Zawiłości technologiczne

Przez ten czas zmienił się pogląd na stosowanie pieców tunelowych w zakładach ceramiki czerwonej, potem budowlanej, a dzisiaj architektonicznej. Pierwszy piec tunelowy wybudowany w Krubinie nie zdał w ogóle egzaminu, został nieprawidłowo zaprojektowany. Następne próby dawały coraz lepsze efekty, aż zaczęto je budować w każdej większej cegielni, by zastąpić nieekonomiczne, jak na ówczesne wymagania, piece kręgowe. Na dobrze wypaloną cegłę czekało się 2 dni, natomiast z pieca kręgowego Hoffmanna 7 do 14 dni w zależności od wielkości pieca. Przy piecach tunelowych zastosowano odciąg spalin sztuczny, wentylatorowy, mogąc jednocześnie regulować ciąg w piecu. Tymczasem w piecu kręgowym ciąg był zależny od wysokości komina i temperatury spalin w stosunku do otaczającego powietrza. Tak więc szybkość wypalania produktów w piecu kręgowym nie zależała od palacza, ale często od pogody. Czytaj dalej

„Gigant” jednak w Zielonce

Nieco szczegółów o budowie cegielni – „Zielonka” (streszczenie fragmentów z „Materiałów Budowlanych” nr 1/1952)

Główny projektant Cegielni Zielonka inż. Drogowit Janaszewski na łamach pisma branżowego informuje, że budowany obiekt to największy zakład ceramiki budowlanej w Polsce. Wszystko zaczęło się od początku planu 3-letniego, kiedy rzucono hasło otoczenia Warszawy „wieńcem” nowoczesnych cegielni w miejsce dawnych przestarzałych, opartych na produkcji ręcznej, a zniszczonych w czasie wojny. Fachowcom z tej dziedziny niezrozumiałym faktem wydawał się plan zabudowy osiedli podwarszawskich bez potrzeby powstawania nowych cegielni. Ówcześni specjaliści od szerokich projektów planu 3-letniego twierdzili, że w Warszawie jest tak dużo cegły rozbiórkowej szacowanej na kilkanaście miliardów, że przez długie lata nie będzie potrzeba nowej cegły.Czytaj dalej

Etapy i kierunki działań Bohdana Wodiczki

Przedstawienie zarysu drogi zawodowej Bogdana Wodiczki ujawnia wielokierunkowość jego działań, bogactwo talentów i siłę osobowości. W różnych okresach życia ujawniały się różne talenty, stąd należy przyjrzeć się uważnie kierunkom jego działań. Wobec dokonań Wodiczki nie można być obojętnym; trzeba się określić dokonując wyboru na „tak” lub „nie”, bo niestety taki jest los ludzi o bezkompromisowych poglądach, do których Wodiczko należał. Jego osoba zawsze wnosiła ferment w środowisku muzycznym, prowokowała do dyskusji i sporów.[79] Wiadomo, że jak każdy miał swoich zwolenników i przeciwników. Czytaj dalej

Zina

Mirosław na tańcach poznał miejscową dziewczynę. Dziewiętnastoletnia Zina, córka rosyjskiego Niemca i Rosjanki wyróżniała się wśród nielicznych dziewczyn urodą i wdziękiem. Jednak dla niektórych solą w oku był związek więźnia politycznego z komsomołką. Pojawił się nawet pomysł, aby Zinę wypędzić z Workuty. Z tego zamiaru zrezygnowano, pod warunkiem, że dziewczyna zerwie z łagiernikiem.Czytaj dalej

Obóz nr 17 

Pewnego dnia Mirosława wraz z dwoma współwięźniami wywieziono opancerzonym samochodem do obozu zbiorczego, do celi, gdzie byli i Ukraińcy, i Rosjanie. Skazanym dyktował prawo więzień Rosjanin, starosta celi, zwykły bandzior. On wybierał to co chciał z paczek żywnościowych współwięźniów i on decydował co wolno, a czego nie wolno w celi. 

10 grudnia 1945 roku Mirosław z grupą więźniów został wsadzony do pociągu w Lwowie, a 6 stycznia znalazł się w Workucie. Czytaj dalej

Losy parafii w okresie PRL

Wdrażanie i utrwalanie władzy ludowej na terenie gminy Klembów.

Pierwsze powojenne lata to przede wszystkim walka ze zniszczeniami i próba powrotu do normalnego życia mieszkańców parafii. Jednocześnie to okres utrwalania Władzy Ludowej i wdrażania jej komórek w życie społeczne. W okresie Polski Ludowej życie mieszkańców przekształciło się w sposób zasadniczy. PRL nie przyniósł w Klembowie masowych prześladowań, zastraszenia, terroru miejscowej ludności czy księży. Nie oznacza to jednak, że system państwowy nie angażował się w sprawy dotyczące chłopów czy parafii. Warto przyjrzeć się problemom polskiej wsi na przykładzie Gminy Klembów w czasach PRL.Czytaj dalej

Początki działalności szkoły w Dąbrówce sięgają okresu bardzo smutnego dla naszej ojczyzny, czyli okresu rozbiorów. Wieś wraz z okolicznymi ziemiami weszła, na mocy bezprawnych aktów rozbiorowych w skład Imperium Carskiego. W 3-oddziałowej szkole przeznaczonej dla uczniów z całej gminy Małopole nauka elementarnego czytania i liczenia odbywała się w języku rosyjskim, z rosyjskich książek.Czytaj dalej

Osiemdziesiąt pięć lat istnienia, ileż to wydarzeń, spotkań, meczów, zwycięstw i porażek. Ile nazwisk sportowców i działaczy, dla których piłka nożna znaczyła tak wiele. Poniżej przedstawiamy migawki z życia Huraganu, opracowane na podstawie kroniki klubu i notatek z gazet sportowych, przedstawiające czasy wołomińskiego sportu, które już bezpowrotnie minęły.Czytaj dalej

Olimpijski sprawozdawca

Moje zauroczenie sportem zaczęło się w koedukacyjnym gimnazjum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, gdzie wychowania fizycznego uczył fantastyczny nauczyciel. To samo gimnazjum ukończyła moja siostra, która na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku reprezentowała polskie barwy. Byłem razem z nią w Berlinie jako sprawozdawca Ilustrowanego Kuriera Codziennego i opisałem moment, kiedy Owens zwyciężył Niemca w skoku w dal. Trybuny szalały, pojedynek oglądał Hitler, wokół widziałem jedynie wyciągnięte w hitlerowskim geście dłonie. Kiedy Owens okazał się lepszy w ostatnim skoku, wódz III Rzeszy zerwał się i szybko opuścił stadion. Był wściekły, że Murzyn zwyciężył Niemca.Czytaj dalej

Żołnierz gen. Hallera, Adam Makuła, oskarżony na podstawie zapisków w obcym języku, spędził w więzieniu we Wronkach prawie dwa lata. Jego dzieci, Irena Makuła-Madany i Zdzisław Makuła mówią, że był wielkim patriotą i świetnym, troskliwym ojcem.

“Latem 1916 r. przybył do Krakowa z frontu brygadier Józef Piłsudski i zamieszkał przy ul. Szlak nr 41. Przechodząc ul. Długą do domu zauważyłem grupkę młodzieży, która czekała przy powozie Józefa Piłsudskiego. Kiedy ten wsiadł z małżonką do powozu, młodzież wyprzęgła konie i pociągnęła powóz. Przyłączyłem się do ciągnących i zawieźliśmy Dostojnych Gości do teatru im. J. Słowackiego, przy ul. Szpitalnej. Po spektaklu odwieźliśmy ich do domu.”

(Ze wspomnień Adama Makuły)Czytaj dalej

Ze wspomnień długoletniego pracownika Tadeusza Bońskiego:

50 lat temu, w 1949 r., położono pierwsze fundamenty zakładu pod nazwą Kombinat Drzewny Stolarki Budowlanej Wołomin. Teren przyszłego zakładu stanowiły krzewy, bagna i trzy ładne stawy pełne ryb: szczupaków, linów, karasi i innych. Najpierw przywieziono dwa samochody desek, których pilnował mój ojciec, Jan Boński, pierwszy pracownik zakładu. Ja przywoziłem ojcu obiady i jako 12-letni chłopiec obserwowałem budowę. Na jesieni 1949 r. zostały zalane pierwsze fundamenty pod halę produkcyjną i biurowiec. Równocześnie stawiano prowizoryczne stolarnie, w których produkowano stolarkę na budowę hali produkcyjnej. Jako chłopiec widziałem wielki zapał ludzi do pracy, chociaż podstawowymi ich narzędziami były tylko łopata, siekiera i ręczna piła. Równocześnie zbudowano bocznicę kolejową, którą dowożono materiały niezbędne do budowy zakładu.Czytaj dalej

Pamiętam pana Michała, mojego sąsiada. Mieszkaliśmy w bloku nr 3 na Osiedlu Słoneczna w Wołominie, on pod czwórką, ja pod piątką. Nieraz dyskretnie spoglądał na rozkrzyczaną gromadkę dzieci grającą w „palanta”, „berka”, czy „zośkę” pod oknami jego mieszkania. Wspólnie z mieszkańcami bloku brał udział w czynach społecznych przy porządkowaniu terenu przed balkonami oraz sadzeniu topoli i jarzębin. W jego pięknym, trzypokojowym mieszkaniu bywało wiele osób; żona Janina i dwie córki, panie Wanda i Ewa, skupiały wokół siebie znajomych i przyjaciół. I jak to po sąsiedzku, komuś zabrakło soli, czy szklanki cukru, więc jedni ratowali drugich w potrzebie, wszak czasy końca lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych nie były łatwe. Jedyny sklep spożywczy mieścił się wtedy w „Stolarce”.Czytaj dalej

Rodzice przeprowadzili się do Wołomina z Ostrówka k/ Klembowa z dwiema moimi siostrami w roku 1946. Ja urodziłem się już w Wołominie. Ojciec właśnie powrócił z obozu w Buchenwaldzie, gdzie został zesłany po aresztowaniu w czasie Powstania Warszawskiego.

Dostaliśmy mieszkanie w trybie tzw. nakazu kwaterunkowego, przy ulicy Armii Ludowej (obecnie Legionów). Dom w ogóle bardzo ciekawy. Właścicielem był niepiśmienny artysta: murarz, sztukator, stolarz, rzeźbiarz – Stanisław Kur. Odbudowywał kościół w Wołominie i kościół św. Floriana na Pradze. W pokoju miał ołtarz ręcznie wykonany, na całą ścianę. Na piętrze mieszkał i miał warsztat szewc, pan Leon Krakowiak – kawalerzysta Pierwszego Pułku Ułanów Krechowieckich. Obydwie nogi stracił podczas walk w 1920 r. To tam otrzymałem pierwsze lekcje historii, siedząc na „taboretkach” służących panu Leonowi do przemieszczania się.Czytaj dalej

Młodzież lat 50-tych i 60-tych, to ludzie urodzeni w latach 1935 – 1950, czyli moi rówieśnicy i koledzy trochę starsi i trochę młodsi ode mnie. Nasi Rodzice i Dziadkowie pamiętali czasy zaborów, wojnę polsko – bolszewicką i życie w Polsce niepodległej. Ja urodziłem się w 1941 roku w Wołominie. Wojna pozostawiła w mojej pamięci mgliste wspomnienie z przejścia frontu 1944 roku, gdy Mama ukryła mnie razem z siostrą w rowie pod Zagościńcem, także widok radzieckich czołgów, który do dziś mam przed oczami. Czołgi, które zapamiętałem, jechały dzisiejszą Aleją Niepodległości, tą samą, którą 24 lata wcześniej szły na Warszawę oddziały bolszewików. Bolszewicy nie zdobywszy Wołomina (1920 r.) musieli wybrać drogę przez Majdan i w ten sposób znaleźli się pod Ossowem, gdzie zatrzymał ich polski kontratak. Żona moja urodziła się w Berlinie, w kwietniu 1945 roku, gdyż jej rodzice zostali wywiezieni na roboty po kapitulacji Powstania Warszawskiego. To były urodziny pod bombami, bo w tym czasie Berlin był intensywnie bombardowany. Już w pierwszych dniach po wybuchu Powstania Warszawskiego aresztowano mojego Tatę i wywieziono w okolice Hanoweru. Wrócił po wyzwoleniu przez Amerykanów jesienią 1945 roku. Ciężko przeżywaliśmy brak kontaktu i wiarygodnych wiadomości o Tacie, więc radość z jego powrotu była ogromna. Jako dobry pracownik hut wołomińskich od razu znalazł pracę i w Święta Bożego Narodzenia mieliśmy prawdziwą choinkę. Mieszkaliśmy kątem u dziadków – jedna izba i nas czworo – dlatego jeszcze w 1939 roku Tata rozpoczął budowę własnego domu. Po zakończeniu wojny ze zgromadzonych materiałów budowlanych niewiele zostało i Tata pracował bez odpoczynku „w świątek i piątek”, abyśmy jak najprędzej mogli zamieszkać we własnym domu. Wprowadziliśmy się do niego w 1948 roku, choć był jeszcze nie wykończony.Czytaj dalej