Jednym z najsłynniejszych dzieł Podkowińskiego jest obraz „Dzieci w ogrodzie”. Malarz namalował to płótno w 1892 roku, podczas pobytu w Chrzęsnem.

Ciekawostką jest fakt, że chłopcy przedstawieni na obrazie to bracia Kotarbińscy – malec z konewką to Tadeusz, późniejszy światowej sławy filozof oraz prezes Polskiej Akademii Nauk. Rodzice chłopców, Miłosz i Ewa okresowo mieszkali w Chrzęsnem i przyjaźnili się z Podkowińskim. Ewa była rodzoną siostrą Wincentyny Karskiej – właścicielki pałacu. Co jednak istotne, według ustaleń Jolanty Boguszewskiej zawartych w opracowaniu „Mecenat artystyczny dworów ziemiańskich Mazowsza Północnego w XIX i XX wieku”, scena przedstawiona na obrazie nie rozgrywa się w pałacowym ogrodzie. Otóż Kotarbińscy pomieszkując w Chrzęsnem, nie mieszkali w pałacu, lecz w tzw. kantorku, drewnianym budynku położonym w pobliskim lesie. I to właśnie przed tym kantorkiem Podkowiński malował „Dzieci w ogrodzie”.Czytaj dalej

Znaczenie Bohdana Wodiczki dla współczesnej kultury muzycznej

Szczególne zadania artystyczne i społeczne dyrygenta w powojennej Polsce widział Wodiczko w ścisłym związku z dramatyczną sytuacją kraju po 1945 r. Szczyt kariery Wodiczki przypadł na czas powojenny, gdy Polska zniszczona przez koszmar wojny znalazła się w zasięgu oddziaływania totalitaryzmu komunistycznego. Krajem rządziła powstała w 1948 r. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i jej władze. Znajdujący się u steru rządów komuniści wykazywali początkowo pewną elastyczność w sprawach gospodarki i kultury, troszcząc się przede wszystkim o stopniową likwidację przeciwników politycznych i utrwalenie swej władzy. Jednak nie zapomniano i o tak ważnym składniku kultury i życia ludzi, jakim była sztuka. W pierwszych latach PRL-u prowadzono otwartą politykę w kulturze, rządził nią początkowo Jerzy Borejsza (prezes wydawnictwa „Czytelnik”). Chętnie witał on każdego, nawet kiedyś zażartego przeciwnika komunizmu, kto chciał swym nazwiskiem zaświadczyć o liberalizmie władz. W ówczesnym czasie zaczynała swą niszczycielską działalność cenzura; była ona dotkliwa, ale głównie w zakresie problematyki bezpośrednio politycznej.Czytaj dalej

Etapy i kierunki działań Bohdana Wodiczki

Przedstawienie zarysu drogi zawodowej Bogdana Wodiczki ujawnia wielokierunkowość jego działań, bogactwo talentów i siłę osobowości. W różnych okresach życia ujawniały się różne talenty, stąd należy przyjrzeć się uważnie kierunkom jego działań. Wobec dokonań Wodiczki nie można być obojętnym; trzeba się określić dokonując wyboru na „tak” lub „nie”, bo niestety taki jest los ludzi o bezkompromisowych poglądach, do których Wodiczko należał. Jego osoba zawsze wnosiła ferment w środowisku muzycznym, prowokowała do dyskusji i sporów.[79] Wiadomo, że jak każdy miał swoich zwolenników i przeciwników. Czytaj dalej

Od dawna jest mieszkanką Warszawy. Mówi, że myślą i sercem często powraca do Wołomina. Tu spędziła szczęśliwe dzieciństwo, wśród ukochanych najbliższych. Tu przeżyła następny rozdział życia – czas II wojny światowej, okres okupacji i tragedii rodzinnych – stratę najbliższych. Tu przeżyła lata szkolne i aktywną działalność w harcerstwie.Czytaj dalej

Zarys życia Bohdana Wodiczki w świetle dokumentów i opracowań

Przedstawienie sylwetki Bohdana Wodiczki jest próbą spojrzenia na jego życie jako złożony proces, pełen wzlotów twórczych i załamań kariery, wykazujący etapy zarówno dobrze udokumentowane, jak i pełen luk oraz niezgodności nawet w sferze faktograficznej. Zwłaszcza odtworzenie ścisłych danych dotyczących drogi zawodowej jest potrzebne do tego, aby lepiej zrozumieć jego osiągnięcia i trudności, jego osobowość i twórczość kształtującą się w wyjątkowo trudnych dla kultury i muzyki czasach po II wojnie światowej.Czytaj dalej

13 V 2005 r. minęło dwadzieścia lat od śmierci Bohdana Wodiczki niezwykłego człowieka: wybitnego dyrygenta i znawcy muzyki współczesnej, dobrego kompozytora i cenionego pedagoga, sprawnego organizatora, energicznego dyrektora, pełnego pasji publicysty oraz zaangażowanego działacza społeczno-kulturalnego. Wodiczko (1912-1985) dzięki swej silnej osobowości, patriotyzmowi i wielu talentom silnie oddziałał na życie muzyczne tych wszystkich centrów kultury, w których miał sposobność pracować. Propagował z wielkim talentem zwłaszcza muzykę współczesną (w tym też polską) w czasach wyjątkowo trudnych, gdy ambitna muzyka była zakazywana, ośmieszana i przede wszystkim – mało znana. Nie jest łatwo opisać jego zasługi, gdyż często działania Wodiczki były nie tylko pomijane milczeniem przez prasę i lekceważone przez różnych działaczy, ale wręcz niszczone, a on sam zwalczany. Jednak zachowane dokumenty pozwalają w zarysie odtworzyć jego ważniejsze dokonania i prześledzić wkład w powojenną kulturę muzyczną Polski, między innymi dzięki temu, że żyją jeszcze ludzie pamiętający rangę wydarzeń, jakimi były koncerty muzyki prowadzone przez Wodiczkę, czy premiery oper oraz baletów wystawianych za jego kierownictwa w warszawskiej Romie.Czytaj dalej

Inteligencja naszych czasów wogóle znajduje się w opłakanym stanie materialnym. Inteligencja zamieszkała w Wołominie znajduje się nadto w podwójnie przykrej sytuacji moralnej, w braku wszelkich miejscowych ognisk życia intelektualnego, bądź współżycia towarzyskiego. Właśnie i antagonizmy prowincjonalnych ugrupowań politycznych przeszkadzają najbardziej…Czytaj dalej

Staję przed nie lada dylematem. Mam napisać coś o prowadzonym przez moją Mamę, Anielę z Jędruchów Kamińską i jej siostrę Janinę, kinie „Adria” istniejącym przed wojną w Wołominie. Łatwe to nie będzie. Wszak od ostatniego seansu w „Adrii” minęło ponad 70 lat. Czy zdołam wskrzesić choć iskierkę atmosfery tamtych lat? Zobaczymy, ale przynajmniej spróbuję… Sięgam więc do skąpych, dziecięcych wspomnień zachowanych w pamięci. Słowo „kino” przewijało się w mojej świadomości jako coś z zaginionego świata, a mnóstwo programów, rozsypanych na strychu naszego domu ze zdjęciami aktorek i aktorów, tylko potęgowało to wrażenie. Mam nadzieję, że uda mi się choć w małej części odtworzyć działanie i klimat kina „Adria”.Czytaj dalej

Józef Czarnecki (1891 – 1974)

Józef Czarnecki – czołowy waltornista okresu międzywojennego. Wrażliwy, szlachetny, skromny człowiek. Nie cierpiał fałszu w życiu i w muzyce. Cierpienia, których nie szczędziło mu życie, przyjmował z godnością. O artyście, mistrzu waltorni, opowiedział mi jego mieszkający w Wołominie syn Ryszard Czarnecki.

Józef Czarnecki urodził się 13 grudnia 1891 r. w miejscowości Krasne, w okolicach Lublina, w dawnym zaborze rosyjskim. Jego ojciec był zarządcą w majątku ziemskim, matka prowadziła dom i wychowywała dzieci. Beztroskie dzieciństwo skończyło się, gdy Józef miał dziewięć albo dziesięć lat. Przed Bożym Narodzeniem ojciec wybrał się na połów ryb, załamał się pod nim lód i młody jeszcze, zdrowy mężczyzna zmarł na zapalenie płuc.Czytaj dalej

Stefan Nasfeter miał piątkę rodzeństwa, spośród którego najbliżej był ze swym starszym bratem Bolesławem. Bolesław często też bywał z dziećmi u brata, z okazji imienin bądź wakacji. W ten sposób po raz pierwszy w połowie lat trzydziestych w Wołominie zawitał Janusz Nasfeter, bratanek Stefana, późniejszy reżyser filmowy. Dzieci spędzały czas biorąc udział w organizowanych przez stryja w Wołominie loteriach i zawodach a przede wszystkim w należącym do Nasfetera kinie “Oaza”. Zdarzało się, że młodzi Nasfeterowie spędzali w “Oazie” cały dzień, oglądając wszystkie wyświetlane danego dnia seanse.1 Janusz jako młody chłopak bywał także w studiu filmowym stryja w Warszawie, gdzie uczestniczył w próbach aktorów.2 Także w czasie wojny Janusz spędził kilka tygodni w domu stryja, pomagając ciotce Helenie przy ratowaniu ukrywających się w majątku Żydów.3
Czytaj dalej

Wołomin w okresie międzywojennym był znaną miejscowością letniskową i uzdrowiskową dla Warszawy. Nasze miasto wśród mieszkańców stolicy znane było ze swoistego mikroklimatu sosnowego. Wielu z nich zbudowało tutaj swoje wille, dwory, a te które zachowały się do dzisiaj stanowią sentymentalną pamiątkę tamtego okresu. Ogromną atrakcją międzywojennego Wołomina był tramwaj konny, obsługujący przede wszystkim letników przybywających na wakacje i weekendy z Warszawy.Czytaj dalej

Bo gdy życie coś potarga, nie pomoże żadna skarga, nie pomoże nikt i nic – śpiewała Wiera Gran, znakomita artystka przedwojennej Warszawy, gwiazda scen paryskich, jedna z najtragiczniejszych artystek minionego stulecia.

19 listopada 2007 zmarła w Paryżu Wiera Gran. Ostatnie chwile spędziła w domu opieki prowadzonym przez polskie siostry zakonne przy klasztorze św. Kazimierza. Została pochowana na cmentarzu w podparyskiej miejscowości. Nie zostawiła testamentu, cały jej majątek przeszedł na własność państwa francuskiego.Czytaj dalej

Jako student szkoły filmowej zobaczyłem etiudę, którą – jeżeli dobrze pamiętam zrealizowała Ewa Petelska. Nie pamiętam tytułu tej etiudy, nie pamiętam o co w niej chodziło, ale było tam sfotografowane brudne okienko piwnicy, a za nim ulica z widocznymi nogami przechodzących ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale było to ujęcie tak zmysłowe, tak plastyczne, a na tle ówczesnej socrealistycznej konwencji – bezinteresowne, że zachwyciło mnie ono i pamiętam je do dziś. W tym jednym ujęciu zobaczyłem nagle coś z prawdziwego kina, pomyślałem od razu: to jest człowiek z którym muszę robić następną etiudę.

Tym człowiekiem był Jerzy Lipman, studentem zaś, który chciał z Lipmanem zrealizować swoją etiudę – Andrzej Wajda. Udało się im tego dokonać w 1951 r. Jerzy Lipman był autorem zdjęć do  etiudy Wajdy pt. “Ceramika iłżecka”.


Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych urodził się 10 kwietnia 1922 r. w Brześciu nad Bugiem w zamożnej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Wołominie. Ojciec Lipmana pracował na jednym z kierowniczych stanowisk w wołomińskiej hucie szkła.

Z całą pewnością życiorys artystyczny Jerzego Lipmana jest imponujący. Współpracował z najwybitniejszymi polskimi i europejskimi reżyserami, m.in. z wspomnianym Andrzejem Wajdą, z którym oprócz “Ceramiki iłżeckiej” zrealizował także: “Pokolenie” (1954), “Kanał” (1956) “Lotną” (1959) oraz “Popioły” (1965). Lipman był autorem zdjęć do słynnego filmu Romana Polańskiego “Nóż w wodzie” (1961). Współpracował również z Jerzym Kawalerowiczem (“Cień” – 1956, “Rozwodów nie będzie” – 1963), Jerzym Hoffmanem (“Gangsterzy i filantropi” – 1962, “Prawo i pięść” – 1964, “Ojciec” – 1967, “Pan Wołodyjowski” – 1968), Andrzejem Munkiem (“Zezowate szczęście” – 1960). Często do współpracy Jerzego Lipmana zapraszali także: Jerzy Passendorfer, Jan Rybkowski, Aleksander Ford czy wybitni światowi reżyserzy jak: Claude Chabrol, Jean – Luc Godard, Francois Truffaut, Renzo Rosselini czy Marcel Ophüls.

Niezwykłe losy Jerzego Lipmana w czasie II wojny światowej mogłyby być kanwą do napisania sensacyjnej książki czy nakręcenia filmu, może to się kiedyś stanie. Tymczasem już teraz warto przedstawić kilka faktów z tego okresu życia operatora.

We wrześniu 1939 r. Lipman wspólnie ze swoim przyjcielem Pawłem R. i jego ojcem próbował przedostać się na wschód. Niestety, za Brześciem złapali ich Niemcy i kazali wracać. Wrócili do Wołomina, gdzie Żydzi najpierw nosili opaski a potem przeniesiono ich do getta. Dom, w którym mieszkał Jerzy Lipman był usytuowany na jego skraju i Lipman korzystając z tego, często wymykał się z getta przez parkan, jak sam często wspominał: “wycieczki na aryjską stronę podbudowywały go psychicznie”.

Wiosną 1942 r. Lipmana i Pawła R. przeniesiono do obozu w Izabelinie, gdzie pracowali przy torfowiskach. Ojciec Pawła był lekarzem i jesienią tego roku żandarm, którego wyleczył, w dowód wdzięczności poinformował go, że obóz będzie zlikwidowany i wszyscy zostaną przetransportowani do Treblinki. Wszyscy trzej, Lipman, Paweł i jego ojciec, uciekają po zmroku z Izabelina. Docierają do Warszawy, gdzie w nasłuchu radiowym u Osóbki-Morawskiego pracowała Zofia, starsza o kilka lat siostra Lipmana. Zofia, dzięki swoim kontaktom, załatwiła uciekinierom fałszywe meldunki, natomiast Lipman korzystając z pomocy kolegi z Kobyłki, który miał ojca organistę na plebani – metryki urodzenia. Dzięki tym dokumentom, udało im się w magistracie zdobyć oficjalne kenkarty. I tak Jerzy Lipaman stał się Jerzym Lipińskim. Ciągle jednak dużym problemem był brak stałego mieszkania, dlatego Lipman z Pawłem i jego ojcem nocowali najczęściej w bramach kamienic, głównie w małych miasteczkach pod Warszawą. W końcu udaje im się znaleźć lokum u kolegi Jerzego Lipmana z liceum Władysława IV, w tramwajarskiej czynszówce na rogu Towarowej i Alei Jerozolimskich.

W pewnym momencie Lipman spotyka kolegę z podstawówki w Wołominie, Gienia P., którego szwagier – pół Polak, pół Niemiec miał firmę budowlaną na Okęciu. Gienio pracował u niego w charakterze przewodnika, który woził na Wschód robotników, pracujących na budowach prowadzonych przez niemiecką organizcję Todta. Gienio złożył Lipmanowi propozycję, że chce być jego pomocnikiem. Lipman propozycję przyjmuje. W trakcie jednej z takich podróży, zimą 1943 r., przysiadł się do nich oficer SS, który dobrze mówił po polsku. Zaczęli grać w pokera i Lipman wygrał od niego duże pieniądze. Oficer doceniając świetną grę Lipmana, zaproponował mu rewanż. Wręczył mu swoją wizytówkę (nazywał się Adam Śledziński) i zaprosił do Mińska, gdzie przebywał. Koledzy uznali, że to szaleństwo, ale Lipman postanowił pojechać do Śledzińskiego. Przez kilka dni grali w pokera i chodzili po niemieckich knajpach. Kiedy Lipman oznajmił Śledzińskiemu, że musi wracać do Warszawy, ten zaproponował, iż korzystając z urlopu, chętnie z nim pojedzie. W tym czasie Jerzy Lipman należał już od roku do podziemnych struktur PPS-u, zajmując się dostarczaniem broni dla podziemia. W Warszawie Śledziński oznajmia Lipmanowi, że nie zamierza wracać do jednostki i że ukradł z niej dokumenty in blanco i stemple, które śmiało mogą posłużyć jako wzór do podróbek. Lipman przekazuje, za pośrednictwem siostry, tę cenną zdobycz fałszerzom z podziemia. Śledziński i Lipman postanawiają zmienić swoją tożsamość i wstępują, oczywiście tylko na papierze, do pewnej jednostki Luftwafenbau, stacjonującej gdzieś pomiędzy Smoleńskiem a Mińskiem. Następnie poszli na ulicę Rakowiecką, do centrali zaopatrzenia Luftwaffe po nowe uniformy, Śledziński pozostał przy stopniu oberlejtnanta, Jerzy Lipman natomiast został jego adiutantem. Wspólnie wyjeżdżają do Berlina. Później Lipman często wyjeżdżał do Francji, Austrii, Włoch, gdzie m.in. próbował  zdobywać broń dla podziemia.

W kwietniu 1944 r.  Jerzego Lipmana dotknęła tragedia. Została aresztowana jego siostra Zofia. Lipman podejmuje próbę jej uwolnienia, niestety bez skutku. Wtedy przyszedł  mu do głowy pomysł wyjazdu do Mediolanu, aby zdobyć pieniądze na wykupienie siostry. W Mediolanie dochodzi do strzelaniny. Lipman wspólnie z kolegami zjawia się po broń, którą mieli dostarczyć Polakom włoscy partyzanci. Jednak broni nie ma i Lipman razem z kolegami zaczynają rozbrajać włoskich żołnierzy. Na dworcu w Mediolanie spotykają samotnego Niemca, esesmana, który stawia opór. Dochodzi do strzelaniny, podczas której Lipman zostaje ranny w udo, natomiast Niemiec w pierś. W momencie gdy nadjeżdża patrol, koledzy Lipmana uciekają. Natomiast obaj ranni – Lipman (w niemieckim mundurze) i Niemiec trafiają do szpitala. Nieprzytomny Niemiec mówi w malignie, że go napadnięto i że jednym z napastników był Lipman. Ten tłumaczy, że starał się Niemcowi pomóc. Jerzy Lipman ma szczęście, kula w nodze nie pochodzi z broni Niemca, a kula w piersi tegoż nie pochodzi z broni Lipmana. Jednak Lipman boi się, że Niemiec odzyska  przytomność i wszystko się wyda. Pod pretekstem bezsenności, prosi o pastylki, które ukradkiem podaje nieprzytomnemu Niemcowi. Boi się również, że podczas zabiegów pod narkozą sam mógłby się wygadać i z tego powodu wszystkie bolesne operacje nogi przechodzi bez znieczulenia. Ranny Niemiec niedługo potem umiera, a Lipmana Niemcy odznaczają medalem za odwagę. Niemcy, z powodu alianckich bombardowań, często przenosili Lipmana do innych szpitali. Podczas takich przenosin, Lipman nie zwracając uwagi na kulejącą nogę ucieka, próbuje przedostać się do neutralnej Szwajcarii, jednak na wieść o wybuchu Powstania w Warszawie, wraca do walczącej stolicy.

Jerzy Lipman był nie tylko wybitnym opreatorem, ale również niezwykłym człowiekiem. Jerzy Kawalerowicz tak go wspomina:

Jurek Lipman był nie tylko utalentowanym operatorem, ale i wspaniałym kolegą. […] Lipman należał do tych operatorów, którzy są czymś więcej niż tylko operatorami obrazu, zawsze można go było śmiało nazwać współtwórcą  filmu.

Natomiast we wspomnieniu Jerzego Hoffmana tak się zapisał:

Jerzy Lipman był wspaniałym operatorem. Dobrze operował światłem, był bardzo szybki w pracy, miał masę inwencji. Cała ekipa go uwielbiała.

Jerzy Lipman z powodu antysemickich prześladowań wyjechał z Polski w 1969 r. Zmarł w Londynie 11 listopada 1983 r.

2 lipca 1911 r. w Warszawie, w rodzinie czeskich muzyków osiadłych w Polsce, przyszedł na świat przyszły wielki dyrygent i pedagog muzyczny – Bohdan Wodiczko. Ojcem Bohdana był Franciszek Wodiczko, kapelmistrz Orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołominie w okresie międzywojennym. I to właśnie w Wołominie Bohdan Wodiczko spędził  pierwsze lata swojego dzieciństwa.

Bohdan Wodiczko zdobył gruntowne muzyczne wykształcenie. Studiował dyrygenturę u Wacława Tallicha w Pradze Czeskiej oraz u Waleriana Bierdiajewa w Konserwatorium Warszawskim, a także kompozycję u Piotra Rytla. W czasie II wojny światowej Wodiczko zarabiał grając w orkiestrze nocnego lokalu “Adria”, znanego z dokonanego tam przez AK 22 maja 1943 r. zamachu bombowego na Niemców.Czytaj dalej