Śledztwo w sprawie bestialskiego morderstwa kasjera kolejowego w Ząbkach śp. Babulewicza, o czym do­nosiliśmy, zebrało w ciągu dnia wczo­rajszego poważny materiał, który nie­wątpliwie posłuży do szybkiego ujęcia zbrodniarza. Z oględzin miejsca zbrodni wynika, że morderstwo dokonane zostało mię­dzy godz. 2— 3.30 nad ranem. Zbro­dniarz na parę minut przed drugą wszedł prawdopodobnie do poczekalni stacyjnej, która nigdy pomimo zaopa­trzenia drzwi w zamek nie była zamy­kana. Wykorzystywały to elementy awanturnicze, które często spędzały tu noc.Czytaj dalej

Sprawa włamania do starostwa w Radzyminie

Przed Sądem Grodzkim w Warszawie toczyła się sensacyjna rozprawa przeciwko sprawcom włamania do starostwa powiatowego w Radzyminie, Janowi Maniakowi, Feliksowi Bartosiakowi i Władysławowi Kołodziejczykowi, którzy, jak ustaliło dochodzenie pozostawali w kontaktach z terrorystyczną organizacją ukraińską OUN. W roku ub. do starostwa powiatowego w Radzyminie zakradli się w nocy złodzieje, którzy zrabowali pieczęcie urzędowe, rewolwery oraz blankiety do paszportów zagranicznych. Blankiety paszportowe złodzieje wyprzedali osobom, które nielegalnie chciały przekroczyć granicę znalazłszy się w kolizji z prawem.Czytaj dalej

W prasie wczorajszej ukazała się maleńka, petitem drukowana wzmianeczka która pod prostemu słowami kryła treść więcej, niż ponurą. Donoszono tam, że inspektorzy polskiej Ligi ochrony zwierząt w asyście kandydatów na inspektorów policji dokonali inspekcji w Wołominie. Rezultaty? Cztery osoby ukarano za dręczenie… drobiu. Opieczętowano dwa chore konie. Skonfiskowano siedem sztuk zepsu­tych wędzideł, które kaleczyły koniom pyski. Zabroniono systemu używanego Wołominie do łapania psów.Czytaj dalej

We wsi Tule (gm. Kłębów), już od dłuższego czasu grasowali w tej i sąsiedniej wsi Kłębowie, czterej synowie rolnika, Ponichterowie. Byli oni postrachem mieszkańców tych wsi, domagając się pieniędzy na wódkę, w przeciwnym razie grozili zemstą. Podobny teror uprawiali w stosunku do właścicieli sklepów. Swego czasu w Kłębowie, po wyjściu z karczmy, jeden z Ponichterów, usiłował pobić 22-letniego Czesława Zycha, syna sołtysa, ze wsi Tuły. Zych okazał się silniejszy. Ponichter, oddalając się, groził zemstą.Czytaj dalej

W dniu wczorajszym w Pustelniku pod Warszawą w zabudowaniach miejscowej cegielni odbywała się zabawa u jednego ze strycharzy. Podczas libacji między biesiadnikami powstał spór, który pod wpływem alkoholu przybrał groźne rozmiary, Poszły w ruch noże i laski. Część uczestników bójki ukryła się w domu i zabarykadowała, podczas gdy inni dom obiegli, uzbroiwszy się w kamienie, łomy, siekiery i t. p. W kilka minut dom otoczony był przez kilkaset osób z Pustelnika. Marek i okolicy. Jeden z zabarykadowanych, mianowicie Józef Chojnowski, majster mularski, zamieszkały w Warszawie przy ul. Węgierskiej Nr. 9, dobył rewolweru i zaczął przez okno strzelać do tłumu. Od strzałów padł zabity mieszkaniec Pustelnika Franciszek Sachs, lat 38, otrzymawszy trzy kule.Czytaj dalej

Na dwór w majątku Zielonce, dzierżawionym przez p. Józefa Gordona (gmina Bródno) napadli bandyci w nocy z 16 na 17 b.m. Opryszkowie wtargnęli najpierw do domu, w którym mieszka służba folwarczna, wywlekli z łóżka liczącego 76 lat Piotra Cabana i poczęli się nad nim znęcać, żądając, aby wskazał, gdzie są ukryte pieniądze. Gdy Caban odmówił, zamordowali go kilku uderzeniami w głowę, rozbijając mu czaszkę, i udali się do dworu, gdzie związali p. Gordona, pobili go dotkliwie pałkami i zrabowali 121 marek i około 30 rubli.Czytaj dalej

W latach 1904/5 pełnił zastępczo obowiązki wójta gminy Klembów, pow. Radzymińskiego, Szczepan Krajewski, gospodarz rolny ze wsi Tuł, człowiek nieskazitelnej opinji i prawego charakteru, pisarzem zaś gminnym, był długoletni urzędnik, który wzbudzał zupełnie względem siebie zaufanie władzy. Mimo to pan sekretarz korzystał z łatwowierności wójta, nie znającego dokładnie języka urzędowego.Czytaj dalej

W niedzielę, w Urlach, dzieci jednego z letników, p N., bawiły się z dziećmi właściciela willi, włościanina. W czasie zabawy pomiędzy dziećmi zaszła sprzeczka, a następnie dzieci się pobiły; wówczas p. N uderzył jednego z uczestników bójki, syna owego włościanina; chłopiec poszedł na skargę do ojca. Ponieważ gospodarz ów, z powodu niedzieli, był trochę pijany, dowiedziawszy się więc o zajściu, wziął kosę i poszedł, wygrażając do p. N. Z tego powodu w Urlach wynikł popłoch. Wystraszeni letnicy poczęli uciekać wraz z dziećmi na stacyę kolei. Inni, odważniejsi, jęli wille swe ostrzeliwać z rewolwerów.

Niepokój trwał przez całą noc.Czytaj dalej

W początkach czerwca 1901 r. na szosie wiodącej do wsi Trojany, w pow. radzymińskim, włościanie miejscowi zatrzymali dwóch mężczyzn, jadących konno. Na zapytanie dokąd jadą, nieznajomi nic nie odpowiedzieli, lecz zaciąwszy konie, pragnęli zemknąć. Włościanie ściągnęli jeźdźców z koni i wówczas przekonali się, iż nieznajomi są znanymi na całą okolicę koniokradami.  Owi amatorowie cudzych koni: Jan Bożymek i Stanisław Abramczyk powracali właśnie ze wsi Słońsk na koniach, skradzionych tam Stanisławowi Urbaniakowi i Feliksowi Manieckiemu. Dając folgę swej nienawiści do złapanych złoczyńców, kmiotkowie nie szczędzili im razów, przedłużając tę operację z małemi przerwami aż do rana, t. j . aż do chwili, kiedy sołtys odesłał koniokradów do gminy.Czytaj dalej

We wsi Lipka, gm, Kłębów, pow. Radzymińskiego d. 9 b. m. w nocy do domu włościanina Jana Piędziaka przez otwór w dachu zakradł się złodziej i zaczął zabierać wiszącą na górze Bieliznę i inne znajdujące się tam przed mioty. Obudzony szmerem Stanisław Kurek, zbudził szwagra swego Piędziaka i obaj podnieśli gwałt. Na łub krzyki nadbiegi śpiący w sąsiedniej stodole Jan Wojdyna i po naradzie, rozstawili się, ażeby dopilnować, czy niema gdzie drugiego złodzieja.Czytaj dalej

Rabusie, którzy napadli na dom księdza Stypułkowskiego w Kłębowie pod Warszawą, zostali wyśledzeni i schwytani przez policję. Nazywają się oni: Ludwik Szreder, Michał Molcan, Mateusz Sokołowski, Wilhelm Szulc i Aleksander Kalmowski. Gdy całą tę bandę prowadzono z aresztu gminnego do urzędu sędziego śledczego w Radzyminie, zastąpili jej drogę włościanie, — a było ich przeszło trzystu, — domagając się od strażników, którzy tych rabusiów prowadzili, aby wydali im tych złoczyńców, to oni sami należycie ich ukarzą. Czytaj dalej

W dniu 24 października r. b. w wydziale I Sądu okręgowego warszawskiego na ławie oskarżonych zasiadł Chrystyan Marquardt, obwiniony o to, iż nazywając się rzeczywiście Janem Onyszko, skorzystał z cudzego paszportu, na imię Chrystyana Marquardt wydanego, i udając siebie za bezżennego, ożenił się przy życiu żony swojej Agnieszki Onyszko z Ludwiką Niedzielską, wdową. Marquardt jest wzrostu średniego, dobrze zbudowany, o ciemnych włosach i wydatnych wargach, mówi prędko i urywając. Tłómaczy się śmiało i głośno; nad odpowiedzią się namyśla, na pytania
jednak nie zawsze wprost odpowiada, przytaczając często wypadki zupełnie dla sprawy obojętne.Czytaj dalej

Sad Policyi Prostéy Powiatu Stanisławowskiego wzywa wszelkie Władze tak Cywilne iako i Woyskowe, aby na złodziei z imion i nazwisk niewiadomych, o kradzież obwinionych, w wsi Klembowie przy chwytaniu ich zbiegłych, baczne miały oko, a za dostrzeżeniem onych schwytały, i pod ścisłą strażą Sądowi naszemu dostawiły.Czytaj dalej