Z życiorysu Mirosława Hentosza można by zrobić niezwykle barwny film sensacyjno-historyczny. A gdyby scenarzysta dochował wierności faktom, to nikt by nie uwierzył, że film powstał w oparciu o prawdziwe życie. 

Workuta. Pónocnowschodnia Rosja, Republika Komi, nieopodal północnego pasma Uralu oraz Morza Karskiego. Workuta, wieczna zmarzlina. Śnieg tu topnieje w czerwcu, a we wrzeniu zaczyna już sypać nowy. Dwa, najwyżej trzy miesiące lata i białe noce.  

Workuta. Ta nazwa kojarzy się wielu europejskim i azjatyckim narodom z łagrami, cierpieniem i śmiercią. Są jednak takie osoby, które, dzięki mocy charakteru oraz pogodzie ducha przeszli przez to mroźne, stalinowskie piekło bez dramatycznych obrażeń. Dziś pozostały wspomnienia, najczęściej złe, choć są również i te dobre. Taką osobą jest Mirosław Hentosz, emeryt, mieszkaniec Wołomina, przed laty więzień Worukty. Czytaj dalej