“Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”

Minął rok od śmierci Zygmunta , a rodzina nadal nie może uwierzyć, że tak już będzie zawsze. Miał osiemdziesiąt lat i swoich bliskich, do kochania: żonę Zdzisławę, dzieci: Jolę i jej męża Andrzeja, Andrzeja i jego żonę Beatę oraz Agatę i jej męża Ireneusza, a szczególnie wnuki: Łukasza, Annę, Kamila, Paulinę, Tomka, Artura, Karolinę i Michała, którzy byli jego radością i dumą, a którymi nie zdążył się w pełni nacieszyć i napatrzeć jak rosną, zdobywają sukcesy zawodowe, zakładają swoje rodziny…Pożarnictwo było jego pasją, to ono dotychczas pochłaniało go bez reszty, w jego przypadku “bez reszty” to “Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”. Służbę innym uważał za swój pierwszy obowiązek. A gdy przeszedł na zasłużoną emeryturę cieszył się z każdej chwili spędzonej z rodziną. Jednak niedługo nadszedł czas choroby. Nigdy nie sądził, że tak bezwzględnie rak wkroczy w jego życie. I poddawał się posłusznie wszystkim działaniom leczniczym, nie tracił nadziei ani uśmiechu…Czytaj dalej