Nie mamy szczęścia do zobowiązań władz terenowych. Nasz artykuł z 18 maja br. pt. „Pani doktór” jest kolejnym przykładem rzucania słów na wiatr przez przedstawicieli rad narodowych, a tym samym deprecjonowania autorytetu administracji państwowej.Czytaj dalej

Wydaje się nieprawdopodobne, że ta siwowłosa starannie ubrana pani, o twarzy niemal bez zmarszczek, ma 90 lat. Trudno w to uwierzyć, gdy widzi się, że nie nosi okularów, że dopisuje jej słuch, pamięć i przytomność umysłu, że nie tylko obywa się bez laski, lecz także taszczy wiadro z brudną wodą w kąt ogrodu. Pani doktor Maria Koczorowska pod wieloma względami jest wyjątkową kobietą. Całe życie poświęciła dla innych, uważając, że to całkiem zwyczajne. W czasie pierwszej wojny światowej walczyła z epidemią tyfusu. Przypłaciła to sama ciężką chorobą. W czasie drugiej wojny, po wyrzuceniu jej przez Niemców z Warszawy, osiadła w Ostrówku koło Wołomina i zorganizowała tu wiejski ośrodek zdrowia. Była jedynym lekarzem w promieniu kilkunastu kilometrów. Przemierzała je pieszo, chodząc do chorych o świcie, o zmierzchu, o północy, nie bacząc na godzinę policyjną.Czytaj dalej