pracuje nad utworzeniem samodzielnego ogniska we własnym lokalu, odpowiednim dla wszelkiego rodzaju zebrań, przedstawień teatralnych, odczytów, bibljoteki. I oto Wołomin posiada już własny Dom ludowy dzięki trudom zarządu, ofiarności pp. Szaniawskich, którzy pozwolili na stosowną przeróbkę sali w ich posesji oraz pomocy wielu z miejscowych członków.Czytaj dalej