Zegar na budynku urzędu miejskiego w Wołominie wygrywa melodię „Ej przeleciał ptaszek” i nie jest to przypadek, bo pierwsze „Mazowszanki” wywodziły się z tych stron, spod Klembowa dokładnie. Miejscowe tradycje śpiewacze upamiętnił tutejszy cech zegarmistrzów niespełna rok temu. Miejscowe tradycje śpiewacze wywędrowały w świat lat temu z górą dwadzieścia. Wtedy Wołomin nie dochrapał się jeszcze nawet rangi stolicy powiatu, miał za sobą niedługą i biedną historię i złą sławę z zapadnięciem zmroku. Zła sława — uważa naczelnik Bogdan Kowalski — nie była przecież jakąś wyjątkową specyfiką Wołomina. Dotknęła właściwie wszystkie miasta podwarszawskie zatrzymując fale przybyszów, przed którymi zamknęły się stołeczne biura meldunkowe. Dotknęła zwłaszcza miasta ubogie.Czytaj dalej

Pytanie o liczbę mieszkańców Wołomina jest nieco kłopotliwe. Wprawdzie dawno minęły czasy, kiedy na jedno mieszkanie przypadało tutaj aż 15 dusz, z czego 10 nie tyle martwych, co fikcyjnie zameldowanych, ale ciągle jeszcze statystyki niezupełnie odpowiadają rzeczywistości. Ojcowie miasta obliczają, że rzeczywistych wołominian jest w całym powiecie 170.000. Mniej więcej jedna szósta czyli około 27.000 mieszka w samym Wołominie. Informacja powyższa byłaby jednak niepełna, gdyby zabrakło jednej danej — otóż 33.000 obywateli powiatu wołomińskiego dojeżdża codziennie do pracy w Warszawie.Czytaj dalej

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Genia. Każdy kto ma cokolwiek wspólnego z naszą literaturą wie o kim mówię. W roku 1945 do Zofii Nałkowskiej przyszła dziewczyna ze wsi, szukała pracy domowej. Nie umiała ani czytać ani pisać. Pisarka posłała ją do szkół, dzisiaj każdy kto usiłuje dotrzeć do Nałkowskiej natrafia na Genię, bez niej, jak mówią wtajemniczeni, “mucha nie siądzie”. Umieszczona za fotelem pisarki całuje ją raz po raz w głowę, słucha i ocenia nowe teksty autorki “Medaljonów”. Gdy słucha czegoś ładnego, od razu płacze. Gdy w pierwszych lalach po wojnie peeselowska “Gazeta Ludowa” piórkiem maczanym w jadzie opryskiwała pisarkę, Genia na własną rękę konfiskowała pismo by ono nie dostało się do rąk atakowanej. “Tylko niech pan i aby nic nie mówi – zaklinała nas wszystkich po kolei, może się nie dowie”. Razem z autorką dwudziestu kilku książek napisanych na przestrzeni pięćdziesięciu lat Genia na pewno wejdzie do literatury, skąd po wsze czasy przyciągać będzie oczy wszystkich tych, którzy cenią piękny przymiot natury ludzkiej – wierność. My dzisiaj uczcijmy to dziecko ludu dobrym słowem za to wszystko, co robi dla naszej pisarki.

Czytaj dalej

Radośnie i manifestacyjnie, pod hasłem walki o pokój, obchodziły miliony pracujących chłopów tradycyjne Święto Ludowe. Specjalnie uroczysty przebieg miał obchód Święta Ludowego w Jadowie woj. warszawskie. Oto fragment występu jadowskiego artystycznego zespołu młodzieżowego.Czytaj dalej

Wczoraj, jako w dzień, w którym czci się pamięć zmarłych, dokonano na cmentarzu w Kobyłce pod Warszawą poświęcenia nagrobka przedwcześnie przed półrokiem zgasłego pisarza, ś. p. Stanisława Szpotańskiego. Uroczystość poprzedziło żałobne nabożeństw w Warszawie, odprawione o godz. 9½ zrana w kaplicy Matki Boskiej w kościele Św. Krzyża przez dyrektora Katolickiej Akcji Prasowej, ks. prałata Z. Kaczyńskiego. Na nabożeństwo przybyli licznie przyjaciele, koledzy i wielbiciele talentu autora “Czerwonych maków”.Czytaj dalej

O Stanisławie Szpotańskim

Stanisław Szpotański umarł z piórem w ręku. Niespodzianie dla najbliższej rodziny, dla samego siebie, z niepowetowaną szkodą dla piśmiennictwa polskiego. Wielki talent, wielka wiedza, umysł głęboki. Niedoceniony jako powieściopisarz, nie dość rozsławiony, jako historyk kultury polskiej, zamało przytaczany, przedrukowywany, jako publicysta. Nie mówię o człowieku. Rzadkiej był szlachetności, ujmujący, wyrozumiały, serdeczny bez frazesów. Zakochany w Polsce, że mógłby powiedzieć za Mochnackim: „Jedynym romansem mego życia była Polska”.Czytaj dalej

O wczesnej, jak na Warszawę, godzinie, na dworcu wileńskim zebrało się liczne grono tych, którzy zapragnęli oddać ostatnią usługę znakomitemu pisarzowi i tak niepowszedniemu człowiekowi, jakim był ś. p. Stanisław Szpotański, publicysta, literat i uczony.Czytaj dalej

Obserwator życia w Zielonce, bez trudu mógł zauważyć, że w ostatnich czasach coś się zmieniło. Życie to jakby nabiera pewnych form i barw. Coś się robi. Praca zaczyna być widoczna. Powstają, Koła Młodzeży, Przedszkole, Zw. Pracy Ob. Kob. Prowadzą one wprawdzie narazie skromny żywot, lecz winę za to ponosi miejscowe społeczeństwo, żadnego zainteresowania, a jeśli ono jest to tylko chyba poto, by wyszukiwać w całym dziurę i polować na sensację.Czytaj dalej

Dzięki usilnej pracy obywatela ziemskiego i działacza społecznego p. St. Nasfetera, w dniu 29 listopada został otwarty w Wołominie, naprzeciw dworca, kino teatr „Oaza”. Gmach może pomieścić 500 osób i wybudowany został według wymagań ostatniej techniki. Szczegółowy opis tej placówki kulturalno rozrywkowej podamy w następnym numerze.

Głos Radzymina, Mińska Mazow. i Powiatu Warszawskiego
R. 1, nr 9 (listopad 1930)

 

Rząd świeczek wkopanych w piasek,
a na brzozowym krzyżyku
wianek nieśmiertelników.
Wiatr po drzewach zaszumi czasem
jakąś melodię zawiłą,
a pod nogami zwiędłe liście
złote, rude, sczerniałe,
szeleszczą wciąż jeden przyśpiew.
Że tu już się wszystko prześniło,
już wszystko przebolało.

Drukowane w tygodniku “Iskry”
rok 1930

W schludnym jednopiętrowym dworku mieści się komenda i posterunek miejski policji państw. w Radzyminie. Wewnątrz zaś, to już niezwykła schludność, a elegancja schludności: nie dostrzeżesz pyłka kurzu w sieni, na schodach, w przejściach: pomimo tak licznych interesantów, odwiedzających biuro, panuje tu iście pedantyczny porządek! Na piętrze — komenda, gdzie rezyduje jej komendant, komisarz p. St. Duchiński, parter zajmuje posterunek i tu znajduje się Bibljoteka, o której mowa.Czytaj dalej

We mgły siwe zatulony cmentarz cały.
Pęki kwiecia na mogiły zaniesiemy,
a na grobach będą światła migotały.
Będą więdły białe astry, chryzantemy,
a wiatr zimny złote liście z drzew rozwieje,
niby nasze niewyśnione sny, nadzieje.
Kwitły, zżółkły, w mgle jesiennej się rozwiały…

I my kiedyś przeminiemy, przeminiemy
A na grobach będą światła migotały.
Będą więdły białe astry, chryzantemy…

Drukowane w dwutygodniku “Kobieta w świecie i domu”
rok 1927

D. 18 b. m. odbyła się w Wołominie uroczystość poświęcenia Domu ludowego imienia Wojciecha Korfantego. Był to szczęśliwy wynik niezmordowanych usiłowań grona inteligencji wołomińskiej, która pod egidą p. Heleny Wielobyckiej, od trzech lat pracuje nad utworzeniem samodzielnego ogniska we własnym lokalu, odpowiednim dla wszelkiego rodzaju zebrań, przedstawień teatralnych, odczytów, bibljoteki. I oto Wołomin posiada już własny Dom ludowy dzięki trudom zarządu, ofiarności pp. Szaniawskich, którzy pozwolili na stosowną przeróbkę sali w ich posesji oraz pomocy wielu z miejscowych członków.Czytaj dalej

Zabawa taneczna - Urle 1914

Kasyno Udziałowe w Urlach. Rozoczęcie sezonu letniego. W niedzielę dnia 28 czerwca 1914 r. Wieczór Taneczny dla członków Kasyna, ich rodzin oraz wprowadzonych gości. Rozpoczęcie o godz. 10-ej, zakończenie o godz. 1½. Toalety spacerowe.Czytaj dalej